Cześć, niedawno kupiłem fiata seicento 900 rocznik 2000, wszystko chodziło elegancko - palił na rys nawet na powaznej rezerwie (rzadko do tego dopuszczałem) niestety przedwczoraj przestał działać rozrusznik, a przynajmniej tak mi się wydawało więc odpalałem go na pych, z ciekawosci zanim na dobre stanął(zaczęło go nieco przerywać więc skojarzyłem objawy z lanosa kolegi) zmierzyłem napięcie na aku kiedy silnik pracował i wniosek nasunął się sam - 11V = brak ładowania. Podłączyłem akumulator do prostownika żeby jeszcze coś z niego było i dziś zakupiłem alternator na szrocie. Włożyłem podładowany akumulator (ładowałem go dziś 4 godziny w trybie 60Ah, akumulator ma pojemność 55Ah) i zonk, zakręcił może z 10 sekund na rozruszniku i dalej nie kręcił. Co ciekawe podczas pierwszego obrotu rozrusznika było czuć że silnik "ruszał". Zadzwoniłem po kolegę z kablami rozruchowymi, kolega przyjechał, wszystko podłączyliśmy i samochód odpalił. Daliśmy mu chwilę i zgasiliśmy samochód kolegi. Sei zaczął gubić jałowe obroty, zachowywał się jakby brakowało mu paliwa po czym zgasł na dobre. Kręcenie rozrusznikiem czy z przewodami czy bez przynosi ten sam efekt - samochód nie zapala. Kilka dni wcześniej miałem podobny problem, rozrusznik kręcił, ale seicento nie zapalało nawet na pych, dopiero po długim kręceniu zebrało się w sobie i odpaliło.
Od czego powinienem zacząć szukanie usterki? Samochód nie jest jakimś super-daily i w razie czego jestem gotowy go oddać na złom gdyż i tak został mu miesiąc opłat i jest do tzw. "zarżnięcia" więc gdybym coś miał zepsuć to nie zaboli mnie to aż tak bardzo, a zawsze można się czegoś nauczyć
Dziękuję za odpowiedzi
Od czego powinienem zacząć szukanie usterki? Samochód nie jest jakimś super-daily i w razie czego jestem gotowy go oddać na złom gdyż i tak został mu miesiąc opłat i jest do tzw. "zarżnięcia" więc gdybym coś miał zepsuć to nie zaboli mnie to aż tak bardzo, a zawsze można się czegoś nauczyć