Ogólnie z tym autem zawsze było sporo problemów z elektryką/elektroniką, ale to, co dzieje się z nim ostatnio bije wszelkie rekordy.
Siedzę sobie w domu, dosyć padało, przestało, nagle reflektory włączały się i wyłączały co kilka sekund... Szybko wyszedłem na dwór, wszedłem do auta, a tam wszystkie kontrolki urządziły sobie dyskotekę - jedna się zapalała, druga gasła, albo kilka na raz świeciło i potem gasło. Nie miałem wyboru i wyciągnąłem akumulator. Podejrzewam, że coś takiego musiało dziać się kilkakrotnie, bo w końcu wszystkie zamki w drzwiach przestały funkcjonować (elektryk mówi, że się spaliły). Ostatnio nawet zauważyłem, że nie działają tylne światła, więc jazda nocą kompletnie odpada... Ogólnie jazda tym autem to spore ryzyko.
Rozmawiałem z elektrykiem i zaproponował mi wymianę zamków i świateł... Ale co to da? Skoro znowu dojdzie do jakiegoś przepięcia i znowu wszystko szlag trafi. Mówi, że nie wie, co się z tym autem dzieje, skoro przy nim nic takiego się nie działo. Będzie mógł to auto naprawić dopiero wtedy, gdy zacznie szaleć przy nim. No i doszliśmy do wniosku, że zostawię mu auto, jak zacznie srogo lać - ale co będzie, jeśli akurat wtedy nie będzie szaleć?
Co może być nie tak? Podobno sprawdził sterowniki i jest wszystko w porządku. Czy ktoś miał podobny problem? Może zasugeruję mu, gdzie ma patrzeć i da radę to naprawić?
Siedzę sobie w domu, dosyć padało, przestało, nagle reflektory włączały się i wyłączały co kilka sekund... Szybko wyszedłem na dwór, wszedłem do auta, a tam wszystkie kontrolki urządziły sobie dyskotekę - jedna się zapalała, druga gasła, albo kilka na raz świeciło i potem gasło. Nie miałem wyboru i wyciągnąłem akumulator. Podejrzewam, że coś takiego musiało dziać się kilkakrotnie, bo w końcu wszystkie zamki w drzwiach przestały funkcjonować (elektryk mówi, że się spaliły). Ostatnio nawet zauważyłem, że nie działają tylne światła, więc jazda nocą kompletnie odpada... Ogólnie jazda tym autem to spore ryzyko.
Rozmawiałem z elektrykiem i zaproponował mi wymianę zamków i świateł... Ale co to da? Skoro znowu dojdzie do jakiegoś przepięcia i znowu wszystko szlag trafi. Mówi, że nie wie, co się z tym autem dzieje, skoro przy nim nic takiego się nie działo. Będzie mógł to auto naprawić dopiero wtedy, gdy zacznie szaleć przy nim. No i doszliśmy do wniosku, że zostawię mu auto, jak zacznie srogo lać - ale co będzie, jeśli akurat wtedy nie będzie szaleć?
Co może być nie tak? Podobno sprawdził sterowniki i jest wszystko w porządku. Czy ktoś miał podobny problem? Może zasugeruję mu, gdzie ma patrzeć i da radę to naprawić?