Witam,
mam pewien problem z internetem. Problem nie pojawił się wczoraj ani rok temu tylko trwa od bardzo dawna. Niestety wybuch epidemii spowodował, że chyba będę musiał w końcu coś z tym zrobić. Przede mną sesja i zdalne egzaminy na które nie dam rady się połączyć. Nie wspomnę już o jakiejkolwiek pracy z użyciem internetu.
A więc tak, mieszkam sobie w małej miejscowości 30km od miasta. Od jakichś 15lat jest tu możliwość posiadania tylko i wyłącznie internetu radiowego. Najpierw był jeden dostawca który robił co chciał, potem pojawił się drugi. Internet od pierwszego dostawcy nie działał praktycznie w cale. Zazwyczaj był wyłączony tak przez połowę tygodnia. Po pojawieniu się drugiego dostawcy większość mieszkańców stopniowo przechodziła na tą drugą radiówkę i ja również... Na początku było super, z biegiem czasu co raz gorzej. Nie znam się na sieciach ale jestem w stanie wywnioskować, że dostawca ewidentnie oszczędza na sprzęcie... Internet działał idealnie w nocy bez żadnego laga, ale w ciągu dnia kiedy ludzie wchodzili (najgorzej wieczorem) to była tragedia. Z tego powodu od bardzo dawna z racji tego że studiuję i potrzebuję szybkiego łącza do nauki, mam odwrócony tryb życia. Chodzę spać o 10 rano i wstaję wieczorem. Internet zaczyna działać od godziny 24:00. Przez cały dzień nie da się obejrzeć nawet filmiku w 144p na yt, bo tak zacina. Płacę za internet 50zł za 10Mb/s O_O Podczas gdy 24/7 mam tej prędkości jakąś 1/10.
Niełatwo się domyślić że walczyłem już z dostawcą, ale rozmowy z nim zawsze kończą się tak samo: "niedługo będziemy zakładać światłowód", "to nie nasza wina tylko zagranicznych serwerów", "mieliśmy awarie", "pogoda uniemożliwia dostanie się do nadajnika" i tego rodzaju bzdury. Powtarzam że ten człowiek aktualnie ma tutaj monopol i nie mam możliwości zmienić na inny internet. Jakieś internety pakietowe np. z plusa nie działają dobrze. Mimo że mam full zasięg LTE, to jest ta sama sytuacja. W nocy działa a w dzień nie.
Ostatnio się pogorszyło ponieważ internet nie działa nawet w nocy... Głównym problemem internetu jest skaczący "packet lost" (nawet do 90%) oraz skaczący ping (do kilkutysięcy). Nie ma nawet minuty kiedy ten internet działa stabilnie. Po prostu teraz jest totalna masakra. Nie da się tego używać. Kiedy coś pobieram to "packet lost" z automatu wskakuje na kilkadziesiąt procent.
I teraz pytanie do forumowiczów. Planuję złożyć wizytę temu Panu i wytoczyć wojnę, tylko niestety nie za bardzo wiem w jaki sposób z nim rozmawiać i czy wgl mam jakieś prawa? Czy od strony prawnej ten Pan może w sposób jawny kroić ludzi na hajs w ten sposób? W umowie mam napisane że płacę za 10Mb/s, których i tak nie mam, ale czy jest jakieś zabezpieczenie przed ciągłością? Czy ten Pan może sobie regulować tą prędkością jak mu się podoba i ja nie mogę nic z tym zrobić? Jakich argumentów powinienem używać podczas rozmowy z nim? Czy jako klient zobowiązany umową mogę go niejako "zmusić" do zainwestowania np. w lepszy sprzęt do nadawania sygnału?
Z poważaniem,
zmęczony student
mam pewien problem z internetem. Problem nie pojawił się wczoraj ani rok temu tylko trwa od bardzo dawna. Niestety wybuch epidemii spowodował, że chyba będę musiał w końcu coś z tym zrobić. Przede mną sesja i zdalne egzaminy na które nie dam rady się połączyć. Nie wspomnę już o jakiejkolwiek pracy z użyciem internetu.
A więc tak, mieszkam sobie w małej miejscowości 30km od miasta. Od jakichś 15lat jest tu możliwość posiadania tylko i wyłącznie internetu radiowego. Najpierw był jeden dostawca który robił co chciał, potem pojawił się drugi. Internet od pierwszego dostawcy nie działał praktycznie w cale. Zazwyczaj był wyłączony tak przez połowę tygodnia. Po pojawieniu się drugiego dostawcy większość mieszkańców stopniowo przechodziła na tą drugą radiówkę i ja również... Na początku było super, z biegiem czasu co raz gorzej. Nie znam się na sieciach ale jestem w stanie wywnioskować, że dostawca ewidentnie oszczędza na sprzęcie... Internet działał idealnie w nocy bez żadnego laga, ale w ciągu dnia kiedy ludzie wchodzili (najgorzej wieczorem) to była tragedia. Z tego powodu od bardzo dawna z racji tego że studiuję i potrzebuję szybkiego łącza do nauki, mam odwrócony tryb życia. Chodzę spać o 10 rano i wstaję wieczorem. Internet zaczyna działać od godziny 24:00. Przez cały dzień nie da się obejrzeć nawet filmiku w 144p na yt, bo tak zacina. Płacę za internet 50zł za 10Mb/s O_O Podczas gdy 24/7 mam tej prędkości jakąś 1/10.
Niełatwo się domyślić że walczyłem już z dostawcą, ale rozmowy z nim zawsze kończą się tak samo: "niedługo będziemy zakładać światłowód", "to nie nasza wina tylko zagranicznych serwerów", "mieliśmy awarie", "pogoda uniemożliwia dostanie się do nadajnika" i tego rodzaju bzdury. Powtarzam że ten człowiek aktualnie ma tutaj monopol i nie mam możliwości zmienić na inny internet. Jakieś internety pakietowe np. z plusa nie działają dobrze. Mimo że mam full zasięg LTE, to jest ta sama sytuacja. W nocy działa a w dzień nie.
Ostatnio się pogorszyło ponieważ internet nie działa nawet w nocy... Głównym problemem internetu jest skaczący "packet lost" (nawet do 90%) oraz skaczący ping (do kilkutysięcy). Nie ma nawet minuty kiedy ten internet działa stabilnie. Po prostu teraz jest totalna masakra. Nie da się tego używać. Kiedy coś pobieram to "packet lost" z automatu wskakuje na kilkadziesiąt procent.
I teraz pytanie do forumowiczów. Planuję złożyć wizytę temu Panu i wytoczyć wojnę, tylko niestety nie za bardzo wiem w jaki sposób z nim rozmawiać i czy wgl mam jakieś prawa? Czy od strony prawnej ten Pan może w sposób jawny kroić ludzi na hajs w ten sposób? W umowie mam napisane że płacę za 10Mb/s, których i tak nie mam, ale czy jest jakieś zabezpieczenie przed ciągłością? Czy ten Pan może sobie regulować tą prędkością jak mu się podoba i ja nie mogę nic z tym zrobić? Jakich argumentów powinienem używać podczas rozmowy z nim? Czy jako klient zobowiązany umową mogę go niejako "zmusić" do zainwestowania np. w lepszy sprzęt do nadawania sygnału?
Z poważaniem,
zmęczony student