Jak w tytule — wnuczek osiągnął wiek „skuterowy” i od jakiegoś czasu wszystkie wolne chwile spędza z głową w silniku i jego osprzęcie. Pomyślałem, że jeśli już lubi i chce, niech przynajmniej ma czym… I powstał pomysł na prezent w postaci miernika z obrazka powyżej.
Szukałem czegoś bardziej „młodzieżowego”, a przy tym mającego jako-takie parametry. Wybrałem Aneng 626, którego producent dodatkowo nazwał „Intelligent”, a w dodatku (według opisu na opakowaniu) „SMART”.
Przyznam się, że przekonałem się do niego ze względu na producenta — znanego już od dłuższego czasu z względnie niedrogich, a jednocześnie tanich mierników o bardzo przyzwoitych parametrach.
Tak jest i w tym wypadku — co prawda z wyglądu miernik, o którym piszę, bardziej przypomina krążek hokejowy niż miernik z prawdziwego zdarzenia, ale z moich pobieżnych testów wynika, że jakością nie odbiega zbytnio od tych znanych już z opisów na forum.
Miernik otrzymałem wraz z kilkunastoma innymi gadżetami w zbiorczym worku — stąd też samo opakowanie nie wygląda zbyt ciekawie…
Wewnątrz zestaw - miernik jako taki, sondy, i dodatkowo termopara.
Same sondy niestety nie należą do najlepszych — ot, dopasowane wręcz idealnie do zastosowania, jakie mu przewidywałem.
Izolacja to PVC, więc przewody są dosyć sztywne. Same sondy również klasy „popularnej” — niezbyt ostre końcówki (w dodatku same przewody też nie grzeszą grubością), ale w sumie — czego można się spodziewać po mierniku dobrej klasy i nietypowej obudowie? Płaci się przecież także za wygląd…
Chociaż jakby się postarać, poszukać, dorzucić jakiś kod rabatowy, wyszłoby sporo taniej.
Co do wyglądu — jaki jest koń, każdy widzi… Miernika to nie przypomina (przynajmniej od razu), ale może właśnie przez to jest interesujący?
Nieważne — de gustibus i tak dalej, ale jakie to ma parametry?
Ano, jak pisałem — niegłupie.
Więcej informacji (w każdym razie czytelniejszych) można znaleźć w sieci. Ja ze swej strony postanowiłem przetestować go przy użyciu dyżurnego zestawu źródeł napięć wzorcowych i rezystorów o dużej dokładności (przeważnie 0,2%). Jak na miernik, bądź co bądź, klasy popularnej powinny wystarczyć z zapasem.
Póki co jednak obejrzyjmy sobie to cudeńko dokładniej:
Nietypowe umiejscowienie gniazd sond pomiarowych — z boku. Może to i dobrze, wyjdzie w praniu. Co interesujące, to brak klapki dostępu do baterii, bo nie ma baterii — jest akumulator, co się chwali. W dodatku gniazdo ładowania to USB‑C, co dodatkowo jest na plus.
Sama obsługa dość wygodna, mimo braku przełącznika czy pokrętła — wybierany zakres wywołuje się „guzikiem”, a żebyśmy wiedzieli, co ustawiliśmy, na dole skali strzałka pokazuje aktualny zakres.
Dokładniej będzie o tym potem — teraz, zanim zapomnę, postaram się pokazać instrukcję dodaną w komplecie z miernikiem:
Prócz zakresów oczywistych i spotykanych w każdym mierniku mamy dodatkowo bezdotykowy wskaźnik przewodów pod napięciem oraz (tym razem „dotykowy” — jedna sonda jako czujnik) wskaźnik przewodu fazowego. No i bonus, jak na miernik — latarka:
Czas na obiecane pomiary. Na początek sprawdźmy same przewody z sondami:
Potwierdza się moje przypuszczenie co do sond - im mocniej ściskam tym mniejsza rezystancja zwarcia. Ale po co się męczyć? Można (przynajmniej do pomiarów testowych) skorzystać z lepszych przewodów !
Od razu lepiej… a przy okazji — potwierdza się porzekadło, że miernik jest tak dobry, jak jego najsłabsze ogniwo…
No dobrze, dość żartów. Sprawdźmy, co potrafi ten miernik:
Rezystor 100 omów:
10k omów:
10 omów:
I tym razem pojemność - dyżurny kondensator 100nF:
Wnioski zostawiam Kolegom. Jak dla mnie (uwzględniając tolerancję rezystorów mierzonych i przeznaczenie miernika) jest OK.
To, co najciekawsze, na koniec — czyli co jest w środku?
Przyznam się, że rozkręcenie tej obudowy łatwe nie było. Śrubki co prawda typowe, ale plastik z tych „klejących”, więc odkręcenie każdej z nich wymagało dużej (jak na mnie i moje mięśnie to wyczyn nie lada — mam nadzieję, że docenicie…) siły. Jakoś się jednak udało.
Jak w większości współczesnych mierników — za dużo do oglądania to tam nie ma.
Praktycznie wszystko na jednej niewielkiej płytce: procesor, jeden bezpiecznik i to chyba wszystko — celowo napisałem „chyba”, bo nie odważyłem się odkręcić płyty i jej wyciągnąć. Raz, że musiałbym odlutować gniazda (je trzeba by wyciągnąć jako pierwsze, bo zasłaniają dojście do śrubek), a dwa — po rozkręceniu obudowy (i świadomości, że trzeba to zrobić w odwrotnej kolejności) miałem dość.
Poza tym — czego więcej można by się było spodziewać? Wyświetlacz, pola switchy i raczej nic więcej. Wybaczcie więc, ale dalszego striptizu nie będzie…
Zamiast tego wspomniany akumulator w całej krasie:
No właśnie… akumulator, a raczej zasilanie miernika.
Przyszedł czas na kilka kropli goryczy…
Otóż miernik dostałem w stanie całkowicie martwym — ponieważ konstrukcja, a raczej obudowa, nie należy do szczególnie rozchwytywanych, pomyślałem, że w czasie leżakowania padł akumulator. Podłączyłem go do ładowarki (przy okazji — w zestawie był oczywiście kabelek USB‑A – USB‑C, bym zapomniał…) i po czasie (zajmowałem się w międzyczasie czymś innym, więc nie powiem, jakim) odpaliłem — działa.
Podczas zabaw i testów doszedłem jednak do wniosku, że przyczyna rozładowania była inna… Obejrzyjmy nasz mierniczek dokładniej z boku:
Co widzimy? Odstające poza obrys obudowy klawisze switchy — w tym switcha wyłącznika… Zagadka rozwiązana — nawet niewielki nacisk na klawisz włącznika uruchamia miernik. Niby pobór prądu niewielki (najwięcej bierze podświetlenie ekranu), ale gdy miernik w tekturowym opakowaniu wrzucony jest do jednego wora z innymi rzeczami, a taka przesyłka przerzucana kilkanaście razy podczas transportu, przy czym karton pudełka niezbyt sztywny…
Powiem tak — podczas odkręcania obudowy zdziwiłem się, gdy w pewnym momencie włączyła mi się prosto w oczy latarka… Owszem, każda zmiana funkcji jest sygnalizowana „bipkiem”, ale żeby latarka?
Owszem — jak to ostatnio modne — w mierniku jest auto‑off, czyli wyłącznik odłączający zasilanie po ok. 15 minutach bezczynności. Ale co, jeśli po tych 15 minutach znów karton się przygniecie? Sprawdziłem później, czy potrzeba dużej siły, by włączyć miernik — nie trzeba. Nawet lekkie naciśnięcie tylnej ścianki, gdy miernik leży „na twarzy”, włączało miernik. A latarka? Wystarczy nacisnąć (równie lekko) z odpowiedniej strony i świeci. Świeci i rozładowuje akumulator. W sumie dobrze, że to akumulator, a nie baterie, ale tak czy owak coś mi się tu wydaje, że ktoś nie pomyślał…
Aha — miernik ma obudowę dwuwarstwową (że tak to określę): czerwony korpus i czarne oblanie tworzywem mającym zapewnić odporność na uderzenia (coś w rodzaju gumy). Skoro już producent pomyślał o zabezpieczeniu takim rodzajem „holstera”, to czemu nie wymyślił czegoś do bezpiecznego włączania zasilania?
Jedno temu miernikowi trzeba przyznać — ma cholernie czytelny wyświetlacz.
Owszem — zabawka niezła pod względem parametrów i z odrębnymi zakresami dla każdej mierzonej wielkości (możliwość pominięcia AUTO), z nietypową obudową, ale raczej nie polecałbym bardziej zaawansowanym użytkownikom. Pomijając wszystko inne, w tej cenie można znaleźć lepszy miernik — nawet opisywany onegdaj przeze mnie MESTEK 100. Natomiast uważam, że dla „młodego”, a szczególnie takiego, który potrzebuje miernika wyróżniającego się — może być.
Co prawda nie sądzę, by ktoś z Kolegów posiadał ten miernik, ale chętnie zapoznałbym się z opinią, gdyby jednak…
Opinię wnuczka przytoczę po jakimś czasie — pewnie po wakacjach. Ciekawe, czy będzie się różnić od moich przypuszczeń…?
Pozdrawiam serdecznie.
Szukałem czegoś bardziej „młodzieżowego”, a przy tym mającego jako-takie parametry. Wybrałem Aneng 626, którego producent dodatkowo nazwał „Intelligent”, a w dodatku (według opisu na opakowaniu) „SMART”.
Przyznam się, że przekonałem się do niego ze względu na producenta — znanego już od dłuższego czasu z względnie niedrogich, a jednocześnie tanich mierników o bardzo przyzwoitych parametrach.
Tak jest i w tym wypadku — co prawda z wyglądu miernik, o którym piszę, bardziej przypomina krążek hokejowy niż miernik z prawdziwego zdarzenia, ale z moich pobieżnych testów wynika, że jakością nie odbiega zbytnio od tych znanych już z opisów na forum.
Miernik otrzymałem wraz z kilkunastoma innymi gadżetami w zbiorczym worku — stąd też samo opakowanie nie wygląda zbyt ciekawie…
Wewnątrz zestaw - miernik jako taki, sondy, i dodatkowo termopara.
Same sondy niestety nie należą do najlepszych — ot, dopasowane wręcz idealnie do zastosowania, jakie mu przewidywałem.
Izolacja to PVC, więc przewody są dosyć sztywne. Same sondy również klasy „popularnej” — niezbyt ostre końcówki (w dodatku same przewody też nie grzeszą grubością), ale w sumie — czego można się spodziewać po mierniku dobrej klasy i nietypowej obudowie? Płaci się przecież także za wygląd…
Chociaż jakby się postarać, poszukać, dorzucić jakiś kod rabatowy, wyszłoby sporo taniej.
Co do wyglądu — jaki jest koń, każdy widzi… Miernika to nie przypomina (przynajmniej od razu), ale może właśnie przez to jest interesujący?
Nieważne — de gustibus i tak dalej, ale jakie to ma parametry?
Ano, jak pisałem — niegłupie.
Więcej informacji (w każdym razie czytelniejszych) można znaleźć w sieci. Ja ze swej strony postanowiłem przetestować go przy użyciu dyżurnego zestawu źródeł napięć wzorcowych i rezystorów o dużej dokładności (przeważnie 0,2%). Jak na miernik, bądź co bądź, klasy popularnej powinny wystarczyć z zapasem.
Póki co jednak obejrzyjmy sobie to cudeńko dokładniej:
Nietypowe umiejscowienie gniazd sond pomiarowych — z boku. Może to i dobrze, wyjdzie w praniu. Co interesujące, to brak klapki dostępu do baterii, bo nie ma baterii — jest akumulator, co się chwali. W dodatku gniazdo ładowania to USB‑C, co dodatkowo jest na plus.
Sama obsługa dość wygodna, mimo braku przełącznika czy pokrętła — wybierany zakres wywołuje się „guzikiem”, a żebyśmy wiedzieli, co ustawiliśmy, na dole skali strzałka pokazuje aktualny zakres.
Dokładniej będzie o tym potem — teraz, zanim zapomnę, postaram się pokazać instrukcję dodaną w komplecie z miernikiem:
Prócz zakresów oczywistych i spotykanych w każdym mierniku mamy dodatkowo bezdotykowy wskaźnik przewodów pod napięciem oraz (tym razem „dotykowy” — jedna sonda jako czujnik) wskaźnik przewodu fazowego. No i bonus, jak na miernik — latarka:
Czas na obiecane pomiary. Na początek sprawdźmy same przewody z sondami:
Potwierdza się moje przypuszczenie co do sond - im mocniej ściskam tym mniejsza rezystancja zwarcia. Ale po co się męczyć? Można (przynajmniej do pomiarów testowych) skorzystać z lepszych przewodów !
Od razu lepiej… a przy okazji — potwierdza się porzekadło, że miernik jest tak dobry, jak jego najsłabsze ogniwo…
No dobrze, dość żartów. Sprawdźmy, co potrafi ten miernik:
Rezystor 100 omów:
10k omów:
10 omów:
I tym razem pojemność - dyżurny kondensator 100nF:
Wnioski zostawiam Kolegom. Jak dla mnie (uwzględniając tolerancję rezystorów mierzonych i przeznaczenie miernika) jest OK.
To, co najciekawsze, na koniec — czyli co jest w środku?
Przyznam się, że rozkręcenie tej obudowy łatwe nie było. Śrubki co prawda typowe, ale plastik z tych „klejących”, więc odkręcenie każdej z nich wymagało dużej (jak na mnie i moje mięśnie to wyczyn nie lada — mam nadzieję, że docenicie…) siły. Jakoś się jednak udało.
Jak w większości współczesnych mierników — za dużo do oglądania to tam nie ma.
Praktycznie wszystko na jednej niewielkiej płytce: procesor, jeden bezpiecznik i to chyba wszystko — celowo napisałem „chyba”, bo nie odważyłem się odkręcić płyty i jej wyciągnąć. Raz, że musiałbym odlutować gniazda (je trzeba by wyciągnąć jako pierwsze, bo zasłaniają dojście do śrubek), a dwa — po rozkręceniu obudowy (i świadomości, że trzeba to zrobić w odwrotnej kolejności) miałem dość.
Poza tym — czego więcej można by się było spodziewać? Wyświetlacz, pola switchy i raczej nic więcej. Wybaczcie więc, ale dalszego striptizu nie będzie…
Zamiast tego wspomniany akumulator w całej krasie:
No właśnie… akumulator, a raczej zasilanie miernika.
Przyszedł czas na kilka kropli goryczy…
Otóż miernik dostałem w stanie całkowicie martwym — ponieważ konstrukcja, a raczej obudowa, nie należy do szczególnie rozchwytywanych, pomyślałem, że w czasie leżakowania padł akumulator. Podłączyłem go do ładowarki (przy okazji — w zestawie był oczywiście kabelek USB‑A – USB‑C, bym zapomniał…) i po czasie (zajmowałem się w międzyczasie czymś innym, więc nie powiem, jakim) odpaliłem — działa.
Podczas zabaw i testów doszedłem jednak do wniosku, że przyczyna rozładowania była inna… Obejrzyjmy nasz mierniczek dokładniej z boku:
Co widzimy? Odstające poza obrys obudowy klawisze switchy — w tym switcha wyłącznika… Zagadka rozwiązana — nawet niewielki nacisk na klawisz włącznika uruchamia miernik. Niby pobór prądu niewielki (najwięcej bierze podświetlenie ekranu), ale gdy miernik w tekturowym opakowaniu wrzucony jest do jednego wora z innymi rzeczami, a taka przesyłka przerzucana kilkanaście razy podczas transportu, przy czym karton pudełka niezbyt sztywny…
Powiem tak — podczas odkręcania obudowy zdziwiłem się, gdy w pewnym momencie włączyła mi się prosto w oczy latarka… Owszem, każda zmiana funkcji jest sygnalizowana „bipkiem”, ale żeby latarka?
Owszem — jak to ostatnio modne — w mierniku jest auto‑off, czyli wyłącznik odłączający zasilanie po ok. 15 minutach bezczynności. Ale co, jeśli po tych 15 minutach znów karton się przygniecie? Sprawdziłem później, czy potrzeba dużej siły, by włączyć miernik — nie trzeba. Nawet lekkie naciśnięcie tylnej ścianki, gdy miernik leży „na twarzy”, włączało miernik. A latarka? Wystarczy nacisnąć (równie lekko) z odpowiedniej strony i świeci. Świeci i rozładowuje akumulator. W sumie dobrze, że to akumulator, a nie baterie, ale tak czy owak coś mi się tu wydaje, że ktoś nie pomyślał…
Aha — miernik ma obudowę dwuwarstwową (że tak to określę): czerwony korpus i czarne oblanie tworzywem mającym zapewnić odporność na uderzenia (coś w rodzaju gumy). Skoro już producent pomyślał o zabezpieczeniu takim rodzajem „holstera”, to czemu nie wymyślił czegoś do bezpiecznego włączania zasilania?
Jedno temu miernikowi trzeba przyznać — ma cholernie czytelny wyświetlacz.
Owszem — zabawka niezła pod względem parametrów i z odrębnymi zakresami dla każdej mierzonej wielkości (możliwość pominięcia AUTO), z nietypową obudową, ale raczej nie polecałbym bardziej zaawansowanym użytkownikom. Pomijając wszystko inne, w tej cenie można znaleźć lepszy miernik — nawet opisywany onegdaj przeze mnie MESTEK 100. Natomiast uważam, że dla „młodego”, a szczególnie takiego, który potrzebuje miernika wyróżniającego się — może być.
Co prawda nie sądzę, by ktoś z Kolegów posiadał ten miernik, ale chętnie zapoznałbym się z opinią, gdyby jednak…
Opinię wnuczka przytoczę po jakimś czasie — pewnie po wakacjach. Ciekawe, czy będzie się różnić od moich przypuszczeń…?
Pozdrawiam serdecznie.
Fajne? Ranking DIY