Zeby to mialo sens to musisz miec za prostownikiem filtr LC.
Przy spawaniu potrzebny jest ciagly i w miare staly prad.
Dawanie kondensatora jak w zasilaczu DC nic tu nie da, bo przy spawaniu i tak prad bedzie podobny ksztaltem do sinusa, tylko ze wyprostowany. No i bedzie sie dalej kleic, tak jak bez prostownika.
Za prostownikiem nalezy dac najpierw cewke w szereg, a potem do masy kondensator. Napiecie biegu jalowego na kondensatorach odpali luk, a cewka sie w miedzyczasie rozpedzi i bedzie trzymac prad.
Ja dysponowalem cewka z takim rdzeniem jak mniej wiecej jedna kolumna rdzenia mojej spawarki. Do tego pozbieralem wszystkie elektrolity z lampowych telewizorow i magnetofonow jakie mialem (filtrowaly napiecia anodowe, wiec wytrzymaja napiecie biegu jalowego) i poskladalem w potezna pod wzgeledem wymiarow baterie.
A potem stwierdzilem ze nie potrzebuje trojfazowej spawarki ani minimaga zeby spawanie bylo latwe i przyjemne:)
Spawalismy tym blachy poszycia kilku gruchotow ktorymi jezdzilismy i nie bylo problemu.
Wade to ma jedyne taka ze prostownik z cewka i bateria kondensatorow zajmuje tyle co sam transformator.
Jesli chodzi o wartosci filtra LC, to chyba im wiecej indukcyjnosci i pojemnosci tym lepiej.
Przy cewce trzeba pamietac ze przez uzwojenie plynie prad spawania - trzeba by miec dosyc duzy przekroj drutu - ja mam prostokatny ale nie pamietam wymiarow. A przy kondensatorach - o tym ze jest na nich 1.4 wartosci skutecznej napiecia jalowego transformatora i musza wytrzymac wiecej.
PS. Co racja to racja, moje rozwiazanie nie jest popularne i pewnie nie jest ekonomiczne. Ale mialem goly transformator, lezala duza cewka, lezaly kondensatory, byl prostownik, to niewiele mnie to kosztowalo:) Ale sam nigdzie indziej czegos takiego nie widzialem:) Niemniej jednak dziala jak nalezy:)