Cześć.
Mam taki problem/zapytanie, czy coś mogę zrobić.
Wymieniliśmy piec, bo lała się woda. Było miałowy, jest miałowy. Będziemy zmieniać na gaz, ale jeszcze trzeba tę zimę dotrwać. Wcześniej tej zimy paliłem orzechem, od góry. Wszystko było okej. Potem dawałem parę łopat miału od góry, reszta orzech i też okej.
Teraz od paru dni palę miałem, bo mi został i jest ogólnie cieplej na dworze. Rozpala się niby, to zamykam piec. Mija jakiś czas i rury dalej chłodne. Idę sprawdzić, zero ognia, pełno białego dymu. Dusi się. Jak dostanie powietrza po otwarciu drzwiczek to buchnie i się rozpali, choć też nie zawsze. Ale jak zamknę, to znów się dusi.
I tak jest przez parę godzin. Jak czasem przyjdę przegrzebię to jakby paliło się pod spodem, jakby dogrzebię się do "ognia".
Co bym nie robił, czy dorzucę drewna, podpalę czy będę tam siedział 3 godziny, nic to nie zmienia.
No, ale po kilku godzinach się rozpala i temperatura rośnie. Ale generalnie jest to bardzo krótko.
Popiołu to zostaje tyle, że z 3, 4 paleń węglem tyle było. Przeczyściłem te otwory od dmuchawy, zero zmian.
Przeczyściłem komin, zero zmian.
Miał leży na dworze, przykryty, ale jest wilgotny. Teraz wrzuciłem trochę do kotłowni, bo więcej miejsca nie mam, ale bez różnicy. Nie wiem czy coś jeszcze mogę na to poradzić?
Pozdrawiam.
Mam taki problem/zapytanie, czy coś mogę zrobić.
Wymieniliśmy piec, bo lała się woda. Było miałowy, jest miałowy. Będziemy zmieniać na gaz, ale jeszcze trzeba tę zimę dotrwać. Wcześniej tej zimy paliłem orzechem, od góry. Wszystko było okej. Potem dawałem parę łopat miału od góry, reszta orzech i też okej.
Teraz od paru dni palę miałem, bo mi został i jest ogólnie cieplej na dworze. Rozpala się niby, to zamykam piec. Mija jakiś czas i rury dalej chłodne. Idę sprawdzić, zero ognia, pełno białego dymu. Dusi się. Jak dostanie powietrza po otwarciu drzwiczek to buchnie i się rozpali, choć też nie zawsze. Ale jak zamknę, to znów się dusi.
I tak jest przez parę godzin. Jak czasem przyjdę przegrzebię to jakby paliło się pod spodem, jakby dogrzebię się do "ognia".
Co bym nie robił, czy dorzucę drewna, podpalę czy będę tam siedział 3 godziny, nic to nie zmienia.
No, ale po kilku godzinach się rozpala i temperatura rośnie. Ale generalnie jest to bardzo krótko.
Popiołu to zostaje tyle, że z 3, 4 paleń węglem tyle było. Przeczyściłem te otwory od dmuchawy, zero zmian.
Przeczyściłem komin, zero zmian.
Miał leży na dworze, przykryty, ale jest wilgotny. Teraz wrzuciłem trochę do kotłowni, bo więcej miejsca nie mam, ale bez różnicy. Nie wiem czy coś jeszcze mogę na to poradzić?
Pozdrawiam.