Trochę rewelacji (moim zdaniem herezji) tutaj przeczytałem. Autor wyraźnie napisał, że poziom elektrolitu w celach ma ok. 1 cm wyższy od maksymalnego i jego gęstość 1,20 przy ładowaniu przy napięciu ok. 13 V.
Pytanie, czy pomiar poziomu elektrolitu jest wiarygodny, ale możliwe, że celowo został zalany do takiego poziomu z powodu oznaczenia jako "bezobsługowy". To może też uzasadniać niższą gęstość elektrolitu, jakim zalano cele, zakładając, że wraz z obniżaniem się poziomu elektrolitu będzie rosła jego gęstość. Być może akumulator był przeznaczony na tropiki, a na te warunki akumulatory zalewane były elektrolitem o niższej gęstości elektrolitu, ale nie pamiętam, o ile niższą. To są przypuszczenia.
Podczas mojej 50-letniej przygody z samochodami nie zauważyłem jakiegoś znaczącego związku poziomu elektrolitu ze stopniem naładowania akumulatora, a tym samym z jego gęstością.
Co z tym pasztetem zrobić? Moim zdaniem, jeżeli z akumulatorem nie ma problemów, to nic nie robić. Sprawdzić, jakie napięcie utrzymuje alternator po dłuższej jeździe, jak będzie nagrzany - prawdopodobnie będzie na poziomie ok. 13.8 V, a w stanie zimnym 14.4 V.
Jakie moje ewentualne działania byłyby w stosunku do akumulatora w celu obniżenia poziomu elektrolitu w celach i tym samym podniesieniu jego gęstości? Dla bezpieczeństwa samochodu wyjąłbym go z samochodu (jeżeli to możliwe) i w przewiewnym miejscu ładowałbym go (pod kontrolą) tradycyjnym prostownikiem, małym prądem (1,5-2,0 A). Kontroli podlegałoby napięcie na biegunach akumulatora (żeby nie przekroczyło 15,5-15,8 V, wtedy trzeba zmniejszyć prąd ładowania) oraz kontrolowany byłby poziom elektrolitu oraz jego gęstość. Przy tym napięciu powinna występować elektroliza wody z elektrolitu (gazowanie) powodujące obniżanie się poziomu elektrolitu, a tym samym wzrost jego gęstości. Elektrolizie wody towarzyszy powstawanie wodoru i tlenu - idealna mieszanka wybuchowa, dlatego należy to robić w przewiewnym miejscu i z dala od ognia.
Nieprawdą jest, że gazowanie elektrolitu powoduje "kruszenie płyt i tzw. spływ masy czynnej", taki efekt powodować może zbyt duży prąd ładowania.
Robiłem próby ładowania akumulatora stałonapięciowo, tak jak to ma miejsce w samochodzie, przy różnych poziomach napięcia (13,8 V - 14,4 V - 14,8 V - 15,2 V) - pisałem o tym tu na Elektrodzie. W czasie tych prób, przy napięciach 13,8-14,8 V, prąd pod koniec ładowania stabilizował się na poziomie 450-500 mA. Przy napięciu 14,8 V pod koniec ładowania pojawiły się pojedyncze pęcherzyki gazu, a przy 15,2 V pęcherzyki były liczniejsze, ale tego jeszcze nie można wg mnie określić jako gazowanie szkodliwe dla akumulatora.