Proponowałbym zrobić zakupy:
- multimetr za 10 zł z bazarku
- jak potrzeba to bateria do niego
- denaturat ( najtańszy )
- pędzelek ( taki prawie średnicy palca )
- taśma izolacyjna ( może być najtańsza )
1. Odłączasz transformator od wszystkiego co się da
2. Badasz omomierzem albo testerem diód czy jest przeście na uzwojeniach ( powinien być minimalny opór, ale tani mierniczek wykaże Ci zapewne zwarcie, czyli 0 ohm, i tak powinno być ), ale - przejście może być TYLKO pomiędzy końcami tego samego uzwojenia, nie może być zwarcia pomiędzy dwoma osobnymi.
3. Jeśli jest, to podłączasz przewód sieciowy do transformatora do uzwojenia pierwotnego ( tego na 230V ), najlepiej lutujesz i izolujesz taśmą.
4. Jeśli wszystko ok to podłączasz do sieci.... nie powinno wywalić zabezpieczeń.
5. Bierzesz multimetr i mierzysz napięcia na transformatorze - powinny być mniej więcej takie jak podano na opakowaniu, instrukcji, czy tam jakie se zamówiłeś. Jeśli jest duża różnica, to coś nie tak.
6. Jeśli to ok, to bierzesz się za zasilacz. Odłączasz ją od końcówek, obracasz i stronę lutowaną czyścisz pędzelkiem denaturatem. Rozpuszca on kalafonie i usuwa brud. Oczywiście jak masz dużo pieniędzy kup sobie coś lepszego... ale dynks starczy
7. Sprawdzasz WSZYSTKO co się da, czy dobre luty, czy nie ma zwarć, czy te duże kondensatory dobrze polutowane, czy mostek prostowniczy sprawny.
8. Jak wsio ok to podłaczasz do niego trafo i do sieci.... nic nie powinno wybuchnąć, ale lepiej na początku się odsuń

Jak nic się nie dzieje, to
9. Zmierz napięcia na wyjściu zasilacza i porównaj z dokumentacją - powinny być takie same lub z niewielką różnicą.
Jak to zrobisz to przejdziemy dalej