Witam. Mam pytanko. A więc z góry dodam, że z komputerem nic nie robię specjalnego, jedyne co na nim uruchamiam to przeglądarka, i czasem gierki z 2003 - 2006 roku, co nie oznacza, że nie pójdą te z 2013 (z lagami, ale pójdą). Nie ważne. Wracam sobie do domu, włączam komputer z myślą, że zaraz sobie pogram a tu jebs, informacja przy włączaniu komputera, jeszcze zanim wyskakuje okno windows (mam windows 7), że nie odnaleziono żadnego dysku na tym komputerze (oczywiście po angielsku), ja tak patrze wmurowany, no nie wierze. Jeszcze raz go włącze, dobra wyskoczyło mi coś, że komputer został źle wyłączony i czy chce naprawić jakieś tam błędy, oczywiście dałem tak, coś tam się powczytywało jakieś pierdoły. Włączam jeszcze raz znowu to samo. No to ja znowu odpalam kompa tym razem, komputer się włączył całkowicie normalnie jednak na pulpicie pozostało, ponieważ komputer zlagował mi się dosłownie na 10 minut i potem wyskoczył tzw. Blue screen. Potem włączyłem go od nowa i taki jakby cykl powtórzyłem ze 3 razy, ale nic to nie daje. Teraz wszedłem na tryb awaryjny i próbowałem pokasować, jakieś rzeczy z dysku twardego, myśląc, że może dysk jest tak zapchany, że nie może się komputer włączyć i że nie może go odszukać czy coś takiego, ale nic z tego, mam jeszcze 40GB wolnego miejsca na obydwu partycjach i dalej nici. Co z tym zrobić?
P.S
Jeżeli zły dział to przepraszam, na szybko szukałem, bo w tym trybie awaryjnym to ciężko cokolwiek zdziałać.
P.S
Jeżeli zły dział to przepraszam, na szybko szukałem, bo w tym trybie awaryjnym to ciężko cokolwiek zdziałać.