Witam. Na akumulatorach a raczej procesach w nich zachodzących nie znam się więc mam pytanie do znawców. Mam akumulator 12V 45A, 360A na rozruch, kupiony nówka, były na nim robione próby odpalania zabytkowego wozu, po czym został odłożony na ponad rok ( chyba trochę niedoładowany), następnie po tym dłuższym czasie został naładowany, ładowanie go zaczęło się prądem 4A po czym po 15 minutach spadło do ok. 3A potem to już stopniowo przez 20 godzin prąd ładowania spadał bardzo pomału aż ładowanie zakończyło się po ''wpompowaniu" w aku. 46200mA ( są to wskazania mikroprocesorowej ładowarki), następnie kolega handlujący akumulatorami sprawdził go swoim testerem, który wskazał mu napięcie 12,6V i 365A prądu rozruchowego, więc powinien być ok. Niestety po wsadzeniu do auta, które w spoczynku pobiera 16mA akumulator po 7 dniach nie odpalania auta ma 9V i nawet radio nie odpali. Po następnym ładowaniu, auto śmiga jak nówka, ładowanie mam 14,3V pośmigam trochę autem , wstawię do garażu i znów po tygodniu stania akumulator jest martwy. Dodam jeszcze że naładowany aku, przy odpiętych klemach trzymał napięcie prawie dwa tygodnie bez problemu ale już 16mA powoduje jego rozładowanie w 7 dni. Kolega od akumulatorów twierdzi, że akumulator jest ok. a ja kilka razy już sprawdzałem i instalacja w aucie pobiera max. 16mA i nie wiem co jest grane. Czy jest możliwe żeby akumulator tak się zachowywał ( miał jakąś wadę)?