Dzień dobry. Przepraszam, jeżeli temat umieszczam w złym dziale.
Mam następujący problem:
Na obwodzie nr 5 (bezpiecznik B6 10A) znajduje się 7 gniazdek. Jedno z nich, działać działało, ale wypadało całą puszką ze ściany a do tego często mocno 'błyskało' prądem przy podłączaniu czegokolwiek. Wymieniłem puszkę, dobrze ją osadziłem. Omyłkowo jeszcze przed podpięciem kontaktu włączyłem S i od razu spadł (chyba faza dotknęła n). Podłączyłem kontakt, ale jak się nagle okazało, nic w nim nie działa. Sprawdziłem wskaźnikiem a tutaj nagle na wszystkich gniazdach zarówno faza jak i zero wykazują napięcie.
Przyjechał elektryk i stwierdził, że i faza i zero mają 230V. Stwierdził, że zero musiało być gdzieś w ścianie upalone, uszkodzone i zbiegiem okoliczności wyszło to przy tej okazji. Mimo różnych sprzętów (np. jakiś żółty drogi miernik Fluke) nie umiał zlokalizować gdzie. Zalecił kuć pół mieszkania i doprowadzać przewody od S nr 5 na nowo...
Przyjechał drugi elektryk i stwierdził podobnie, z tą tylko różnicą, że zero ma 130 a nie 230, czyli takie mniejsze przebicie. Próbował jeszcze wykorzystać PE i z niego zrobić zero na tym obwodzie, żeby nic nie kuć (tzw. stara instalacja), ale różnicówka wtedy wywalała.
Nie wiem jak idą kable po kolei. Żadne reklamacje itp. nie wchodzą w grę.
Jestem wręcz załamany. Czy da się to zero jakoś inaczej jeszcze namierzyć, żeby nie robić obwodu od nowa?
Mam następujący problem:
Na obwodzie nr 5 (bezpiecznik B6 10A) znajduje się 7 gniazdek. Jedno z nich, działać działało, ale wypadało całą puszką ze ściany a do tego często mocno 'błyskało' prądem przy podłączaniu czegokolwiek. Wymieniłem puszkę, dobrze ją osadziłem. Omyłkowo jeszcze przed podpięciem kontaktu włączyłem S i od razu spadł (chyba faza dotknęła n). Podłączyłem kontakt, ale jak się nagle okazało, nic w nim nie działa. Sprawdziłem wskaźnikiem a tutaj nagle na wszystkich gniazdach zarówno faza jak i zero wykazują napięcie.
Przyjechał elektryk i stwierdził, że i faza i zero mają 230V. Stwierdził, że zero musiało być gdzieś w ścianie upalone, uszkodzone i zbiegiem okoliczności wyszło to przy tej okazji. Mimo różnych sprzętów (np. jakiś żółty drogi miernik Fluke) nie umiał zlokalizować gdzie. Zalecił kuć pół mieszkania i doprowadzać przewody od S nr 5 na nowo...
Przyjechał drugi elektryk i stwierdził podobnie, z tą tylko różnicą, że zero ma 130 a nie 230, czyli takie mniejsze przebicie. Próbował jeszcze wykorzystać PE i z niego zrobić zero na tym obwodzie, żeby nic nie kuć (tzw. stara instalacja), ale różnicówka wtedy wywalała.
Nie wiem jak idą kable po kolei. Żadne reklamacje itp. nie wchodzą w grę.
Jestem wręcz załamany. Czy da się to zero jakoś inaczej jeszcze namierzyć, żeby nie robić obwodu od nowa?