Wznawiam zamknięty temat.
Coś mi dalej rozwala akumulator. Jak pisałem w zamkniętym temacie, ostatnio alternator był zamontowany po regeneracji i już wtedy miałem dziwne zachowania, że kontrolka akumulatora w czasie jazdy czasami kilka razy na sekundę się zapalała i gasła. W marcu wyjechałem na 8 miesięcy z kraju, auto stało cały czas w garażu, okazało się teraz po powrocie, że akumulator był całkowicie rozwalony i nie dawał się naładować do wymaganego napięcia. Wymieniłem akumulator, kupiłem używany ale w bardzo dobrym stanie, auto odpaliło, ale znów zauważyłem to dziwne zachowanie kontrolki ładowania, że podczas jazdy na krótko się ona ze dwa razy zapala i gaśnie. Po przyjechaniu do domu, mierzę napięcie akumulatora przy wyłączonym silniku, 12,80 V, po odpaleniu silnika pomiar wskazuje 14,34 V, tak jakby ładowanie było, po wyłączeniu silnika, bateria wskazuje 12,90 V. Czy może być tak, że w trakcie jazdy co jakiś czas nie mam ładowania jak należy i kontrolka nie zapala się na stałe?
Coś mi dalej rozwala akumulator. Jak pisałem w zamkniętym temacie, ostatnio alternator był zamontowany po regeneracji i już wtedy miałem dziwne zachowania, że kontrolka akumulatora w czasie jazdy czasami kilka razy na sekundę się zapalała i gasła. W marcu wyjechałem na 8 miesięcy z kraju, auto stało cały czas w garażu, okazało się teraz po powrocie, że akumulator był całkowicie rozwalony i nie dawał się naładować do wymaganego napięcia. Wymieniłem akumulator, kupiłem używany ale w bardzo dobrym stanie, auto odpaliło, ale znów zauważyłem to dziwne zachowanie kontrolki ładowania, że podczas jazdy na krótko się ona ze dwa razy zapala i gaśnie. Po przyjechaniu do domu, mierzę napięcie akumulatora przy wyłączonym silniku, 12,80 V, po odpaleniu silnika pomiar wskazuje 14,34 V, tak jakby ładowanie było, po wyłączeniu silnika, bateria wskazuje 12,90 V. Czy może być tak, że w trakcie jazdy co jakiś czas nie mam ładowania jak należy i kontrolka nie zapala się na stałe?