Witam Szanowne Forum.
Dziś chciałem przedstawić Państwu mój projekt detektora scyntylacyjnego, który jest chyba premierą na Elektrodzie, a przynajmniej nie udało mi się podobnego wyszukać.
Detektor zbudowałem na bazie fotopowielacza zespolonego ze scyntylatorem - kryształem jodku sodu aktywowany talem.
Na tym diagramie przedstawiłem jak to wszystko działa. Od góry widzimy scyntylator, czyli substancję, która pobudzona kwantem promieniowania jonizującego emituje rozbłysk światła. Ten rozbłysk jest niezwykle słaby, ale możliwy do wzmocnienia i przetworzenia na impuls elektryczny przez fotopowielacz.
Fotopowielacz to lampa próżniowa podobna trochę do fotokomórki, jednak z tą różnicą, że pomiędzy katodą a anodą umieszczono tzw. dynody, na których elektrony wybite przez światło z fotokatody są powielane i jeśli na początku nawet pojedynczy foton wybył tylko jeden elektron, to do anody może dotrzeć ich potężna ilość generując całkiem spory impuls elektryczny.
Fotopowielacz wymaga zasilania dość wysokim napięciem, dlatego na potrzeby eksperymentu zbudowałem regulowany zasilacz ujemnego napięcia w zakresie 400 - 2000V.
Fotopowielacz razem ze scyntylatorem umieściłem w metalowej obudowie, by odciąć wszystkie możliwe źródła światła i zakłócenia.
Impulsy powstające na anodzie odprowadzane są do masy poprzez rezystor, na którym spadek napięcia wyprowadzony jest poprzez kondensator separujący do gniazda BNC, a to z kolei na obecną chwilę połączone jest z oscyloskopem.
Detektor ten różni się od liczników G-M tym, że impulsy są proporcjonalne do energii, jaką niosła ze sobą cząstka promieniowania jonizującego. Za jego pomocą można zbudować spektrometr do analizy źródeł, z jakich może pochodzić promieniowanie.
Niestety do takiego urządzenia jeszcze daleka droga, ale pierwszy krok już zrobiłem.
Fajne? Ranking DIY