kEhYo77 napisał: To nie jest zmyślony kształt. Pokrywa się z autentycznym, który otrzymaliśmy za pomocą radaru z satelity.
No bez żartów.

Kiedykolwiek widziałeś mapę nawigacyjną, nawet taką z XIX w?
Do połowy XVIII w kartografia ograniczała się do odręcznego postmodernistycznego malarstwa linii brzegowej. Oparta była o bardzo zgrubny pomiar prędkości statku, tego co widziano i wskazań super dokładnego przyrządu jakim był kompas magnetyczny. :)
Użytkowanie owych malowideł działało z grubsza tak, kolesie po odmówieniu określonej liczby "Zdrowasiek" wsiadali na swój napędzany żaglami wehikuł i teleportowali się na drugą stronę wielkiej kałuży. Przez cały czas trwania procesu teleportacji harując, modląc, klnąc i ostro pijąc, w różnych proporcjach zależnie od pogody, chamowatości kapitana i stanu łajby.
Jak już dopłynęli do lądu, dodajmy celem uściślenia, jakiegoś lądu,

to zaczynali "łapać dżi.π.esa" czyli przez kilka dni pływali wzdłuż linii brzegowej, to w lewo to w prawo, próbując się "zsynchronizować" z mapami jakie akurat miał kapitan. Jak natrafili na osadę i nie zostali tam zjedzeni, to dowiadywali się od tambylców gdzie z grubsza są i co najważniejsze, w którym kierunku należy płynąć?
Owe "mapy" częstokroć były rysowane przez kolesi, którzy dorabiali sobie gdy nie malowali za grubszą kasę, trumiennych portretów. W obu przypadkach kolorystyka była raczej uboga, a rysować należało szybko, wyzwanie chwili, nim był nieboszczyk zaśmiardł/kapitan wypływał.
To jest zupełna bzdura, że w mapach sprzed tego okresu cokolwiek jest narysowane w skali, ma przyzwoitą rozdzielczość - użyteczność, niepodkolorowane, zgodne z ówczesnym stanem faktycznym. Przypomnę, że sekstant został wynaleziony w 1731 r. i w tych okolicach czasowych powstał w wersji nawigacyjnej zegar z balansem. Wahadłowy z kukułką, nawigacyjnie na morzu niespecjalnie się sprawdzał.

Bez tych sprzętów oraz koniecznych tabel, które ktoś musiał sporządzić, a to zajmowało czas, wszelkie bajania o dokładnej nawigacji, a tym samym kartografii to cienkie p.eprzenie bajek z mchu i paproci.
W połowie XVIII w stan rzeczy uległ radykalnej zmianie. Do tego czasu władcy skupiali się głównie na tym by ich nikt nie najechał i złupił, lub odwrotnie, obmyślając plan jak złupić sąsiada? Akwizycja upadłych państw rządzonych przez de'bili jak np. I RP to był wtedy standard.
Ale czasy się zmieniły, rewolucja przemysłowa, państwa narodowe, brak obszarów do zajęcia i złupienia blisko własnych granic oraz widoczne próby, czasem udane secesji kolonii np. późniejsze USA spowodowały, że władcy przestali z nudów posuwać ochmistrzynie i dwórki i wzięli się ostro do roboty. W tym precyzyjnej inwentaryzacji tego co posiadają. Upewniało ich w tym dziele przekonanie graniczące z pewnością, że ich wysłannicy, którzy są namiestnikami w koloniach ostro rżną ich w siedzenie na kasie, podatkach. I tak było, w rzeczy samej!

Do urzeczywistnienia rewolucji przemysłowej konieczna była niewiarygodna wręcz ilość kasy przepływającej przez gospodarkę. Porównywalna z tym co dzieje się obecnie z AI. Jak się władca nie sprawdzał, bo był ostro wycofanym wielbicielem starych dobrych czasów, to się go wtedy gilotynowało wraz z całą rodziną. Dymisja poprzez "dekapito". Plus taki, że nie mógł wrócić z ciepłej posadki, podusi na wypadek omsknięcia, za granicą.
Do inwentaryzacji była konieczna precyzyjna nawigacja czytaj: długość i szerokość geograficzna! Stąd konieczność wysyłania prawdziwych wypraw kartograficznych, które w tamtych czasach trwały całe lata. Na jedną z nich załapał się niejaki Karol Darwin.