pikarel napisał: A bez kamery już nie narusza? Przecież do braku użycia takiego nagrania do czegokolwiek sytuacja jest dokładnie taka sama.
No właśnie według prawa nie. Bo
nie nagrywasz bądź bardziej adekwatne stwierdzenie - nie utrwalasz na nośniku tego co widziałeś pozwalającym później to odtworzyć czy rozpowszechnić. Tak samo jak możesz bez problemu poruszać się chodnikiem wzdłuż obiektu "strategicznego" i patrzeć za ten płot ale jakbyś to zrobił z aparatem lub kamera to jednak już podlegasz pod paragraf. Chyba każdy tutaj zdaje sobie sprawę z tego jakie to absurdy generuje w tym państwie z kartonu i dykty ale no niestety tak to funkcjonuje.
pikarel napisał: Ja skłaniam się do stwierdzenia, że nie kamerka w monitoringu czy wizjerze narusza prywatność, lecz wszelkie monitoringi "państwowe" i korporacyjne, które wciąż używają nagrań bez naszej wiedzy, do wszystkiego, co może się przydać i przynieść zyski. I to należy piętnować.
Tutaj można by zejść na temat przetwarzania danych przez korporacje i tego jak świadomie bądź co gorsza - nie świadomie nasze dane są towarem, którym normalnie się obraca na rynku.
Co do państwowych monitoringów - ja tam personalnie jestem za. Postawisz auto przy drodze, ktoś przejedzie i przerysuje, stuknie albo coś innego zrobi to masz przynajmniej szansę próbować walczyć o swoje. Niewielką ale jednak masz... oczywiście w parze z tym idzie świadomość, że poniekąd zgadasz się na to, że w mieście jesteś non stop "na wizji" czy tego chcesz czy nie.
Z jeszcze innej strony mamy ogromną popularność kamerek w samochodach rejestrujących różne drogowe akcje. I jak widać zaczyna to powoli przynosić efekty bo sporo w ostatnim czasie dość ciekawych incydentów kończyło się mandatami albo i sądem. Więc z jednej strony ta powszechna "inwigilacja" jest szkodliwa ale z drugiej strony jak to tobie coś złego się przydarzy to wtedy będziesz marudził, że jak to monitoring tego nie nagrał
Obecnie to jest taka broń obosieczna - albo akceptujemy fakt, że niestety będziemy obserwowani albo zamykamy się w domach i z nich nie wychodzimy (albo wyjeżdżamy w Bieszczady)...