Ja uważam, że w naszej polskiej rzeczywistości nie ma możliwości sprawdzienia sposobu prowadzenia instalacji przy pomocy żarówki bo "czystego" systemu zerowania pewnie nigdzie nie znajdziemy a nawet jeśli, to i tak jest on w pewnym punkcie uziemiony (np. przy transformatorze lub w rozdzielni). Do takiego wykrycia najlepiej jest mieć elektryka z przyrządem umożliwiającym pomiar oporności "zerówki" w stosunku do ziemi lub (najprościej) zadzwonić do "pogotowia energetycznego" i poprostu zapytać! Z autopsji znam przypadek, gdzie elektrycy z uprawnieniami SEP wykonywali instalacje w domku jednorodzinnym (takie wielosystemowe zasilane z różnych faz i z oddzielnymi obwodami oświetlenie i gniazda na różnych kondygnacjach) i po kilkunastu LATACH, przy podłączaniu pieca c.o. okazało się, że jest pomyłka i w części instalacji (gniazda) jest FAZA NA KOŁKACH UZIEMIAJĄCYCH! Oczywiście piec się "sfajczy" lecz po tylu latach nie było już kogo, odpowiedzialnego za to, szukać. Dobrze, że nikt nie zginął. W większości małych i średnich miast w Polsce jest stosowany system "mieszany". Jest wtedy część instalacji "zerowana" a w jednym (czy kilku) uziemiona. Wtedy każdy z odbiorców traktować ją musi jako "zerowaną"! Uziemianie jest tylko wtedy potrzebne jak chcemy się pozbyć zakłóceń sieciowych lecz trzeba je robić przy użyciu odpowiednich filtrów (z oddzieleniem galwanicznym)!