Dzień doberek
Od maja zeszłego roku stałem się nieszczęśliwym posiadaczem czerwonej Corsy C 1.2 Twinport z 2004 roku.
Nie przyszło mi do głowy, żeby wpisać do wyszukiwarki numer telefonu sprzedającego. Zrobiłem tak niedawno i wyskoczyło mi archiwalne ogłoszenie z tym samochodem. Pisało w nim ,,pilnie sprzedam". No i się przekonałem, dlaczego pilnie...
Nawet to, że auto było wystawione za 6000 zł, a później za 5000 zł nie wzbudziło moich podejrzeń. I kupiłem.
W domu po zakupie okazało się, że w zbiorniku nie ma płynu chłodniczego. Dolałem, ale płyn zniknął. Później działo się to samo - płyn gdzieś uciekał albo wysadzało korek od zbiornika wyrównawczego. Potem się okazało, że pan oszust dolał jakiegoś specyfiku do oleju, bo jak tylko wymieniliśmy olej, zaczęły się dziać cyrki - stuki, puki, kontrolka oleju na wolnych obrotach na rozgrzanym silniku. Pomiar ciśnienia oleju wykazał 0,8 bara na wolnych obrotach i 3,5 bara przy 4000 obrotów. Przy czym to było na wlanym moto doktorze (doradził tak zrobić jeden znajomy). Znajomy mechanik najpierw winą obarczył zużyty napinacz łańcucha rozrządu, potem niskie obroty silnika, potem to że było założone LPG, a w ogóle mówił wcześniej, że ciśnienie jest w porządku. Rozebrał silnik, wymienił kompletny rozrząd, który rzeczywiście był zużyty (sprzedający zapewniał, że był wymieniany 10 000 km temu), odetkał zapchane silikonem kanały olejowe (ktoś napchał zbyt dużo silikonu do uszczelek). Jeszcze powiedział, że silnik był przegrzewany. Naprawa niestety niczego nie zmieniła, bo silnik dalej klekotał i świecił kontrolką oleju. Dodatkowo zaczęły się cyrki z temperaturą silnika i zniknęło ogrzewanie.
W kwietniu tego roku silnik poszedł do rozbiórki całkowitej z powodu wciąż ubywającego płynu. Co wyszło wtedy:
-panewki były zajechane, bo wciąż tkwił w nich silikon i nie było dobrego smarowania;
-wyszczerbienia na czopach wału korbowego;
-krzywa głowica, która poszła do planowania - problem z ubywaniem płynu i skokami temperatury zniknął;
-sworzeń tłoka podpieczony i stukający;
-krzywki wałków rozrządu się zaokrągliły i wytarł się ten odlew w głowicy, na którym te wałki się obracają (ubytek 0,04 mm);
-płyn lał się do 2 cylindra, przez co pierścionki się zapiekły, a gładź cylindryczna w tym miejscu miała rysy;
Mechanik odradził nam remont tej padliny i zasugerował, byśmy poszukali innego silnika. My jednak kazaliśmy mu zrobić pół - remont. Poszły nowe pierścienie, nominalne panewki, nowa uszczelka pod głowicę. Nic nie poszło do obróbki (nie było wymiarowania tłoków, wału i bloku, szlifu wału, obróbki cylindrów, obróbki bloku, nie były sprawdzane panewki główne). Pompę oleju zostawił, powiedział że ją sprawdził i że jest dobra.
A jednak samochód dalej jest hałaśliwy. Słychać metaliczne klepanie i stuki, przy czym najbardziej hałasuje przy jeździe na półsprzęgle, a kontrolka oleju dalej się zapala na rozgrzanym silniku na wolnych obrotach. Gdy rozgrzeje się porządnie, kontrolka gaśnie dopiero przy 1400 obrotów. Ciśnienie jest takie mizerne, że jak się zahamuje na światłach i ruszy, to silnik przez pierwsze kilkaset metrów klepie jak Ursus C-360.
Teraz pytanko: taki silnik może jeszcze pojeździć? Mechanik twierdzi, że jak nie będziemy pałowali na wysokich obrotach to sporo przeżyje, a na forach sugerują, że taka jazda szybko się zemści.
Do gościa, który nam wcisnął tego bubla nie będę jeździł, bo na umowie jest zaniżona kwota (kupowałem z ojcem i dogadał się ze sprzedającym w tej kwestii). Nie mam też zużytych części, a mechanik nie wystawia żadnych kwitów, bo to taki przydomowy, po znajomości.
Od maja zeszłego roku stałem się nieszczęśliwym posiadaczem czerwonej Corsy C 1.2 Twinport z 2004 roku.
Nie przyszło mi do głowy, żeby wpisać do wyszukiwarki numer telefonu sprzedającego. Zrobiłem tak niedawno i wyskoczyło mi archiwalne ogłoszenie z tym samochodem. Pisało w nim ,,pilnie sprzedam". No i się przekonałem, dlaczego pilnie...
Nawet to, że auto było wystawione za 6000 zł, a później za 5000 zł nie wzbudziło moich podejrzeń. I kupiłem.
W domu po zakupie okazało się, że w zbiorniku nie ma płynu chłodniczego. Dolałem, ale płyn zniknął. Później działo się to samo - płyn gdzieś uciekał albo wysadzało korek od zbiornika wyrównawczego. Potem się okazało, że pan oszust dolał jakiegoś specyfiku do oleju, bo jak tylko wymieniliśmy olej, zaczęły się dziać cyrki - stuki, puki, kontrolka oleju na wolnych obrotach na rozgrzanym silniku. Pomiar ciśnienia oleju wykazał 0,8 bara na wolnych obrotach i 3,5 bara przy 4000 obrotów. Przy czym to było na wlanym moto doktorze (doradził tak zrobić jeden znajomy). Znajomy mechanik najpierw winą obarczył zużyty napinacz łańcucha rozrządu, potem niskie obroty silnika, potem to że było założone LPG, a w ogóle mówił wcześniej, że ciśnienie jest w porządku. Rozebrał silnik, wymienił kompletny rozrząd, który rzeczywiście był zużyty (sprzedający zapewniał, że był wymieniany 10 000 km temu), odetkał zapchane silikonem kanały olejowe (ktoś napchał zbyt dużo silikonu do uszczelek). Jeszcze powiedział, że silnik był przegrzewany. Naprawa niestety niczego nie zmieniła, bo silnik dalej klekotał i świecił kontrolką oleju. Dodatkowo zaczęły się cyrki z temperaturą silnika i zniknęło ogrzewanie.
W kwietniu tego roku silnik poszedł do rozbiórki całkowitej z powodu wciąż ubywającego płynu. Co wyszło wtedy:
-panewki były zajechane, bo wciąż tkwił w nich silikon i nie było dobrego smarowania;
-wyszczerbienia na czopach wału korbowego;
-krzywa głowica, która poszła do planowania - problem z ubywaniem płynu i skokami temperatury zniknął;
-sworzeń tłoka podpieczony i stukający;
-krzywki wałków rozrządu się zaokrągliły i wytarł się ten odlew w głowicy, na którym te wałki się obracają (ubytek 0,04 mm);
-płyn lał się do 2 cylindra, przez co pierścionki się zapiekły, a gładź cylindryczna w tym miejscu miała rysy;
Mechanik odradził nam remont tej padliny i zasugerował, byśmy poszukali innego silnika. My jednak kazaliśmy mu zrobić pół - remont. Poszły nowe pierścienie, nominalne panewki, nowa uszczelka pod głowicę. Nic nie poszło do obróbki (nie było wymiarowania tłoków, wału i bloku, szlifu wału, obróbki cylindrów, obróbki bloku, nie były sprawdzane panewki główne). Pompę oleju zostawił, powiedział że ją sprawdził i że jest dobra.
A jednak samochód dalej jest hałaśliwy. Słychać metaliczne klepanie i stuki, przy czym najbardziej hałasuje przy jeździe na półsprzęgle, a kontrolka oleju dalej się zapala na rozgrzanym silniku na wolnych obrotach. Gdy rozgrzeje się porządnie, kontrolka gaśnie dopiero przy 1400 obrotów. Ciśnienie jest takie mizerne, że jak się zahamuje na światłach i ruszy, to silnik przez pierwsze kilkaset metrów klepie jak Ursus C-360.
Teraz pytanko: taki silnik może jeszcze pojeździć? Mechanik twierdzi, że jak nie będziemy pałowali na wysokich obrotach to sporo przeżyje, a na forach sugerują, że taka jazda szybko się zemści.
Do gościa, który nam wcisnął tego bubla nie będę jeździł, bo na umowie jest zaniżona kwota (kupowałem z ojcem i dogadał się ze sprzedającym w tej kwestii). Nie mam też zużytych części, a mechanik nie wystawia żadnych kwitów, bo to taki przydomowy, po znajomości.