Pozwoliłem sobie poprosić moderatora aby odblokował temat, chciałbym napisać co wyszło w sprawie piszczenia/buczenia mojego domu i Tauronem.
Pierwszy raz problem zgłosiłem bezpośrednio na infolinię Taurona, pani poinformowała mnie, że mam sprawę zgłosić na pogotowie elektryczne, a jeśli nic z tego nie wyjdzie zadzwonić ponownie.
Po rozmowie z pogotowiem dowiedziałem się, że jeśli napięcie jest w normie to nie mają podstaw do przyjazdu, i tu rozmowa się skończyła. Dzwonię więc ponownie do biura obsługi pani przyjmuje zgłoszenie, opisuję wszystkie problemy jakie przedstawiłem i mamy czekać na ekipę, która to wszystko zweryfikuje.
Po kilku dniach panowie dzwonią, że są na miejscu i pytają się, co tu się dokładnie dzieje, urywam się z pracy i jadę, w międzyczasie dowiedziałem się też, telefonicznie od żony na szybko, że stwierdzili (jak połowa tu na forum), że to jakieś wymysły. Wpuściłem panów do domu i kopary im opadły i że faktycznie jest problem. Muszę powiedzieć, że podeszli później do sprawy bardzo profesjonalnie, pojechali po sprzęt do sprawdzania kabli i zaczęły się testy.
Po pomiarach izolacyjnych ich kabel od transformatora pokazał im 350 k? , facet stwierdził, że kabel jest uszkodzony, zadzwonił do dyżurnego i podał mu wyniki, ten z kolei zakwalifikował sprawę jako awaryjną, że uszkodzenie kabla jest zbyt duże i mają nam wyłączyć prąd i że przyślą ekipę z Wrocławia ze sprzętem do wykrywania gdzie jest uszkodzony przewód. Ogólnie zrobiło się zamieszanie bo po paru godzinach były cztery wozy Taurona + jeden z koparką a była to już godzina 21.


Tutaj wstawiam zdjęcie jak wóz jest podłączony do mojej skrzynki i napierdziela jakimś elektrycznym udarem w kabel, po dosłownie 5 min. mają miejsce uszkodzenia kabla. Musze przyznać, że urządzenie nieźle daje, bo ziemia w miejscu gdzie było uszkodzenie normalnie dudniła. :)
A teraz najlepsze na koniec, dokopali się do kabla faktycznie był uszkodzony przez ekipę od lamp, połatali, zasypali, włączyli prąd i zonk, dalej buczy/piszczy wszystko.
Tym razem gościłem 5 panów co naprawiali usterkę w domu i sami nie wiedzieli co się dzieje i wspólnie stwierdzili, że tak nie może być, zrobili mi wszystkie pomiary w domu, i do skrzynki czym tylko dysponowali i wszystko było dobrze. W końcu jeden wpadł na pomysł, aby odłączyć ostatniego sąsiada od mojej skrzynki na test, i w końcu nastała błoga cisza. Porobili jakieś jeszcze testy ze skrzynką sąsiada i wychodzi na to, że to sąsiad ma coś załączonego w domu co tak sieje. Skończyło się tym, że montują mu w skrzynce jakiś rejestrator, który ma działać kilka dni, następnie będzie sprawdzany i zmuszony do odłączenia tych urządzeń elektrycznych.
Reasumując sprawa jest w toku, w domu dalej wszystko gwiżdże ale przynajmniej wiem już w czym problem. Pozdrawiam