Witam mam następujący problem w spawaniu metodą MMA elektrodą 3.2 zwykła rutylowa podczas spawania transformatorem prądem stałym do zwykłej transformatorówki dołożyłem mostek prostowniczy oraz kondensator 400V 10000uF uzyskuje takie spawy (wiem do perfekcji sporo mi brakuje ale ogólnie spoiny są wytrzymałem a szlaki jest naprawdę mało)
Pierwszy spaw jest wykonany za pomocą POWERMAT PM-IMGT-330S niestety jest w nim mnóstwo żużlu wygląda dobrze tylko przed obiciem ze szlaki. Moje pytanie brzmi czy to kwestia techniki i nawyków ze spawania transformatorem czy wina taniego inwertera? Może coś źle ustawiam ale zauważyłem przy spawaniu transformatorem (dwie ostatnie fotki) elektrodą 3.2 prąd ustawiony na około 130-140 A jeżeli można wierzyć wskazaniom analogowej wskazówki na obudowie spawarki. Przy tych samych nastawach inwertera mam wrażenie jakby wyłapywał on najmniejsze błędy spawacza tzn. transformator nie jest tak wrażliwy na odległość między elektrodą a materiałem spawanym natomiast gdy przysunę na ułamek sekundy elektrodę do materiału gdy spawam tym powermatem od razu mogę się spodziewać krateru ze szlaką w tym miejscu, widoczne jest znaczne zmniejszenie łuku tak jakby spawarka wygaszała elektrodę gdy jest za blisko materiału a transformator tego nie robi, natomiast gdy staram się trzymać większą odległość między materiałem a elektrodą to ok szlaki jest znacznie mniej za to spaw jest niemiłosiernie szeroki przynajmniej względem transformatora. Może ktoś miał podobne problemy lub wie jak poprawnie ustawić tego powermata albo co zmienić w technice żeby spaw wyglądał przynajmniej jak z tego transformatora.
Pierwszy spaw jest wykonany za pomocą POWERMAT PM-IMGT-330S niestety jest w nim mnóstwo żużlu wygląda dobrze tylko przed obiciem ze szlaki. Moje pytanie brzmi czy to kwestia techniki i nawyków ze spawania transformatorem czy wina taniego inwertera? Może coś źle ustawiam ale zauważyłem przy spawaniu transformatorem (dwie ostatnie fotki) elektrodą 3.2 prąd ustawiony na około 130-140 A jeżeli można wierzyć wskazaniom analogowej wskazówki na obudowie spawarki. Przy tych samych nastawach inwertera mam wrażenie jakby wyłapywał on najmniejsze błędy spawacza tzn. transformator nie jest tak wrażliwy na odległość między elektrodą a materiałem spawanym natomiast gdy przysunę na ułamek sekundy elektrodę do materiału gdy spawam tym powermatem od razu mogę się spodziewać krateru ze szlaką w tym miejscu, widoczne jest znaczne zmniejszenie łuku tak jakby spawarka wygaszała elektrodę gdy jest za blisko materiału a transformator tego nie robi, natomiast gdy staram się trzymać większą odległość między materiałem a elektrodą to ok szlaki jest znacznie mniej za to spaw jest niemiłosiernie szeroki przynajmniej względem transformatora. Może ktoś miał podobne problemy lub wie jak poprawnie ustawić tego powermata albo co zmienić w technice żeby spaw wyglądał przynajmniej jak z tego transformatora.