Witam wszystkich! To mój pierwszy post.
Posiadam samochód Seat Arosa z silnikiem 1.4 MPI 60KM, 2001 r.
W ostatnim czasie wymieniany był rozrząd, świece zapłonowe i kable wn (stare miały przebicie na jednym z cylindrów). Po wymianie przyjechałem około 2 km do domu i wszystko było dobrze, silnik zupełnie inaczej pracował, o wiele lepiej wkręcał się na obroty.
Kolejnego dnia przejechałem w jedną stronę ok. 30 km, zatrzymałem się na parkingu przed sklepem i gdy odpaliłem silnik poczułem, że pracuje on dziwnie, jakby chciał zgasnąć. Obroty chwilę falowały, ale dodałem więcej gazu i chciałem ruszyć - samochód zgasł. Odpaliłem go i wtedy było lepiej. Przejechałem kilkaset metrów, żeby zatankować na stacji, zatankowałem do pełna i po odpaleniu silnik pracował przez chwilę jeszcze gorzej. Zgasiłem i odpaliłem ponownie, ponieważ musiałem wrócić kolejne 30 km do domu.
W następny dzień musiałem znowu gdzieś jechać, ciągle jest tak samo i mam wrażenie, że na rozgrzanym silniku jest gorzej niż na zimnym, chociaż na zimnym też delikatnie spadają na chwilę obroty i później się wyrównują.
Załączam pliki z aplikacji Car Scanner. Najbardziej zastanawia mnie sonda lambda i kąt wyprzedzenia zapłonu.
Co może być powodem? Znowu kable? Cewka? Może coś z rozrządem? Czy świece? Jak przyśpieszam, to silnik ładnie wkręca się na obroty.
Przed wymianą obroty falowały +-60, ale nie było tak, że silnik chciał jakby zgasnąć. Mogłem ruszyć z samego sprzęgła i bez problemu jechać chwilę na półsprzęgle, jak była taka potrzeba. Teraz nawet czasami ciężko ruszyć, bo obroty spadają, cofać też ciężko bez gazu, strasznie szarpie czasami. Zdarza się, że na "luzie" obroty spadają do 500.
Mechanik mówił też, że przewody podciśnienia już należałoby wymienić. Może to przez nie? Polecacie gdzie je kupić i czy muszą być jakieś konkretne? Czy przy ich montażu muszę używać opasek zaciskowych?
Błędów nie wywala, kiedyś wywalało check przez sondę lambda P0139 i... mechanik wstawił emulator.
Posiadam samochód Seat Arosa z silnikiem 1.4 MPI 60KM, 2001 r.
W ostatnim czasie wymieniany był rozrząd, świece zapłonowe i kable wn (stare miały przebicie na jednym z cylindrów). Po wymianie przyjechałem około 2 km do domu i wszystko było dobrze, silnik zupełnie inaczej pracował, o wiele lepiej wkręcał się na obroty.
Kolejnego dnia przejechałem w jedną stronę ok. 30 km, zatrzymałem się na parkingu przed sklepem i gdy odpaliłem silnik poczułem, że pracuje on dziwnie, jakby chciał zgasnąć. Obroty chwilę falowały, ale dodałem więcej gazu i chciałem ruszyć - samochód zgasł. Odpaliłem go i wtedy było lepiej. Przejechałem kilkaset metrów, żeby zatankować na stacji, zatankowałem do pełna i po odpaleniu silnik pracował przez chwilę jeszcze gorzej. Zgasiłem i odpaliłem ponownie, ponieważ musiałem wrócić kolejne 30 km do domu.
W następny dzień musiałem znowu gdzieś jechać, ciągle jest tak samo i mam wrażenie, że na rozgrzanym silniku jest gorzej niż na zimnym, chociaż na zimnym też delikatnie spadają na chwilę obroty i później się wyrównują.
Załączam pliki z aplikacji Car Scanner. Najbardziej zastanawia mnie sonda lambda i kąt wyprzedzenia zapłonu.
Co może być powodem? Znowu kable? Cewka? Może coś z rozrządem? Czy świece? Jak przyśpieszam, to silnik ładnie wkręca się na obroty.
Przed wymianą obroty falowały +-60, ale nie było tak, że silnik chciał jakby zgasnąć. Mogłem ruszyć z samego sprzęgła i bez problemu jechać chwilę na półsprzęgle, jak była taka potrzeba. Teraz nawet czasami ciężko ruszyć, bo obroty spadają, cofać też ciężko bez gazu, strasznie szarpie czasami. Zdarza się, że na "luzie" obroty spadają do 500.
Mechanik mówił też, że przewody podciśnienia już należałoby wymienić. Może to przez nie? Polecacie gdzie je kupić i czy muszą być jakieś konkretne? Czy przy ich montażu muszę używać opasek zaciskowych?
Błędów nie wywala, kiedyś wywalało check przez sondę lambda P0139 i... mechanik wstawił emulator.