Są też takie wtyczkowe ładowarki do akumulatorów kwasowo-ołowiowych.
Zasilacz do LED musi mieć napięcie maksymalne około 15 V. Żeby nie uszkodzić ładowanej baterii, trzeba ją odłączyć, gdy napięcie na niej osiągnie 14,4 V przy dziesięciogodzinnym prądzie ładowania. Przy prądach mniejszych można odłączyć wcześniej. Zdecyduj, czy będziesz pilnował tego sam, czy kupisz automat, czy może zrobisz automat (komparator z histerezą)? Jeśli jeszcze dołożysz korekcję napięcia w funkcji temperatury, to będzie wypasiona ładowarka. Albo kup chiński gotowiec w sklepie z żywnością. Byle jak naładujesz do 80% pojemności. Latem wystarczy to do rozruchu, zimą może być kłopot, gdy będzie silny mróz i niezbyt sprawny silnik.
Ładowarka akumulatorów kwasowo-ołowiowych (potocznie prostownik, ale nie wiadomo - jedno- czy dwupołówkowy, dwu- czy czterodiodowy, a może jednodiodowy, albo sześciodiodowy, albo dziewięciodiodowy?) powinna ładować prądem o określonej wartości do określonego napięcia akumulatora lub baterii akumulatorów. Zasilacze stałoprądowe do LED nadają się do tego celu, ale trzeba czymś kończyć ładowanie. Można kupić komparator w zestawie do samodzielnego montażu albo gotowe urządzenie mikroprocesorowe. Ono jest wygodne o tyle, o ile można ustawić oddzielnie napięcie odłączenia i ponownego załączenia ładowarki i wszystko na wyświetlaczu. Sprzedawane pod nazwami: "moduł zabezpieczenia akumulatora", "moduł kontroli ładowania", "ładowarka" (oczywiście błędnie), "zabezpieczenie akumulatora ołowiowego" (też błędnie, bo to bateria 3 lub 6 akumulatorów), "moduł sterowania ładowarką" i inne mniej lub bardziej głupie nazwy mające naprowadzić klienta na wydatek.
Typowe zasilacze do laptopa (potocznie ładowarka, kabel) dają stałe napięcie do maksymalnej wartości prądu obciążenia, a później wyłączają się albo palą. Taki zasilacz potrzebuje ogranicznika prądu. W tej roli klasycznie od kilkudziesięciu lat oporniki dużej mocy w postaci żarówki samochodowej, inne klasyczne oporniki dużej mocy, tranzystory bipolarne i unipolarne przykręcone do wielkiego radiatora (nadmiar mocy trzeba wytracić jako ciepło. Nadmiar to iloczyn prądu ładowania i różnicy napięcia zasilacza oraz ładowanej baterii akumulatorów). Można też użyć przetwornicy z regulacją prądu (tzw. CC/CV). Przetwornica obniżająca może się uszkodzić, jeśli podłączysz klasycznie jej wyjście do ładowanej baterii i później dopiero zasilanie 230 V. Przetwornica podwyższająca jest na to odporna i można użyć zasilacza o napięciu niższym niż napięcie ładowanej baterii. Żeby nie było różowo i bajkowo - w tym wariancie sprawność przetwornicy jest gorsza i potrzebuje dużo więcej prądu na wejściu, niż oddaje do wyjścia. Przetwornicę obniżającą można zabezpieczyć np. przekaźnikiem, który załączy obciążenie dopiero po podaniu napięcia wejściowego. Można też inaczej, ale amator tego nie ogarnia.
W tych partyzanckich rozwiązaniach trzeba zwracać uwagę na to, że zasilacz służy do zasilania i może się uszkodzić w innej roli (tutaj jako ładowarka). Ładowarka służy do ładowania i czasem może być zasilaczem, ale słabym. Twoje eksperymenty nie powiodły się, bo napięcie ładowania było zbyt niskie. Ładowarka powinna oddawać jak alternator 13,9-14,4, V a nawet 15,6 V, choć to niezdrowe dla nowoczesnych tanich akumulatorów bezobsługowych.
Jeśli chcesz sobie zbudować taką ładowarkę, to polecam zakup zestawu do montażu. Jest gotowa płytka, przemyślane rozwiązanie ograniczenia prądu i napięcia ładowania. Dokupujesz transformator, obudowę, okablowanie i masz swoją ładowarkę. Im mniej specjalistyczne części, tym dłużej będzie można ją naprawiać, jeśli przypadkiem się zepsuje.