Na tym etapie pozwolę sobie na obszerniejszą dygresję o wykonywaniu płytki "drukowanej" w domowym zaciszu, gdyż może nie każdy z czytelników jest z takową technologią obeznany.
Przycinamy odpowiedniej wielkości kawałek (może być odrobinę większy niż docelowy rozmiar płytki) jednostronnego w tym przypadku laminatu i dokładnie oczyszczamy/odtłuszczamy powierzchnię miedzianą - polecam szczotkę i jakiś proszek do szorowania. Po dokładnym opłukaniu odkładamy do wyschnięcia. W tym momencie wprowadźmy sobie po raz pierwszy kluczową zasadę NDP (Nie Dotykać Paluchami!).
Mając przygotowany układ ścieżek (odbicie lustrzane, tak jak w załączonym powyżej PDFie) musimy go wydrukować. Tutaj dwie istotne kwestie: 1) wydruk laserowy! 2)na papierze kredowym! Względem gotowego wydruku również obowiązuje NDP. Jeśli ktoś nie posiada drukarki laserowej, można przygotować wydruk na atramencie (byle by był dobrej jakości) i z papierem kredowym w łapkach poczłapać do punktu ksero. Warto poprosić o podkręcenie jakości kserokopii (ach te oszczędności). Nadszedł czas termotransferu. Przykładamy nasz wydruk zadrukowaną stroną do pomiedziowanej strony laminatu, na to dobrze nałożyć jeszcze jedną czystą kartkę zwykłego papieru i prasujemy żelazkiem ustawionym na maksymalną temperaturę mocno dociskając. Jak długo? Lepiej za długo niż za krótko. Dobre kilka minut. I sugeruję jeździć żelazkiem, zamiast trzymać je nieruchomo. Na koniec nie zaszkodzi przejechać jeszcze kilka razy krawędzią żelazka dla pewności że wszystko dokładnie nam przywarło. Odkładamy żelazko, nic nie ruszamy, czekamy aż ostygnie.
Następnie laminat wraz z papierem zanurzamy w wodzie i zostawiamy do odmoczenia. Gdy papier już wyraźnie nasiąknie możemy próbować delikatnie go oddzielać. Na miedzi powinniśmy mieć dokładnie przeniesiony nasz nadruk. Płuczemy laminat dokładnie i pocierając delikatnie opuszkami palców (by nie uszkodzić naniesionych ścieżek) staramy się usunąć "włoski" pozostałe po papierze. Płytka jest gotowa do trawienia. Przygotowujemy stosowną kąpiel. Tutaj uwaga na oczy, ręce, odzież! Wytrawiacz (dostępny w sklepach elektronicznych) zalewamy wrzątkiem i po rozpuszczeniu zanurzamy w tym naszą płytkę. Swoją drogą dobrze zrobić w niej uprzednio jakiś otworek do którego przyczepimy kawałek drutu pozwalający na kontrolę i manewrowanie. Ruszanie płytką w roztworze przyspiesza trawienie. Co jakiś czas wyjmujemy ją i sprawdzamy czy cała miedź nie zakryta tonerem już została usunięta. Jeśli tak, to wyjmujemy i dokładnie płuczemy. To jest właśnie najlepszy moment na ewentualne przycięcie płytki do docelowego rozmiaru oraz nawiercenie wszelkich otworów. Następnie możemy już usunąć nadruk zasłaniający ścieżki (szorowanie: szczotka, proszek). Odkładamy do dokładnego wyschnięcia. NDP! Wskazane jest też powleczenie ścieżek cyną, co zabezpieczy je przed utlenianiem, jak i ułatwi nam lutowanie elementów. Aby cynowanie przebiegło nam sprawnie polecam uprzednio pomalować powierzchnię płytki spirytusowym roztworem kalafonii - po wyschnięciu zostanie nam cieniutka warstwa równo nałożonego topnika, dzięki czemu cyna będzie się nam bardzo wdzięcznie rozpływać po ścieżkach, gdy te podgrzejemy lutownicą. Płytka gotowa. Przystępujemy do lutowania elementów. Tutaj nie ma się co rozpisywać, bo wszystko jest chyba oczywiste. Oby tylko nie wlutować jakiegoś elementu w niewłaściwą stronę.
Przepraszam za rozpisanie:|
Przycinamy odpowiedniej wielkości kawałek (może być odrobinę większy niż docelowy rozmiar płytki) jednostronnego w tym przypadku laminatu i dokładnie oczyszczamy/odtłuszczamy powierzchnię miedzianą - polecam szczotkę i jakiś proszek do szorowania. Po dokładnym opłukaniu odkładamy do wyschnięcia. W tym momencie wprowadźmy sobie po raz pierwszy kluczową zasadę NDP (Nie Dotykać Paluchami!).
Mając przygotowany układ ścieżek (odbicie lustrzane, tak jak w załączonym powyżej PDFie) musimy go wydrukować. Tutaj dwie istotne kwestie: 1) wydruk laserowy! 2)na papierze kredowym! Względem gotowego wydruku również obowiązuje NDP. Jeśli ktoś nie posiada drukarki laserowej, można przygotować wydruk na atramencie (byle by był dobrej jakości) i z papierem kredowym w łapkach poczłapać do punktu ksero. Warto poprosić o podkręcenie jakości kserokopii (ach te oszczędności). Nadszedł czas termotransferu. Przykładamy nasz wydruk zadrukowaną stroną do pomiedziowanej strony laminatu, na to dobrze nałożyć jeszcze jedną czystą kartkę zwykłego papieru i prasujemy żelazkiem ustawionym na maksymalną temperaturę mocno dociskając. Jak długo? Lepiej za długo niż za krótko. Dobre kilka minut. I sugeruję jeździć żelazkiem, zamiast trzymać je nieruchomo. Na koniec nie zaszkodzi przejechać jeszcze kilka razy krawędzią żelazka dla pewności że wszystko dokładnie nam przywarło. Odkładamy żelazko, nic nie ruszamy, czekamy aż ostygnie.
Następnie laminat wraz z papierem zanurzamy w wodzie i zostawiamy do odmoczenia. Gdy papier już wyraźnie nasiąknie możemy próbować delikatnie go oddzielać. Na miedzi powinniśmy mieć dokładnie przeniesiony nasz nadruk. Płuczemy laminat dokładnie i pocierając delikatnie opuszkami palców (by nie uszkodzić naniesionych ścieżek) staramy się usunąć "włoski" pozostałe po papierze. Płytka jest gotowa do trawienia. Przygotowujemy stosowną kąpiel. Tutaj uwaga na oczy, ręce, odzież! Wytrawiacz (dostępny w sklepach elektronicznych) zalewamy wrzątkiem i po rozpuszczeniu zanurzamy w tym naszą płytkę. Swoją drogą dobrze zrobić w niej uprzednio jakiś otworek do którego przyczepimy kawałek drutu pozwalający na kontrolę i manewrowanie. Ruszanie płytką w roztworze przyspiesza trawienie. Co jakiś czas wyjmujemy ją i sprawdzamy czy cała miedź nie zakryta tonerem już została usunięta. Jeśli tak, to wyjmujemy i dokładnie płuczemy. To jest właśnie najlepszy moment na ewentualne przycięcie płytki do docelowego rozmiaru oraz nawiercenie wszelkich otworów. Następnie możemy już usunąć nadruk zasłaniający ścieżki (szorowanie: szczotka, proszek). Odkładamy do dokładnego wyschnięcia. NDP! Wskazane jest też powleczenie ścieżek cyną, co zabezpieczy je przed utlenianiem, jak i ułatwi nam lutowanie elementów. Aby cynowanie przebiegło nam sprawnie polecam uprzednio pomalować powierzchnię płytki spirytusowym roztworem kalafonii - po wyschnięciu zostanie nam cieniutka warstwa równo nałożonego topnika, dzięki czemu cyna będzie się nam bardzo wdzięcznie rozpływać po ścieżkach, gdy te podgrzejemy lutownicą. Płytka gotowa. Przystępujemy do lutowania elementów. Tutaj nie ma się co rozpisywać, bo wszystko jest chyba oczywiste. Oby tylko nie wlutować jakiegoś elementu w niewłaściwą stronę.
Fajne? Ranking DIY