ciekawa_osoba napisał: ... w UE to raczej nie powinno być podziału. Na państwo lepsze i gorsze. Tak samo jak handel w niedziele, na zachodzie nie pracuje się w niedziele, więc w Polsce też nie powinno się pracować w niedziele. Standard to standard. Niczym Polska nie jest gorsza od państw zachodnich.
Jest... w wielu dziedzinach jest gorsza i jest to wynik różnic historycznych.
Inaczej do swojego statusu dochodziły kraje Beneluxu, Francja czy Niemcy (RFN i NRD) czyli kraje założycielskie UE, a zupełnie inaczej to wyglądało dla Polski, Czech, Słowacji, Węgier i paru innych nowszych członków.
Możesz spojrzeć na to jak na firmę.
Kilku bonzów założyło sobie firmę. Pracują w niej od wielu lat, mają już wysokie stanowiska i od wielu lat żyją na dodatnim budżecie. Mają oszczędności i pieniądze na inwestycję. Zatrudniają dodatkowo kilku nowych pracowników.
Pracują dalej wspólnie na swoją firmę, ale nowi pracownicy muszą się dopiero dorobić pierwszego garniaka, pierwszego samochodu (taniego), a złotym Rolexie na razie mogą pomarzyć.
Jeżeli będą się zachowywać tak samo i pracować na tych samych zasadach, to nigdy się nie dorobią takiej fortuny, jaką mają "starsi" stażem pracownicy.
Ich po prostu nie stać na pracę np. 6 godzin w tygodniu, wakacje co kwartał i owocowe czwartki.
Jeżeli chcą w miarę szybko zniwelować różnice w poziomie życia, to "nowi" muszą zasuwać dwa razy bardziej, albo i jeszcze bardziej.
Zatem to co piszesz, jest totalnym niezrozumieniem realiów.
Jak za złotówkę, kupisz tyle samo co za euro, to wtedy porozmawiamy o luksusach i bonusach. Jak kupujesz za swoją złotówkę 1/4 tego co "stary" członek UE, to się bierz do pracy i zarabiaj.
Starzy pracownicy nie oddadzą swoich pieniędzy. Oni chcą by firma miała więcej kasy i dochodu, ale nie chcą się dzielić już wypracowanym przez siebie zyskiem.
I dokładnie to samo jest w UE. Polski nie stać na zakaz handlu w niedzielę, zresztą wprowadzony z absurdalnego powodu, niesprawiedliwie, nierówno i z mnóstwem luk.
A Opozycja? Opozycja wykorzystała sytuację po katastrofie smoleńskiej. Przejęła rządy prawie od ręki, nie w drodze wyborów, ale na zasadzie starszeństwa, po naprawdę potężnym ciosie w polski rząd.
Potem wygrała wybory, w zasadzie rozpędem, z coraz mniejszym poparciem.
od kilku lat, opozycja nie realizuje zadań jakie stawia się przed opozycją. Od kilku lat opozycja jedynie tęskni za władzą i próbuje odzyskać stołek.
Przy czym główny człowiek napędowy ich opcji, po prostu dał politycznego ciała i dosłownie olał swoje stanowisko.
Zadaniem opozycji w demokracji nie jest odzyskiwanie władzy na przemian z drugą stroną.
Zadaniem opozycji jest wskazywanie alternatywnych rozwiązań dla działań rządów, a jeżeli te są słuszne i skuteczniejsze od propozycji opozycji, ta powinna rząd wspierać.
Tymczasem od blisko 10-tu lat jesteśmy świadkami nieustannego przepychania się dwóch opcji o jeden stołek. Z całkowitym pominięciem interesu jedynej siły w Polsce, która władzę daje. A jest nią społeczeństwo.
Tym samym wiemy, że żadna z dzisiejszych opcji politycznych nie jest właściwa do sprawowania władzy.
Niestety daliśmy się nabrać wiele lat temu i zaakceptowaliśmy ordynację wyborczą, która na pierwszym miejscu stawia interes partyjny, a nie ludzi.
I dopóki się nie zmieni to, że delegacja władzy ze strony narodu jest składana na ręce konkretnych ludzi, którzy biorą wtedy odpowiedzialność za to, to nie zmieni się też obecna sytuacja.
Nadal będziemy zmuszeni do wybierania między głupim i głupszym, bo nie ma po prostu innej opcji.
Jest tylko bardzo mała szansa, że w kolejnych wyborach, ludzie dojrzeją i zagłosują w taki sposób, by wykluczyć wszystkie stare układy.
Co oznacza wyborczą porażkę WSZYSTKICH obecnych partii politycznych na dzisiejszej scenie parlamentarnej.
Czyli zostaje nam konsekwentne głosowanie na niezależne osoby z list małych komitetów wyborczych, nie dlatego, że te osoby są lepsze, ale po to by przerwać poprzednie układy.
A potem domagać się zmian od nowej grupy ludzi, którzy nie są zależni tak bardzo jak poprzedni beneficjenci.
Czasem po prostu jedynym sposobem poradzenia sobie z problemem jest reset.
Niestety to wymaga od ludzi dojrzałości, zrozumienia sytuacji i przede wszystkim konsekwentnego wypełniania swoich obywatelskich obowiązków.
Sorry, ale średnia frekwencja rzędu 30% w demokratycznym państwie, świadczy o tym, że 70% potencjalnych wyborców ma w głębokim poważaniu siebie, swój kraj, jego i swoją przyszłość i jest im totalnie obojętne, kto ich od tyłu wykorzystuje długo i namiętnie.
I to nie rząd, nie opozycja niszczy kraj, tylko my sami swoją obojętnością i lekceważeniem oraz niestety i nie bójmy się tego powiedzieć - głupotą.