Nie gloryfikujesz lampek z PRL i nie wspominasz że lampki LED są niebezpieczne?
Najwidoczniej źle czytam...
anoda045 napisał: Niestety są one (lampki LED z chin - wynika z kontekstu) bardzo niebezpieczne, już fabrycznie. Nie spełniają żadnych norm, jest to badziew przywożony hurtowo z Chin. Proszę przyjrzeć się, jak bardzo cienkie są ich przewody. To pracuje przy sieciowym 230V (!)
anoda045 napisał: Ja używam polskich lampek z okresu PRL (w załączniku zdjęcie). Pomimo upływu tylu lat izolacja jest jak nowa, nadal elastyczna, nigdzie nie jest uszkodzona. Proszę spojrzeć na załączone zdjęcie i porównać grubość ich przewodu do tych chińskich nitek.
A tak przy okazji:
anoda045 napisał: Należałoby obliczyć na ile V jest każda pojedyncza dioda, a to zależy od długości całego kompletu. Wówczas ilość wszystkich diod podzielić należy przez 4, a następnie podzielić 210 przez uzyskany wynik. Przykładowo dla łańcucha 200 lampek, będzie to 200/4=50, następnie 210/50=4,2{V}.
Od kiedy to dla LED obliczamy w ten sposób napięcie pracy? Każdy rodzaj (kolor) lampek LED ma coś takiego jak napięcie złącza - coś podobnego do napięcia odkładającego się na diodzie prostowniczej podczas przewodzenia. Dla LED ważniejsze jest nie napięcie doń przyłożone, ale PRĄD jaki przezeń przepływa - a i ten również jest jasno określony i w wypadku LED miniaturowych nie przekracza mniej więcej 20- 30mA. Jeśli więc skorzystamy z Twoich wyliczeń napięcie obliczone (przypomnę - w Twoim wyliczeniu to 4,2V) wymusi przepływ większego prądu a to z kolei wpłynie na żywotność struktury LED. Nawet niewielkie przekroczenie nominalnego prądu, dla złącza LED oznacza drastyczne (!!!) skrócenie czasu świecenia. Struktura krzemowa LED znacznie się nagrzeje a jak wiadomo dla każdego półprzewodnika jest to proszenie się o kłopoty. Jakie? OD krótkiego błysku i zaniku świecenia wszystkich lampek (połączenie szeregowe przecież) albo do zwarcia, które jeszcze bardziej zwiększy dla pozostałych LED prąd i jeszcze szybciej przepali kolejną LED. I tu wrócę do cienkiego drucika do którego miałeś zastrzeżenia: Najczęściej jest on swego rodzaju rezystorem szeregowym, na którym wytraci się "nadwyżka" napięcia i w ten sposób ograniczy prąd LED do bezpiecznej wartości. Twoje Kolego zastrzeżenia są wiec (przynajmniej tak wynika z przedstawionych dowodów) nie dość że bezpodstawne, to na dodatek wprowadzają w błąd ewentualnych czytających te rewelacje a to z kolei może wpłynąć na złe pojmowanie podstawowych zasad dotyczących zasady pracy LED w ogóle.
anoda045 napisał: Najlepiej kupić nowe, ale co najważniejsze certyfikowane lampki.
Żaden certyfikat nie uchroni od porażenia w wypadku uszkodzenia lampek - nie ważne czy LED czy tych z okresu PRL. Śmiem twierdzić że te drugie były znacznie niebezpieczniejsze gdyż oprawki umożliwiały (dorosłym może mniej ale dziecku na pewno) wsadzenie doń palucha po wykręceniu żaróweczki (a jak wiadomo często tam właśnie tkwiła przyczyna nie świecenia (jakiś niekontakt, odgięta blaszka stykowa itp). Tak więc obawiam się, ze Kolega z jakiegoś niezrozumiałego... powodu upiera się przy czymś co akurat ma i używa... chociaż nie.
anoda045 napisał: Ja pomimo popularności i wszędobylstwa tych chińskich kompletów od wielu już lat, nigdy się na nie nie skusiłem.
Mylę się. Wszak "Każda sroczka swój ogonek chwali" jak mówi przysłowie - więc raczej chodzi o to, że Kolega po prostu nie wnika w szczegóły a za wszelką cenę usiłuje wykazać swoje racje - wbrew oczywistym faktom.
Nie chcę tu powiedzieć, że lampki LED są w pełni bezpieczne - NIE! Są one tak samo NIEBEZPIECZNE jak lamki z okresu PRL.
Natomiast ich zaletą podstawową jest to, ze świecą znacznie mocniej przy jednoczesnym mniejszym apetycie na energię. A tego w dzisiejszych czasach nikt raczej (w każdym razie nikt zdrowo myślący) nie powinien lekceważyć.