Dzień dobry,
nie mam żadnego wykształcenia elektryczno-elektronicznego, wszystko co wiem, to dobra pamięć zajęć ZPT i fizyki w szkole. Troche też czytałem o elektronice w internecie i potrafię ogólnie poradzić sobie z drobnymi problemami. Rozumiem instrukcje i umiem lutować. Ale do rzeczy...
Przyszedł ojciec z prostownikiem i tekstem, że "pożyczyłem sąsiadowi, oddał zepsuty, kolega mówi, że za 50 zł kupię nowy prostownik. A ten do wyrzucenia się tylko nadaje, bo elektronika padła i nikt tego nie naprawi. Masz, może obudowa ci się przyda."
Przestudiowałem temat https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic240180.html#9249068 i kilka innych pokrewnych. Obejrzałem dokładnie płytkę - luty sa takie, jakby dzieci lutowały. Podejrzewam, że albo objawiły sie zimne luty, albo sąsiad zrobił zwarcie i padły tyrystory lub tranzystory i może coś wiecej. Zanim jednak wezmę sie za rozlutownie płytki, chciałem zapytać mądrzejszych ludzi najpierw, czy próbując zmierzyć prądy, jak na schemacie, jestem w stanie zdiagnozować usterkę?
Czy jak już ja rozlutuję, to opłaca się wlutować oryginalne, sprawne elementy, czy może zalecacie prewencyjnie wymienic wszystko jak leci?
Nie chce wyrzucać tego prostownika, bo za 50 pln nie kupi się tak porządnej rzeczy.
Z góry bardzo dziekuję za pomoc.
nie mam żadnego wykształcenia elektryczno-elektronicznego, wszystko co wiem, to dobra pamięć zajęć ZPT i fizyki w szkole. Troche też czytałem o elektronice w internecie i potrafię ogólnie poradzić sobie z drobnymi problemami. Rozumiem instrukcje i umiem lutować. Ale do rzeczy...
Przyszedł ojciec z prostownikiem i tekstem, że "pożyczyłem sąsiadowi, oddał zepsuty, kolega mówi, że za 50 zł kupię nowy prostownik. A ten do wyrzucenia się tylko nadaje, bo elektronika padła i nikt tego nie naprawi. Masz, może obudowa ci się przyda."
Przestudiowałem temat https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic240180.html#9249068 i kilka innych pokrewnych. Obejrzałem dokładnie płytkę - luty sa takie, jakby dzieci lutowały. Podejrzewam, że albo objawiły sie zimne luty, albo sąsiad zrobił zwarcie i padły tyrystory lub tranzystory i może coś wiecej. Zanim jednak wezmę sie za rozlutownie płytki, chciałem zapytać mądrzejszych ludzi najpierw, czy próbując zmierzyć prądy, jak na schemacie, jestem w stanie zdiagnozować usterkę?
Czy jak już ja rozlutuję, to opłaca się wlutować oryginalne, sprawne elementy, czy może zalecacie prewencyjnie wymienic wszystko jak leci?
Nie chce wyrzucać tego prostownika, bo za 50 pln nie kupi się tak porządnej rzeczy.
Z góry bardzo dziekuję za pomoc.