Temat trochę archeologiczny, ale dodam co wiem, bo jak na razie koledzy nie wyczerpali tematu ozonu. A nuż się komuś przyda. Pomijam przy tym wątek jonizatorów powietrza bo to co innego.
Istotnie ozon jest toksyczny, ale na szczęście już powyżej stężenia 1ppm nasz nos go wyczuwa. Toksyczność polega na utlenianiu tkanek (takie spalanie na zimno) oraz tworzenia w połączeniu z wodą i azotem z powietrza toksycznych dla nas azotanów. W szczególności więc nie należy wdychać powietrza z podwyższonym stężeniem ozonu (czynnik rakotwórczy).
Jednak w medycynie stosuje się z powodzeniem nawet zastrzyki z ozonem (ozonowany płyn) czy ozonowane powietrze w celu leczenia chorób skóry. Skóra pod wpływem ozonu lepiej się goi, niemal młodnieje. Pojawiły się też możliwości niszczenia próchnicy ozonem (potrzebne są specjalne aplikatory by pacjent ozonu nie wdychał). Oczywiście do wszystkiego należy dobrać stosowną dawkę - za mało co najwyżej wywoła efekt placebo, za dużo - może zaszkodzić. Jak ze wszystkim.
Z kolei niszczenie bakterii, grzybów, pleśni w autach, domach itp. to bardzo ciekawe zastosowanie ozonu. Jednak i tu nie ma magii - pojedyncze atomy tlenu uwalniane przy rozpadzie ozonu utleniają i rozrywają błony komórkowe i różne cząsteczki. Ale im większy organizm tym większe stężenie ozonu jest potrzebne by go zniszczyć w danym czasie (można w ten sposób nawet mysz w 15 min. wykończyć). Jednak uwaga - do zabicia choćby grzybów, wśród których większość jest niezwykle odporna, potrzebne są bardzo duże stężenia - rzędu 15tys. ppm oraz, o czym się często zapomina, długi czas ekspozycji - nawet do kilkunastu godzin (szczegóły można znaleźć np. w opracowaniach na arxiv.org). Sprawdza się tu zasada 'efekt=stężenie razy czas". Niekiedy 30min. to za mało - same serwisy samochodowe ostrzegają, że "niekiedy, w przypadku dużego zadymienia lub zagrzybienia, potrzebne są dwa lub trzy seanse".
Co ciekawe, w przemyśle samochodowym ozon pojawił się dużo wcześniej niż w zastosowaniu do czyszczenia tapicerki i klimatyzacji - wytwarza się go sporo podczas jazdy samochodem, i snuje się wraz ze spalinami po jezdni. Kiedyś było to powodem szybszego niszczenia opon i różnych gumowych uszczelek, ale od jakiegoś czasu materiały te są specjalnie tak dobierane by były odporne na działanie ozonu. Dodatkowo - jak nie ma się porządnego, węglowego filtra powietrza, to człowiek jeżdżąc w mieście nieco tego ozonu wdycha.
A jeśli chodzi o ozonowanie wody na basenach i ozonoterapię w jacuzzi... tu trzeba być sceptycznym. Wynika to z tego, że proces ozonowania płynów jest bardzo trudny i dość drogi - np. by ozon rozpuścił się w wodzie trzeba powietrze z ozonem rozbić na super malutkie bąbelki, by powierzchnia kontaktu ozonu z wodą była ogromna. Jeśli w jacuzzi ozon jest podawany do wody z powietrzem w postaci dużych bąbelków (1mm to tutaj także duże), to większość ozonu nie rozpuszcza się w wodzie, tylko ucieka ponad jej taflę zasilając powietrze, którym oddychamy. A to przy zwiększonych dawkach już nie jest takie fajne na jakie wygląda. Zaś na basenie z "ozonowaną" wodą też nie ma co kusić losu i chodzić bez klapek. U nas baseny nie są bogate i w większości pewnie nie stać ich na porządne przemysłowe instalacje do ozonowania wody.
Takie porządne przemysłowe instalacje jednak istnieją. W świecie stosuje się z powodzeniem np. ozonowanie wody w dużych pralniach hotelowych - nie trzeba gotować prześcieradeł i pościeli, a wszystkie biologiczne związki (np. plamy) i tak ładnie się rozkładają pod wpływem ozonu, a tym bardziej żadna bakteria czy wirus tego nie przeżyje.
No i to tyle. Sam zbudowałem dotąd jeden ozonator wykorzystujący wyładowania koronalne... tak, z monitora CRT i za przysłowiowe 30zł

Musiałem tylko kupić nieco drobnooczkowej siatki ogrodniczej ze stali nierdzewnej na elektrody oraz rurkę szklaną z pyrexu (na stoisku gitarowym w sklepie muzycznym). Jego wydajność nie jest powalająca (mała powierzchnia elektrod), jednak po ok pół godziny w aucie uzyskuję przy jego pomocy stężenie maksymalne w powietrzu (ok 225ppm w warunkach normalnych - wyższe można tylko zasilając ozonator tlenem, stosując koncentrator ozonu lub osuszone powietrze w niskiej temperaturze). Udało mi się nim pięknie wyczyścić auto zasmrodzone papierosami przez poprzedniego właściciela. Po tym jak nie pomogło mycie tapicerki w specjalizowanej firmie (mimo, iż woda po myciu przypominała smołę), 3 sesje ozonowania po ok. 5h w kilkudniowych odstępach dały radę. Ozon ładnie wnika w pory gąbek tapicerki (nawet na 1cm) i rozkłada długie łańcuchy zalegających tam cząsteczek...
Tak więc spróbowałem i sprawdziłem - działa. Wpływ na skórę człowieka też sprawdzałem, wyniki były pozytywne ale nie powalające (tu jednak trzeba ostrożnie). Zrobiłem raptem dwie tygodniowe sesje leczenia skóry, po 20-90min ozonowania raz dziennie przy stężeniu 150-225ppm - ani zaraz po, ani przez kilka kolejnych lat nie zaobserwowałem żadnych złych skutków ubocznych.
Gdyby ktoś z szanownych kolegów brał się za stosowanie ozonu, to nie ma się czego bać - zdrowy rozsądek wystarczy. Ew. rozważając produkcję ozonu, warto zainteresować się wstępnym osuszeniem powietrza lub podawaniem do ozonatora czystego tlenu, by uniknąć produkcji azotanów itp. związków, które w niektórych zastosowaniach mogą być niekorzystne. Pamiętać też należy, że maksymalne stężenie ozonu jakie można wytworzyć w warunkach normalnych z powietrza, to ok. 225ppm. Te wszystkie maszynki o wydajności produkcji ozonu rzędu 20g/h po prostu pozwalają szybciej uzyskać stężenie maksymalne w większej objętości powietrza - ale stężenia maksymalnego raczej nie pozwolą przekroczyć. Zwróćcie zaś uwagę, że do zabicia niektórych uporczywych grzybów potrzeba nawet 15000ppm (nie mylić z wydajnością 15000mg/h, to typowy chwyt marketingowy) przez kilkanaście godzin - nie należy więc oczekiwać, że samochód czy mieszkanie po pół godzinnym ozonowaniu są zupełnie sterylne.
Pozdrawiam i powodzenia w ozonowaniu