Ja w końcu doszedłem do zaskakujących wniosków, które i tak jednak do jakiejś konstruktywnej finalnej konkluzji mnie nie zaprowadziły.
Sprawdziłem w końcu pobór prądu bardziej dokładnie, co najmniej kilkanaście razy i historia u mnie jest taka, że po zablokowaniu auta centralnym zamkiem przez kilka minut pobór prądu utrzymuje się na poziomie ok. 2.5 A, później spada do 1.5 A na kilka minut, poźniej do 0.8 A aż w końcu spada... do 0.
Wniosek mój w końcu był taki, że akumulatora jednak nic nie drenuje - przynajmniej nie wtedy kiedy robię pomiary.
Mam od pewnego czasu nowy akumulator, który wymieniłem jeszcze przed rozpoczęciem pomiarów i napisaniem pierwszego posta tutaj, bo na desce wyświetlało mi, że aku rozładowany i jak pojechałem go przetestować to test oblał.
Natomiast, sytuacja jest taka, że mimo, że akumulatora nic nie drenuje to np. po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów, po wyłączeniu silnika napięcie spada praktycznie w killadziesiąt sekund do 12.2 V lub niżej. Wystarczy wtedy dosłownie na kilka minut zostawić włączone radio i za chwilę na desce jest komunikat, że aku jest rozładowany a przed chwilą miał 14.4 V na stykach podczas jazdy przez te kilkadziesiąt minut - lato/zima bez znaczenia. Pamiętam czasy kiedy na campingu na wyłączonym silniku odpalona była głośna muza z auta na kilka godzin i żadnych takich komunikatów nie było... Teraz sygnalizuje fakap po kilku minutach.
Ja tego nie rozumiem. Auto używane prawie codziennie, na blacie praktycznie zawsze w czasie jazdy co najmniej 14.4 V.
Z drugiej strony, czasami tak jak np. teraz w zimne dni, przed odpaleniem rano pokazuje mi np. 11.7 V i odpala na dotyk. Tak samo było na starym akumulatorze tym, który oblał test - nie zdarzyło się żeby nie odpalił.
Tak więc ja już nie wiem o co chodzi i dałem sobie z tym spokój dopóki odpala. Może ktoś to rozkmini czemu, ale ja się poddałem.