Zaizolowanie termicznie akumulatorów powinno wystarczyć, w końcu jak mniemam są one używane, to znaczy ładowane i rozładowywane cyklicznie, a to generuje pewną ilość ciepła wydzielającą się w ich wnętrzu. To po pierwsze.
Po drugie zimy są obecnie bardzo łagodne i chyba nie ma o co kruszyć kopii.
Po trzecie temat był "na czasie" w latach 80-tych czyli wtedy, kiedy zakup akumulatora do samochodu graniczył z cudem. Cała rzesza "badaczy" eksperymentowała w tym zakresie. Zastanawiano się czy korzystniej jest pobierać pewną ilość energii z akumulatora celem zasilenia grzejnika, który utrzyma sensowną jego temperaturę i liczyć się z utratą paru Ah czy jednak oszczędzać te Ah na poczet rozruchu.
Modne były wszelkiego rodzaju pokrowce na akumulatory, z reguły filcowe.
Rozumiem, że tu nie chodzi o baterię w samochodzie więc jest trochę inaczej, niemniej jednak akumulator cieplejszy to akumulator wydajniejszy. Ogrzać akumulatory dzisiaj łatwiej i bezpieczniej, są maty i kable grzejne, które można zainstalować w skrzyni/obudowie akumulatorów i bardzo precyzyjnie regulować temperaturę w zależności od wielu czynników, w tym stopnia naładowania (zapasu energii).
Ciekawostka; instrukcja obsługi samochodu Łada zalecała:
"W temperaturze poniżej zera przed próbą uruchomienia samochodu włączyć na kilka minut światła mijania i ogrzewanie tylnej szyby".
Chodziło oczywiście o podgrzanie elektrolitu w akumulatorze aczkolwiek sens tego działania był tylko wówczas jeśli akumulator był sprawny i miał sensowną pojemność.
Pytanie w jakim stopniu akumulatory, o których Autor pisze są obciążane, ile się od nich wymaga, czy to ogrzewanie jest w ogóle potrzebne.