Witam!
W zdecydowanej większości przypadków szkodliwość tych sieci zauważają sąsiedzi szczęśliwca, którego po wielu latach nauki i ciężkiej pracy stać w końcu na stałe łącze, jednak to raczej nie fale 2,4 GHz wywołują u nich negatywne odczucia, lecz fakt, że "ten taki owaki ma, a ja nie mogę mieć, bo tę zawodówkę to tak dawno kończyłem i tam nic o żadnym internecie nie było, w dodatku stanowisko operatora łopaty zwinął mi sprzed nosa Józek spod piątki, a ta zapomoga z gminy to ledwo na 2 wina dziennie wystarcza, więc jeśli tylko mam możliwość zrobić cokolwiek, żeby tamtemu nie było aż tak dobrze, zrobię to bez wahania, więc idę na Policję zgłosić, że mi te fale szkodzą, bo jak śpię narąbany to mi się śnią bracia K. ,a na drugi dzień łeb boli mnie aż do 18:00 (a dawniej mi się nie śnili i bolało tylko do 15:00)" - taka jest naprawdę rzeczywista szkodliwość WLAN.
Mam u siebie na dachu AP, dzięki któremu dostęp do netu ma osiedle i szkoła, no i wszyscy w domu cieszymy się dobrym zdrowiem, sąsiedzi też świetnie się mają (niektórzy wręcz się cieszą - wszak u nas neostrada jeszcze jest nieosiągalna), i nikt się nie żali że jak czyta gazetę to mu się literki rozmazują, więc nikogo ten apek nie wykańcza.
Ja osobiście czasami doświadczam szkodliwości fal radiowych, ale na troszkę innych częstotliwościach, gdy szukam czegoś ciekawego do posłuchania w radiu - no i chcąc nie chcąc czasem tuner przy przeszukiwaniu zatrzyma się i na tym (te głupie automaty!). Nadaje ta zaraza u nas na 103,6MHz - szkodliwe toto jak jasny piorun!
P.S.
Przepraszam, że post niezbyt poważny, ale zaraziłem się humorem od przedmówców
Pozdrawiam!