Dziękuję bardzo wszystkim za chęć pomocy poprzez rady i opinie.
Wróciłem po tygodniu z Niemiec i podjąłem przerwane poszukiwania.
Instalacja jest z połowy lat osiemdziesiątych dwuprzewodowa prowadzona jednokolorowym płaskim przewodem. Na przewodzie za Esem wisi cztery pomieszczenia z oświetleniem i gniazdami.
Wiem dwie rzeczy:
1/ Oporność między przewodem fazowym za Esem a N wynosi ok 65 kohm. A więc pod wpływem napięcia 230V prąd popłynąłby 3,5mA.
2/ Po przyłożeniu 230V AC przez Es płynie prąd znacznie większy niż próg zadziałania (16A), a więc rezystancja spada poniżej 15 ohm.
Znajomość wszystkich 12 równań wiążących ze sobą P, U, I i R (po trzy na każdą z wielkości) nic nie podpowiada. Również żadne z praw Kirchhoffa nie wskazuje na obwód elementarny będący pętlą zwarciową dla Esa.
Żadna z Waszych porad nie naprowadziła mnie na źródło tego zwarcia, więc wyprowadziłem z listwy w skrzynce dodatkowy przewód N do identyfikowania w puszkach przewodu P (instalacja "jednokolorowa")
i poczynając od pierwszej puszki zacząłem identyfikować od strony Esa pętlę zwarciową, traktując jako pętlę zwarciową ten przewód, na którym mam 65 kohm.
Wszystko przy pomocy Byle-jakiego multimetru.
W ten sposób przywróciłem zasilanie wielu gniazd i oświetlenia prawie wszędzie.
W jednej z puszek pozostała mi "sierota" - odłączony od pozostałych przewód P, na którym mam nadal 65 kohm.
Ponieważ wszystko wydaje się być zasilone, zostawiam go odłączonego, aż okaże się, że gdzieś brakuje prądu. Tam będę szukał zwarcia.
Dam znać o przyczynie źródłowej.
Przy okazji, dlaczego w moim przypadku nie można mierzyć rezystancji zwykłym omomierzem? OK, 500V "przebije" się przez rezystancję i omomierz wskaże np 5 ohm zamiast 65 kohm (jak multimetr),
ale jak to pomoże w identyfikowaniu pętli zwarciowej? Tu celem pomiaru nie było wyznaczenie oporności, tylko znalezienie miejsca zwarcia.
Wedle mojej wiedzy omomierz 500V jako narzędzie diagnostyczne ma się tak do multimetru jak próbówka z żarówką 40W do neonówki.
Pozdrawiam wszystkich.
PS Napęd bramy jest na innym Esie.
Dodano po 6 [godziny] 20 [minuty]:
Dodano po 3 [minuty]:
No i po temacie.
Przyczyną zwarcia były zwęglone szczątki ślimaka w skrzynce z zasilaczem/elektroniką wiszącą na podmurówce ogrodzenia 20 cm nad ziemią.
Dotarcie do niej było o tyle trudne, że jej zasilenie szło z puszki na ścianie na poziomie I piętra, pomimo, że skrzynka z bezpiecznikami jest na parterze.
Doprowadziło mnie do niej kolejne rozpinanie skrętek w puszkach i wyłapywanie obwodu ze zwarciem.
Nie wiem czy się zgodzicie z taką tezą, że w przypadku niejasnych objawów dobrze byłoby zacząć od wszelkich odbiorników zawierających elektronikę.
O ile elektrotechnika jest w miarę przewidywalna, zero/jedynkowa, to młodsza siostra - elektronika wprowadza do obwodów swoją niedojrzałość i chimeryczność.
W moim przypadku ślimak wędrował po płytce PCB gdzie w odległości 5mm są dwa nieizolowane punkty lutownicza pomiędzy którymi jest 230V! W elektrotechnice rzecz nie do pomyślenia.
Koledzy wierni przykazaniom spytają co za tępak nie założył dławic w otworach skrzynki? I będą mieć rację.
Rzecz w tym, że w elektrotechnice ślimak mógłby chodzić po listwie zaciskowej w te i spowrotem do woli, bo konstrukcja listwy chowa i końcówki przewodów i wkręty mocujące. Elektrotechnika miała czas dojrzeć.
Tymczasem elektronika zostawia nieosłonięte punkty pod napięciem i uważa, że to jest OK. I dodatkowo często podpięta jest na stałe i w miejscach zupełnie nieoczekiwanych - gdzie monterowi było najbliżej.
Tak czy inaczej następnym razem zacznę od sprawdzania odbiorników zawierających elektronikę.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim za pomoc.