W mojej Megane 1 1.6 (benzyna) pojawiła się awaria związana z funkcją rozrusznika. Ujawnia się zgrzytem podczas próby rozruchu, który nie następuje. Po kilku próbach rozruch następował od razu bez zgrzytu. Aby go wywołać, mogłam spiąć klemy, zdjąć i założyć klemę minusową lub pomachać drążkiem zmiany biegów. Czasem pomogło odsuwanie szyby lub inne przypadkowe zmiany przyrządami. Najczęściej pomagało mi spięcie klem.
Ładowanie akumulatora było bardzo dobre, obecnie ostatni pomiar 14,9 V.
W ten sposób jeździłam dłuższy czas, a usterka pogłębiła się w czasie zeszłorocznego ochłodzenia. Akumulator w duże mrozy brałam do domu, jednak niezbyt duże ujemne temperatury wytrzymywał. Kojarzyłam to z możliwymi błędami komputera i zmianami napięcia ze względu na reakcję na spięcie klem. Zwykle po nocnym postoju problem się zmniejszał lub często zapłon następował za pierwszym razem. W czasie codziennej jazdy także mógł od razu zapalić.
Kilka tygodni temu po znacznym spadku temperatury w nocy akumulator rozładował się w aucie. Klema ujemna była w tym czasie zdjęta. Wieczorem jeszcze zapalił bez większego problemu. Na drugi dzień auta nie dało się uruchomić, następował tylko zgrzyt.
Akumulatora nie dało się naładować, było prawdopodobnie zwarcie. Napięcie miał jednak powyżej 12 V i nie spadało.
Po założeniu innego używanego i niepewnego co do poziomu naładowania akumulatora uruchomiłam auto z trudem, po kilkunastu próbach. Jednak działo się to inaczej, gdyż próbował zaskoczyć i kończył, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. W trasie raz udało się zapalić od razu, potem przy pomocy urządzenia rozruchowego i też w taki sam sposób, potem na pych, po krótkiej trasie i podładowaniu zwykłą ładowarką od razu, następnego dnia już nie zapalił. Podładowanie także nie przyniosło efektu poza tym, że początkowo próbował zaskoczyć. Stwierdziłam, że przyczyna leży w zbyt słabym prądzie (nie napięciu, ale mocy rozruchowej). Kupiłam nowy akumulator, jednak nawet nie próbował zaskoczyć. Ładowarka pokazała, że nie jest naładowany. Prostownika nie posiadam.
Zastanawiając się nad przyczyną usterki, biorę pod uwagę, że albo bendiks rozrusznika nie otrzymuje wystarczającego prądu, albo sam stawia opór, co wymaga stosunkowo dużego prądu. Z tego powodu nie wchodzi w swoje właściwe położenie w zębatki. Kiedy otrzyma wystarczający prąd, to następuje i wtedy od razu jest zapłon.
Umówiłam się z mechanikiem na naprawę rozrusznika, opisując objawy. Nie ładując nowego akumulatora, znajomy pomógł mi go odpalić z urządzenia rozruchowego o bardzo dużej mocy. Po przejechaniu kilku km dojechałam do warsztatu. Tam ponownie nie chciał odpalić.
Mechanik poinformował mnie, że do wymiany są elementy koła zamachowego. Pokazał mi wyjęty rozrusznik z widocznym mocno zeszlifowanym bendiksem, który przybrał kształt kopulasty. Nie chciał się podjąć jego naprawy. Nie wdając się w szczegóły, auto zostało odpalone na pych. Nawet nie próbuję zapalać, jednak co mnie zastanowiło, w warsztacie po ponownym założeniu rozrusznika nie chciał zapalić po przyłożeniu urządzenia rozruchowego.
Biorąc pod uwagę to, co wiem o opisanej pracy układu rozrusznika, jego reakcji na przyłożenie większego prądu, nie rozumiem potrzeby wymiany elementów koła zamachowego do usunięcia problemu. Problem przedstawia mi się jako dwuprzyczynowy: z jednej strony przyczyna pierwotna, o którą tu chcę zapytać, tj. zależność funkcji rozrusznika od podanego mu prądu (reakcja na spięcie klem, urządzenie rozruchowe), a z drugiej objaw mechaniczny, tj. starcie elementów zazębiających się bendiksa (i koła zamachowego). W moim przekonaniu kluczowe jest tu ustalenie pierwotnej przyczyny niezazębiania się bendiksa.
Ładowanie akumulatora było bardzo dobre, obecnie ostatni pomiar 14,9 V.
W ten sposób jeździłam dłuższy czas, a usterka pogłębiła się w czasie zeszłorocznego ochłodzenia. Akumulator w duże mrozy brałam do domu, jednak niezbyt duże ujemne temperatury wytrzymywał. Kojarzyłam to z możliwymi błędami komputera i zmianami napięcia ze względu na reakcję na spięcie klem. Zwykle po nocnym postoju problem się zmniejszał lub często zapłon następował za pierwszym razem. W czasie codziennej jazdy także mógł od razu zapalić.
Kilka tygodni temu po znacznym spadku temperatury w nocy akumulator rozładował się w aucie. Klema ujemna była w tym czasie zdjęta. Wieczorem jeszcze zapalił bez większego problemu. Na drugi dzień auta nie dało się uruchomić, następował tylko zgrzyt.
Akumulatora nie dało się naładować, było prawdopodobnie zwarcie. Napięcie miał jednak powyżej 12 V i nie spadało.
Po założeniu innego używanego i niepewnego co do poziomu naładowania akumulatora uruchomiłam auto z trudem, po kilkunastu próbach. Jednak działo się to inaczej, gdyż próbował zaskoczyć i kończył, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. W trasie raz udało się zapalić od razu, potem przy pomocy urządzenia rozruchowego i też w taki sam sposób, potem na pych, po krótkiej trasie i podładowaniu zwykłą ładowarką od razu, następnego dnia już nie zapalił. Podładowanie także nie przyniosło efektu poza tym, że początkowo próbował zaskoczyć. Stwierdziłam, że przyczyna leży w zbyt słabym prądzie (nie napięciu, ale mocy rozruchowej). Kupiłam nowy akumulator, jednak nawet nie próbował zaskoczyć. Ładowarka pokazała, że nie jest naładowany. Prostownika nie posiadam.
Zastanawiając się nad przyczyną usterki, biorę pod uwagę, że albo bendiks rozrusznika nie otrzymuje wystarczającego prądu, albo sam stawia opór, co wymaga stosunkowo dużego prądu. Z tego powodu nie wchodzi w swoje właściwe położenie w zębatki. Kiedy otrzyma wystarczający prąd, to następuje i wtedy od razu jest zapłon.
Umówiłam się z mechanikiem na naprawę rozrusznika, opisując objawy. Nie ładując nowego akumulatora, znajomy pomógł mi go odpalić z urządzenia rozruchowego o bardzo dużej mocy. Po przejechaniu kilku km dojechałam do warsztatu. Tam ponownie nie chciał odpalić.
Mechanik poinformował mnie, że do wymiany są elementy koła zamachowego. Pokazał mi wyjęty rozrusznik z widocznym mocno zeszlifowanym bendiksem, który przybrał kształt kopulasty. Nie chciał się podjąć jego naprawy. Nie wdając się w szczegóły, auto zostało odpalone na pych. Nawet nie próbuję zapalać, jednak co mnie zastanowiło, w warsztacie po ponownym założeniu rozrusznika nie chciał zapalić po przyłożeniu urządzenia rozruchowego.
Biorąc pod uwagę to, co wiem o opisanej pracy układu rozrusznika, jego reakcji na przyłożenie większego prądu, nie rozumiem potrzeby wymiany elementów koła zamachowego do usunięcia problemu. Problem przedstawia mi się jako dwuprzyczynowy: z jednej strony przyczyna pierwotna, o którą tu chcę zapytać, tj. zależność funkcji rozrusznika od podanego mu prądu (reakcja na spięcie klem, urządzenie rozruchowe), a z drugiej objaw mechaniczny, tj. starcie elementów zazębiających się bendiksa (i koła zamachowego). W moim przekonaniu kluczowe jest tu ustalenie pierwotnej przyczyny niezazębiania się bendiksa.