Odziedziczyłem po poprzednim właścicielu samochodu radyjko jak w temacie. Grało pięknie, ale.. Nauczony poprzednimi doświadczeniami, (2 radia i szyby w plecy) wyciągałem całe radio tj panel i obudowę z samochodu. I po którymś wyciągnięciu zaczęły się luzować styki. Dopiero wtedy wpadłem, że lepiej radio wyciągać z kabelkami - lepiej dokupić (naprawić) kabelki niż radio. Zaczęły na chwilę zanikać raz lewe głośniki, potem tylne potem jeszcze coś, na zmianę. Po poruszeniu obudową sytuacja się normowała aż... Postanowiłem usunąć luzy i rzeczywiście już było ok ale chciałem coś poprawić i wiadomo. Operacja się udała, pacjent zmarł. W tej chwili radyjko nawet się nie zapala, chociaż dostaje na swoje wejście napięcie tam gdzie trzeba, czyli w dwóch miejscach (6 i 16 styk)12 V i raz masę (8 styk) - zgodnie z opisem na http://www.studio24.prv.pl/ - sprawdzone na drutach wew. obudowy. Nigdzie nie widzę mechanicznych uszkodzeń, przerwanych scieżek itp. Na chłopski rozum, to awaria powinna być gdzieś tu. Ale brak mi pomysła. Jeżeli to coś skomplikowanego to się poddam, naprawiałem chałupniczo płyty głowne komputerów ( gdzie było widać uszkodzenia np kondensatorów) ale caraudio nie ruszałem. Dzwoniłem nawet do serwisu Pioneera ale powiedzieli mi 50zł ekspertyza 120zł robocizna plus części.
Może gdzieś w nieautoryzowanym będzie taniej bo tylu za naprawę to chyba nie warto dać. Lepiej sprzedać panel, pilota i całą resztę komuś na części. Reasumując:
Jeśli to nieskomplikowane, to pomórzcie.
Jeśli trudne, to ile waszym zdaniem może to kosztować?
Pozdrawiam
Może gdzieś w nieautoryzowanym będzie taniej bo tylu za naprawę to chyba nie warto dać. Lepiej sprzedać panel, pilota i całą resztę komuś na części. Reasumując:
Jeśli to nieskomplikowane, to pomórzcie.
Jeśli trudne, to ile waszym zdaniem może to kosztować?
Pozdrawiam