Wiele lat temu, kiedy posiadanie cyfrowego aparatu fotograficznego było luksusem, byłem w Niemczech na wystawie psów. Niemiec położył ,,cyfrówkę" na brzegu blatu i odszedł na kilka minut (obserwowałem). Przechodziły tłumy i aparat pozostał na miejscu.
Cztery lata temu, miejscowość Skagen (Dania). Modernizowałem instalację elektryczną w domu parterowym, gdzie od strony ulicy był płotek wysokości 50 - 60 cm. Zostawialiśmy na całą noc elektronarzędzia (DeWalt) tuż obok, na samym widoku. Nic nie zginęło.
Piszę o tym dlatego, że tam od złodzieja odsuwa się cała rodzina. Tam ze złodziejem nie zasiada się do wspólnej biesiady przy stole. To właśnie takie kulturowe podejście do złoczyńcy jest dla niego największą karą.
U nas często bywa, że przybyły z zagranicznego zarobku na świąteczną ucztę, przy okazji przywiezie ,,zagospodarowaną" młotowiertarkę i rodzinka po kilku głębszych poklepuje ,,bohatera" po pleckach z tekstem uznania: ,,Da sobie radę w życiu. Umie kombinować. Zaje.ał szwabowi wiertarkę. Na zdrowie!". To właśnie takie przyzwolenie ,,kulturowe" dodaje odwagi mamusi złodzieja, by walczyć o ,,wizerunek syna". Wszak dla sąsiadów małolat -złodziej, to zaradny chłopina, nie wykluczony z lokalnego społeczeństwa degenerat.
Uprzedzając falę hejtu wobec mojego wpisu - nie uważam, źe każdy Polak = złodziej i że wszyscy Polacy przyklaskują złodziejstwu, jednak problem istnieje.