Jest to mój pierwszy post, witam wszystkich użytkowników
Do sedna, mam staruszka - Lublin II z 96r 2.4D. w sierpniu regenerowany alternator, w listopadzie kupiony nowy akumulator Warta 125Ah, nowe świece żarowe. Samochód posiada manualne grzanie świec(przyciskiem), jest używany sezonowo, tzn wiosna - lato. Po zakupie akumulatora auto przejechało około 20km(nie 20 tys - 20km). Akumulator wyjęty trzymany całą zimę w garażu. Sytuacja wygląda następująco: akumulator naładowany na full, przyciskam guzik, grzeje świece, wszystko jest ok. Przekręcam kluczyk i napięcie spada do zera w ciągu dosłownie jednej sekundy. Odłączam klemy, aku praktycznie bez prądu, podłączam prostownik, ładuje i znowu staram się uruchomić auto - sytuacja powtarza się. Czy ktoś wie o co tu może chodzić? Albo praktycznie nowy akumulator jest z wadą, bo czy jest coś w stanie odebrać taką ilość enrgii w sekundę? Może uszkodzony rozrusznik, regulator napięcia na alternatorze... Sam już nie wiem co i od czego zacząć...
Do sedna, mam staruszka - Lublin II z 96r 2.4D. w sierpniu regenerowany alternator, w listopadzie kupiony nowy akumulator Warta 125Ah, nowe świece żarowe. Samochód posiada manualne grzanie świec(przyciskiem), jest używany sezonowo, tzn wiosna - lato. Po zakupie akumulatora auto przejechało około 20km(nie 20 tys - 20km). Akumulator wyjęty trzymany całą zimę w garażu. Sytuacja wygląda następująco: akumulator naładowany na full, przyciskam guzik, grzeje świece, wszystko jest ok. Przekręcam kluczyk i napięcie spada do zera w ciągu dosłownie jednej sekundy. Odłączam klemy, aku praktycznie bez prądu, podłączam prostownik, ładuje i znowu staram się uruchomić auto - sytuacja powtarza się. Czy ktoś wie o co tu może chodzić? Albo praktycznie nowy akumulator jest z wadą, bo czy jest coś w stanie odebrać taką ilość enrgii w sekundę? Może uszkodzony rozrusznik, regulator napięcia na alternatorze... Sam już nie wiem co i od czego zacząć...