Nauka na własnej skórze najlepszy doradca
Generalnie trzeba to widzieć .Co mogę dodać.Kontrolując sytuacje jaka zachodzi tuż przy grani ja naprzykład wien jaki przetop w danej chwili mi tam "rośnie".
Wiadomo,liczą się 3 punkty.Grań czyli przetop no i brzegi lica-podtopienia.Reszta jest teorią.
Jeśli miałbym pchać to pobawił bym sie większą japą troszeczke jakieś 65-70 stopni i kręciiimy kręciiimy.
Wlekąc kałuże leciałbym na gładko, jakieś 50+- stopni w zależnościci oczywiście co się dzieje,choć ułożyć łuske też nie problem.
Lepiej nie sugeruj sie tym jak to jest książkowo,tylko patrz.Lepiej na smyczy za uchwytem jezioro prowadzić,bo nie zasłaniasz masakry jaka się tam dzieje.
Łognie piekielne,pioruny,magnetyzm,chemia.Możesz pokukać na kataklizm w skali mikro
Przemysłowo nie ma czasu na duperelki .Metry na raz - grań,brzegi na lica na oku i ogień aż spawarka staje.Jak możesz to sie baw,to twoja łapa i skutek jaki nią osiągniesz zależy od Ciebie.
Znam zawodników,którzy kompletnie nie trzymają sie jakichkolwiek jakichkolwiek zasad a spawy jak rysowane w książkach.Ucz sie robić tak,żeby Ci zawsze było jak najwygodniej

To jest ważne.Utrudniaj i szukaj w tym trudzie maksymalnego możliwego komfortu dla siebie. No i patrz na bajoro,co odpitala jodełką pod takim kątem,a co jak kręcisz pod innym.Odpowiedni filtr do nauki według mnie to podstawa.Zadbaj o to.I to nie tak,żeby uszami brzegów żelastwa dotykać żeby widzieć " rtęć".
Wielu początkujących to ma,ja też kiedyś pewnie hahaha.Za ciemno jest i tak naprawde coś się dla nich tam rzarzy,ale fizyki łuku i jeziorka ni huhu nie widzieli i nie widzą.