Ostatnio przeglądająć wiele wątków na temat skoków napięć na płytach głównych, nasunęła mi się jedna wątpliwa sprawa. Zawsze gdy ktoś pyta czy np. 4.87V jest prawidłowe - pada odpowiedź:".. nie sugeruj się pomiarem z BIOSU czy programowo tylko weź miernik i zmierz napięcia...." Tylko czy ma to jakiś sens takie sprawdzanie? Napięcie podane na MoBo przelatuje przez setki ścieżek, elementów itd. Więc robiąć pomiar na wtyczce MOLEX zawsze będzie prawidłowe - bez obciążenia. Przykład jaki zrobiłem to: Mobo Asus A7N8X, AMD 1700+, 1 Gb RAM, 9600XT i kilka dupereli. Wszystko to podpięte do zasilacza MEGABAJT 300W Do molexa podłaczone 2 mierniki na 5V i 12V. Mierniki pokazują 4.96 i 12.22. No to obciążmy teraz zasilacz. Podniesiony zegar CPU ze standartowego do 12x166. No i lipa. Mierniki pokazują nadal to samo ale system nie wstaje. Jedynie co można to wejść do bios. Tam się ukazuje 4.69 i 11.73 a miernik pokazują pawidłowe zasilanie. Wpiąłbym się gdzieś w przetwornice na MoBo ale nie chcę niczego spalić. Ale napewno te napięcia już by nie były takie jak na molex. Wiadomo jeżeli na wtyczce pokazało by za niskie napięcia to wiadomo zasilacz do wymiany? A jeżeli napięcia są dobre? A na płycie nie? Więc nie jestem pewien czy dokonując pomiarów napięcia bezpośrednio z jakiegoś złącza otrzymamy wiarygodny wynik, przekładający się na stabilne działanie sprzętu? Pewno wątek trafi do kosza, ale może ktoś zdąży napisać coś od siebie.