Witam. Miałem wczoraj taka przygodę.
Poszedłem do samochodu, odpalił mi za pierwszym razem bez problemu, gdy zacząłem ruszać widać było, że w akumulatorze spada napięcie ponieważ wszystko zaczęło przygasać, światła, wyłączyło się wspomaganie kierownicy, światło w kabinie w ogóle przestało działać podobnie jak kierunkowskazy ale światła mijania i pozycyjne działały cały czas tak jak i radio które później od razu wyłączyłem. Przejechałem jeszcze samochodem ok 500m ale wróciłem się na osiedle. Zmierzyłem napięcie w gnieździe zapalniczki pokazywało ok 7-7,5V i spadek przy odpalonym silniku. Po zgaszeniu i ponownej próbie odpalenia zero reakcji. Miernik pokazał mi wtedy ok 9,5V i co dziwne wzrost napięcia. Po ok 30-35min miernik pokazywał 10,5V. Przy próbie odpalenia podobnie jak wcześniej zero reakcji rozrusznika. Nie wiem co może być powodem takiej awarii, dodam tylko, że alternator był wymieniany rok wcześniej, akumulator ok 3 letni.
Może ktoś będzie wiedział o co chodzi?
Pozdrawiam.
Poszedłem do samochodu, odpalił mi za pierwszym razem bez problemu, gdy zacząłem ruszać widać było, że w akumulatorze spada napięcie ponieważ wszystko zaczęło przygasać, światła, wyłączyło się wspomaganie kierownicy, światło w kabinie w ogóle przestało działać podobnie jak kierunkowskazy ale światła mijania i pozycyjne działały cały czas tak jak i radio które później od razu wyłączyłem. Przejechałem jeszcze samochodem ok 500m ale wróciłem się na osiedle. Zmierzyłem napięcie w gnieździe zapalniczki pokazywało ok 7-7,5V i spadek przy odpalonym silniku. Po zgaszeniu i ponownej próbie odpalenia zero reakcji. Miernik pokazał mi wtedy ok 9,5V i co dziwne wzrost napięcia. Po ok 30-35min miernik pokazywał 10,5V. Przy próbie odpalenia podobnie jak wcześniej zero reakcji rozrusznika. Nie wiem co może być powodem takiej awarii, dodam tylko, że alternator był wymieniany rok wcześniej, akumulator ok 3 letni.
Może ktoś będzie wiedział o co chodzi?
Pozdrawiam.