Właściwie to cały trick polega jedynie na wyciagnięciu sygnału na zewnątrz obudowy, tak, żeby można było podłączyć jakaś sensowną antenę.
Potrzebna do tego będzie specjalna przejściówka ze złącza U.fl na gniazdo SMA. Do kupienia za dosłownie paręnascie złotych. rys.1
Liveboxa rozbiera się bardzo łatwo, wystarczy odkręcić cztery gwiazdkowe śrubki i delikatnie rozłożyć obudowę. Przerobiłem już kilka takich sprzętów i nie spotkałem się jeszcze z plombami gwarancyjnymi, więc można spokojnie działać. Po otwarciu odnajdujemy moduł nadawczy i wypinamy z niego kabelek jaki odzie w stronę płyty głównej, na której wytrawiona jest pseudo antena. Rys.2
Gniazdo SMA montuję na klej, na gorąco. Przekładam przewód przez jeden z otworów w bocznej ściance i wciskam oraz zaklejam gniazdo. Łatwo to później zdemontować przy oddaniu LiveBoxa. Nie pozostaje praktycznie żaden ślad ingerencji. Na koniec podpinamy nasz kabelek do gniazdka w module nadawczym i skręcamy sprzęt.
Zewnętrzna antena to już wybór użytkownika. Czy ma to być jakaś dookolna do użytku w domu, czy też kierunkowa (panel, yaga, sektor) do połączenia na większe odległości.
Na rysunkach 3 i 4 widać prostą antenkę jaką zrobiłem na poczekaniu. Jest to biquad wytrawiony na laminacie. Dość dobrze sprawdza się w warunkach domowych.
Do jej montażu wykorzystałem starą antenkę jaką dostałem kiedyś w komplecie z kartą WiFi. To tzw. (pipka) Wykorzystałem z niej przewód z wtyczką RSMA oraz podstawę.
Fajne? Ranking DIY
