Witam. Ostatnio zaświeciła kontrolka ładowania. Wyciągnąłem alternator. Regulator był klejony silikonem. Szczotki były w miarę ale myślałem, że czyjaś fuszerka w końcu padła. Założyłem nowy zakładam alternator i kontrolka świeci na wolnych obrotach po przekroczeniu 2 tyś obrotów kontrolka gaśnie. Ale ładowania brak. Rozebrałem alternator znowu. Ten mostek co mam na jednej nóżce między blachą a trzema diodami jest po ok 500. Jak to w diodach, między druga blachą w obie strony cisza. Padnięty mostek? Druga sprawa wirnik. Sprawdzam tak : między jeden ślizg a drugi komutatora podłączam miernik. Przerwa jest. Komutator zalany klejem ale przy wyprowadzeniu zeskorbałem emalię. Uzwojenie jest ciągłe, lecz przerwa między jednym ślizgiem a początkiem cewki wirnika. Możliwe, że obie rzeczy padły czy coś źle sprawdzam? Wiem, że powinno się mierzyć izolację i indukcyjność. Ja póki co chce się dowiedzieć czy dobrze robię.