Na elektrodzie jest wielu przedsiębiorców i to temat dla nich
co nie znaczy, że inni są wykluczeni z tego tematu, ale w szczególności interesuje mnie opinia innych osób prowadzących firmy związane z branżą elektroniczną. Jak wam się podoba wizja wprowadzenia podatku obrotowego?
Jak to będzie działać w przypadku małej firmy XYZ działającej na terenie Polski? Firma XYZ zaprojektowała jakieś urządzenie, ale nie posiada własnej produkcji elektronicznej, wykonuje sam montaż końcowy, nie ma też własnego sourcingu ani sieci dystrybucji.
1) Zagraniczny producent elementów sprzedaje je do polskiego importera (np. TME). Ten kupuje całe kontenery, załatwia odprawę celną i sprzedaje elementy żądane przez firmę XYZ do produkcji urządzenia. Dolicza do ceny podatek obrotowy 2%
2) Firma XYZ kupuje w powyższy sposób elementy potrzebne do produkcji od różnych dostawców, producenta PCB, obudowy, itp. Po czym sprzedaje elementy elektroniczne do firmy, która wykona montaż SMT/THT. Dolicza do tego podatek obrotowy 2%.
3) Firma montażowa zużywa elementy kupione od XYZ, lutuje je do płytek i sprzedaje je firmie XYZ, doliczając do tego podatek obrotowy 2%.
4) Firma XYZ wykonuje testowanie i montaż końcowy (np. obudowy, pakowanie). Jako że firma XYZ nie posiada własnej sieci sklepów, sprzedaje urządzenia dystrybutorom, doliczając podatek obrotowy 2%
5) Sklep detaliczny sprzedaje towar klientowi końcowemu, doliczając podatek obrotowy 2%.
Mamy tutaj kumulację podatku, który drastycznie podnosi cenę towaru produkowanego w Polsce. Tymczasem przeciętny Kowalski wejdzie na AliExpress, gdzie Chińczyk sprzeda mu takie samo urządzenie nie obciążone takimi podatkami.
Tu jest ciekawy artykuł opisujący dokładnie o co chodzi z tym podatekiem obrotowym:
Jak to będzie działać w przypadku małej firmy XYZ działającej na terenie Polski? Firma XYZ zaprojektowała jakieś urządzenie, ale nie posiada własnej produkcji elektronicznej, wykonuje sam montaż końcowy, nie ma też własnego sourcingu ani sieci dystrybucji.
1) Zagraniczny producent elementów sprzedaje je do polskiego importera (np. TME). Ten kupuje całe kontenery, załatwia odprawę celną i sprzedaje elementy żądane przez firmę XYZ do produkcji urządzenia. Dolicza do ceny podatek obrotowy 2%
2) Firma XYZ kupuje w powyższy sposób elementy potrzebne do produkcji od różnych dostawców, producenta PCB, obudowy, itp. Po czym sprzedaje elementy elektroniczne do firmy, która wykona montaż SMT/THT. Dolicza do tego podatek obrotowy 2%.
3) Firma montażowa zużywa elementy kupione od XYZ, lutuje je do płytek i sprzedaje je firmie XYZ, doliczając do tego podatek obrotowy 2%.
4) Firma XYZ wykonuje testowanie i montaż końcowy (np. obudowy, pakowanie). Jako że firma XYZ nie posiada własnej sieci sklepów, sprzedaje urządzenia dystrybutorom, doliczając podatek obrotowy 2%
5) Sklep detaliczny sprzedaje towar klientowi końcowemu, doliczając podatek obrotowy 2%.
Mamy tutaj kumulację podatku, który drastycznie podnosi cenę towaru produkowanego w Polsce. Tymczasem przeciętny Kowalski wejdzie na AliExpress, gdzie Chińczyk sprzeda mu takie samo urządzenie nie obciążone takimi podatkami.
Tu jest ciekawy artykuł opisujący dokładnie o co chodzi z tym podatekiem obrotowym:
Cytat:Źródło
Drugą młodość przeżywa dawny, sztandarowy postulat Samoobrony, czyli powszechny podatek od przychodów firm – tzw. podatek obrotowy. Podatek ten miałby zastąpić obecny CIT, być zbawieniem dla budżetu oraz miałby sprawić, że polskie firmy w końcu mogłyby zacząć konkurować z zagranicznymi rywalami. Stawka według pomysłodawców to nawet 2% obrotu.
Jak naprawdę działa podatek obrotowy i co oznaczałoby wprowadzenie go w Polsce?
Zacznijmy od pokazania na prostym przykładzie jak w rzeczywistości zadziałałby podatek obrotowy. W tym celu, posłużymy się starym przykładem opisanym przez Mirosława Barszcza, obrazującym warunki konkurencji polskiego sklepu z globalną korporacją pod panowaniem podatku obrotowego:
W wersji pierwszej kupujemy szwedzkie śledzie w Biedronce. W wersji drugiej kupujemy polskie śledzie w osiedlowym sklepiku.
W pierwszym przypadku spółka Jeronimo Martins Distribution kupuje śledzie u szwedzkiego dostawcy zagranicą, zatem podatek obrotowy nie jest pobierany. Śledzie przechowuje we własnych magazynach i własnym transportem dowozi do własnych sklepów. Potem stawia na półkę i sprzedaje klientowi. Mamy więc jedną transakcję na terytorium Polski, łączna wysokość opodatkowania zagranicznej firmy wynosi 2%.
Przyjrzyjmy się wersji drugiej. Polski producent kupuje w Polsce polskie śledzie, śmietanę, cebulę, przyprawy, słoik z zakrętką, etykietki. Mamy więc całe mnóstwo transakcji w Polsce, wszystkie opodatkowane podatkiem obrotowym. Gotowy produkt sprzedaje dystrybutorowi (druga transakcja). Ten sprzedaje śledzie hurtowniom w całej Polsce (trzecia transakcja). Hurtownie sprzedają osiedlowym sklepikom (czwarta transakcja), osiedlowej sklepiki sprzedają klientom (piąta transakcja). Łączna wysokość opodatkowania polskiej firmy wynosi ok. 10%.
Powyższy opis jest dość oczywisty dla wszystkich, tych którzy wiedzą jak w praktyce działa biznes w zglobalizowanej gospodarce, mają pojęcie o podatkach i wiedzą na jak bardzo trudne wyzwania napotykają polskie firmy chcące rywalizować z zagranicznymi potentatami. Podatek obrotowy tylko utrudni polskim firmom rywalizację z zagranicznymi graczami.
Ale to nie koniec problemów polskiej gospodarki pod rządami podatku obrotowego. Idziemy dalej.
(Kolejne) negatywne skutki obrotowego
Podatek obrotowy ma szereg wad, ale te najważniejsze można podsumować w siedmiu punktach:
1) Efekt kaskadowy podatku
Podatek obrotowy ma tzw. efekt kaskady, tzn. im dłuższy łańcuch transakcji, tym większe obciążenie podatkowe, mimo relatywnie niskiej stawki podatku.
W praktyce efekt ten powoduje, że na podatku cierpią najbardziej firmy produkujące w Polsce i sprzedające na krajowym rynku (z długimi łańcuchami transakcji w Polsce). Skutkiem podatku powinno być więc „skracanie” łańcucha transakcji poprzez szukanie kontrahentów… zagranicą.
2) Zaburzenie konkurencji
Podatek obrotowy wprowadza bardzo nierówne reguły gry gospodarczej. W dużym uproszczeniu, firmy, które outsource’ują produkcję/usługi za granicę mają niższy podatek. Firmy, które tego nie robią (bo np. nie mają takiej możliwości, nie należą do międzynarodowych grup), mają wyższy podatek.
3) Faworyzowanie usług i dyskryminacja przemysłu
Podatek obrotowy w szczególności uderza w duże operacje gospodarcze takie jak produkcja przemysłowa. Wprowadzenie tego podatku istotnie spowolniłoby (a być może nawet wykluczyło) reindustrializację Polski. W praktyce wygląda to tak, że fabryka działająca w Polsce ponosi istotny koszt podatkowy, ponieważ na potrzeby procesu produkcyjnego nabywa towary i usługi, które są każdorazowo opodatkowane. Natomiast firma, która postawiła w Polsce magazyn, albo centrum księgowe, ponosi relatywnie niewielki koszt podatku – kosztem firmy są bowiem wyłącznie (niskie) wynagrodzenia, niepodlegające podatkowi obrotowemu.
4) Faworyzowanie biznesów o wysokiej rentowności
Podstawą podatku obrotowego jest przychód, niezależnie od poziomu rentowności danej firmy (dochodowości). Tym samym, dojrzali gracze, z zoptymalizowaną strukturą kosztów, osiągający wysoki poziom rentowności płaciłyby tyle samo podatku, co młode, dopiero raczkujące na rynku polskie firmy.
5) Zniechęcanie do inwestycji cz. 1
Istotną cechą CIT jest to, że firma nie płaci tego podatku w trakcie procesu inwestycyjnego. Inwestycja to dla firmy czysty koszt. Budując fabrykę firma nie zarabia, brak jest więc podstawy do opodatkowania. Co innego w przypadku podatku obrotowego, który firma musi zapłacić niezależnie od tego, czy ponosi duże koszty, czy wręcz stratę na działalności.
6) Zniechęcanie do inwestycji cz. 2
Pomysłodawcy podatku obrotowego zapominają, że Polska nie jest pępkiem świata. Teraz, z perspektywy inwestora zagranicznego, Polska to relatywnie niewielki rynek z dość trudnymi regulacjami. Wyobraźmy sobie, że inwestor posiada spółki w kilkudziesięciu krajach OECD. Aby zainwestować w Polsce, gdzie obowiązuje niestandardowy dla krajów OECD podatek obrotowy, inwestor ten musi stworzyć oddzielny, równoległy system księgowy dedykowany tylko dla Polski, bo ta wypisała się z klubu podatkowego OECD. W takiej sytuacji inwestor być może zdobędzie się na inwestycję w Polsce. W wielu przypadkach może jednak uznać, że koszty dostosowania biznesu do polskich warunków przewyższają potencjalne korzyści.
Podatek obrotowy powoduje więc, że Polska staje się dla zagranicznych firm atrakcyjnym rynkiem zbytu, gdzie można w łatwy sposób osiągać zyski, ale jednocześnie jest państwem, które zniechęca do podejmowania trwałych inwestycji dających miejsca pracy.
7) Rachunek od Unii Europejskiej
Podatek obrotowy to także pewne kłopoty Polski na arenie unijnej. W dużym skrócie, zgodnie z przepisami unijnymi, państwa członkowskie nie mogą wprowadzać podatków mających cechy podobne do podatku VAT. Cechy te zostały określone np. w wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie Careda (C-370/95) i są nimi: powszechność, proporcjonalność do cen usług i towarów, pobieranie na każdym etapie produkcji i dystrybucji.
Jak widać, na pierwszy rzut oka, podatek obrotowy spełnia wszystkie cechy wskazane przez Trybunał. Polski podatek obrotowy z pewnością zostałby więc zaskarżony przez Komisję Europejską i poddany badaniu na okoliczność podobieństwa do podatku VAT przed europejski Trybunał.
W przypadku niekorzystnego dla Polski wyroku, a więc uznania podatku obrotowego za nielegalny z perspektywy unijnej, efekt byłby jeden: polskie firmy mogłyby skutecznie domagać się zwrotu podatku, który wpłaciły do urzędu. Przyjmując wpływy z podatku szacowane przez jego zwolenników na 40 mld zł rocznie oraz czas doprowadzenia do rozprawy wynoszący ok. 3 lat, potencjalna strata dla budżetu w związku z wprowadzeniem podatku obrotowego wyniosłaby 120 mld zł.
Co zamiast obrotowego?
Zwolennicy podatku obrotowego nie zdają sobie sprawy z jednej rzeczy. Taki podatek w Polsce już istnieje (w wersji 2.0) i nazywa się VAT. Historycznie VAT został wymyślony właśnie po to, aby zastąpić przestarzały, nieprzystający do gospodarczych realiów podatek obrotowy.
Oczywiście polski VAT jest daleki od ideału – w praktyce jest siermiężny zarówno dla firm, które mają problemy z jego rozliczeniem, jak i samej skarbówki, która nie radzi sobie z jego zbieraniem. Fakty te nie przekreślają jednak VAT jako instrumentu podatkowego. Badania Banku Światowego pokazują bowiem, że VAT w Polsce może być przynajmniej 4 razy prostszy, gdyby polską ustawę znowelizować na wzór systemów VAT Wielkiej Brytanii, Finlandii lub Irlandii. Z korzyścią dla firm i budżetu.
Pomysł przywrócenia podatku obrotowego, to zatem tak jakby postulować zakup kolejnej partii ruskich Migów dla armii, ponieważ F-16, najnowocześniejszy sprzęt, którym dysponuje dzisiaj polskie wojsko, „ciągle się psują”. A może by tak lepiej nauczyć się obsługiwać F-16 i przestać tęsknić za ruskimi Migami?