Jest wiele rzeczy w mechanice których nie lubimy, wykonując niektóre naprawy klniemy jak szewce a mimo to czujemy do mechaniki sentyment,
Mało to razy się siedziało w warsztacie do 4 nad ranem byle by skończyć i zobaczyć czy działa?
Miałem ciekawą hostorie, mianowicie kupiłem sobie już dawno temu maxiskutera Aprilia sr 150 sporter, wracając na nim zadowolony do domu maszyna odmówiła posłuszeństwa, silnik wydawał dziwne odgłosy w końcu się zablokował, myślałem że mnie szlaczek trafi, przeczuwałem że się zatarł, przyjechali po mnie i po malenstwo z przyczepką zatachaliśmy do domu, było już po południu, zacząłem grzebać, jak się okazało rozleciał się wianuszek głównego łożyska wału, taka pierdoła a tyle roboty no i siedziałem do 4 rano żeby się przekonać co jest, ale przynajmniej się cieszyłem że nie zabule za "góre" (którą myślałem, że szlak trafił) ponad tysiąca. Po trzech dniach udało mi się kupić lożyska i wziąłem się za składanie, motor na własnych kołach wyjechał o 3 w nocy a mi z serca kamień spadł, do tej pory się dziwie czemu szlak trafił to łożysko, Apka miała zaledwie przejechane 9k km, była jak nowa...
Miałem jeszcze wiele takich chorych historii, bóg wie jednak czy kogoś to interesuje
Pozdrawiam wszystkich amatorów tego tematu, szczególnie autora za pomysłowość!