CPU dławi się z całą pewnością - strony spuchły przeobrzydliwie w ostatniej dekadzie.
RAM też starczy na 1, góra 2 karty w przeglądarce, a i tak już system będzie swapował do pliku wymiany i tak powstaje efekt kuli śnieżnej zapychającej system na amen.
Z jednej strony system upycha mniej potrzebną w danej chwili zawartość ram w plik wymiany, a z drugiej przeglądarka cacheuje to co odpala też na dysk.
Sata II nie stanowi tu szczególnego problemu. Ba! Nawet przesiadka z Sata III na NVMEx4/MLC nie wyrywa wcale z fotela w codziennym użyciu. To wychodzi dopiero przy pracy na pokaźnych zestawach danych.
Jednak jest pewna rzecz, która może tylko nieco pomóc.
Moja praktyka wykazała, że SSD i pendrive warto dokładnie formatować, a nie szybko przed pierwszym użyciem.
Dlaczego? A bo po prostu transfery są dzięki temu wyższe - mamy wytrimowany dysk na błysk i kontroler dysku to "wie".
Likwidujemy tak konieczność przepisywania na nowo całych bloków w pamięci masowej przy zapisie danych, co daje nam odrobinę lepsze czasy dostępów i lepsze transfery.
Potem już sam TRIM dba o porządek w komórkach pamięci.
Skoro to w7, to warto sprawdzić, czy TRIM w ogóle działa.
cmd> fsutil.exe behavior query DisableDeleteNotify
Po wykonaniu komendy powinno być DisableDeleteNotify = 0
To tylko sprawdzenie, niczego nie przestawiamy w systemie tą komendą.
No ale i tak nie oczekiwałbym spektakularnych efektów. Ot dysk będzie szybszy, nieco komfort to może podniesie i tyle.
Ramu mało, CPU mało, jest tu jeszcze magistrala FSB i pewnie do tego nisko taktowana....
Tu jedynie sensowne jest dołożenie RAMu i nie ruszać.
No może CPU jeszcze bym dociągnął do 2GHz po przedłubaniu biosu (głównie dla podbicia taktowania FSB), jeśli napięć bym nie musiał ruszać na rdzeniu (bo i po co więcej ciepła w laptopie) i tyle.
Ot można wsadzić turbo do poloneza i będzie się lepiej zbierał, ale co z tego, jak hamulce, zawieszenie i cała reszta dalej jest jak od poloneza i to wyjdzie na pierwszym zakręcie