Mam następujący problem - po remoncie, który polegał na wymianie kontaktów i położeniu gładzi oraz zrobieniu sufitu podwieszanego, nie działa mi instalacja. Oto objawy:
- jak sprawdzam próbnikiem, to w jednym pomieszczeniu bardzo słabo świeci, w drugim wcale; wszystkie te gniazdka są na jednej fazie,
- jak sprawdzałem włącznik światła próbnikiem, to przypadkiem dotknąłem metalowej futryny obok drugą ręką i wtedy próbnik pokazuje mi napięcie (przy włączonym przełączniku światła, przy wyłączonym nie), czyli tak jakby wtedy było ok, gdy dotykam futryny.
Wydaje mi się, że jest napięcie tylko niskie i jest gdzieś przebicie, nie miałem voltomierza, żeby sprawdzić, jakie jest napięcie, ale jak podłączam wiertarkę, to nie działa, a na innej fazie jest ok, więc nie jest zepsuta.
Człowiek, który to robił, zrobił jakieś zwarcie, bo zadzwonił, że mu wybija korki i że pewnie instalacja jest zepsuta; sądziłem, że chce wygenerować dodatkowe koszty, bo jak mu powiedziałem, że ja tam mieszkałem wcześniej i szlifowałem dwa dni wcześniej, więc wszystko było ok z instalacją, to nagle się okazało, że już naprawił i był przepalony jakiś przewód przy skrzynce.
- dwa dni wcześniej, jak sprawdzałem próbnikiem, to w każdym gniazdku mi świecił, tylko nie pokazywało na włączniku światła; nic nie podłączałem do gniazdka, więc de facto nie wiem, jakie było napięcie, tylko próbnikiem się sugerowałem. W czasie tych dwóch dni jeszcze poprawiał te gładzie, więc coś tam robił.
Co dziwnego jeszcze zauważyłem, nie wiem, czy on te kable przedłużał, czy tak było w tej skrzynce, ale wygląda jak na zdjęciu. Najciekawsze jest, że na tym gwincie bezpieczników, czyli chyba na obudowie, mam napięcie, a zero mam w środku, czy tak ma być? Jak wcisnę bezpiecznik automatyczny, to próbnik pokazuje mi napięcie na tych blaszkach na dole i u góry, czyli wygląda, że tu jest ok. Ten człowiek ma jakieś niby uprawnienia, a przynajmniej tak twierdzi, ale widzę po jego minie, że jest zielony, poza tym gada jakieś rzeczy w stylu, że "mierzył prąd miernikiem", więc może tym miernikiem jakieś zwarcie zrobił i nie wie, co jest nie tak. Ktoś będzie miał jakąś sugestię? Może mu przepaliło jakiś kabel i złączył dwie fazy w jedną, jakoś dziwnie to tam jest zmostkowane w tych bezpiecznikach, tak mi się wydaje.
Tak, wiem, że skrzynka do wymiany, ale na razie usiłuję zlokalizować usterkę. Sprawdzę dzisiaj voltomierzem, czy są napięcia i jakie. Może ktoś doradzi, co jeszcze mogę sam sprawdzić, bo czas mnie goni, potrzebuję do końca miesiąca skończyć tam remont i się wprowadzić.
Jaki rząd wielkości powinna kosztować wymiana tej skrzynki z bezpiecznikami?
- jak sprawdzam próbnikiem, to w jednym pomieszczeniu bardzo słabo świeci, w drugim wcale; wszystkie te gniazdka są na jednej fazie,
- jak sprawdzałem włącznik światła próbnikiem, to przypadkiem dotknąłem metalowej futryny obok drugą ręką i wtedy próbnik pokazuje mi napięcie (przy włączonym przełączniku światła, przy wyłączonym nie), czyli tak jakby wtedy było ok, gdy dotykam futryny.
Wydaje mi się, że jest napięcie tylko niskie i jest gdzieś przebicie, nie miałem voltomierza, żeby sprawdzić, jakie jest napięcie, ale jak podłączam wiertarkę, to nie działa, a na innej fazie jest ok, więc nie jest zepsuta.
Człowiek, który to robił, zrobił jakieś zwarcie, bo zadzwonił, że mu wybija korki i że pewnie instalacja jest zepsuta; sądziłem, że chce wygenerować dodatkowe koszty, bo jak mu powiedziałem, że ja tam mieszkałem wcześniej i szlifowałem dwa dni wcześniej, więc wszystko było ok z instalacją, to nagle się okazało, że już naprawił i był przepalony jakiś przewód przy skrzynce.
- dwa dni wcześniej, jak sprawdzałem próbnikiem, to w każdym gniazdku mi świecił, tylko nie pokazywało na włączniku światła; nic nie podłączałem do gniazdka, więc de facto nie wiem, jakie było napięcie, tylko próbnikiem się sugerowałem. W czasie tych dwóch dni jeszcze poprawiał te gładzie, więc coś tam robił.
Co dziwnego jeszcze zauważyłem, nie wiem, czy on te kable przedłużał, czy tak było w tej skrzynce, ale wygląda jak na zdjęciu. Najciekawsze jest, że na tym gwincie bezpieczników, czyli chyba na obudowie, mam napięcie, a zero mam w środku, czy tak ma być? Jak wcisnę bezpiecznik automatyczny, to próbnik pokazuje mi napięcie na tych blaszkach na dole i u góry, czyli wygląda, że tu jest ok. Ten człowiek ma jakieś niby uprawnienia, a przynajmniej tak twierdzi, ale widzę po jego minie, że jest zielony, poza tym gada jakieś rzeczy w stylu, że "mierzył prąd miernikiem", więc może tym miernikiem jakieś zwarcie zrobił i nie wie, co jest nie tak. Ktoś będzie miał jakąś sugestię? Może mu przepaliło jakiś kabel i złączył dwie fazy w jedną, jakoś dziwnie to tam jest zmostkowane w tych bezpiecznikach, tak mi się wydaje.
Tak, wiem, że skrzynka do wymiany, ale na razie usiłuję zlokalizować usterkę. Sprawdzę dzisiaj voltomierzem, czy są napięcia i jakie. Może ktoś doradzi, co jeszcze mogę sam sprawdzić, bo czas mnie goni, potrzebuję do końca miesiąca skończyć tam remont i się wprowadzić.
Jaki rząd wielkości powinna kosztować wymiana tej skrzynki z bezpiecznikami?