Dość ciekawe, ale może i kontrowersyjne spostrzeżenia rodaka, który jakiś czas temu wyjechał do USA. Szczerze mówiąc, to nie pomyślałbym, że w USA mają o nas takie mniemanie. Gdzie np. w Niemczech mówią, że jak zniknęło ci auto z placu, to szukaj go w Polsce. No ładnie się na tym świecie porobiło.
Poniżej fragment z jakiegoś artykułu na Onecie:
Rafał Olbiński to jeden z najpopularniejszych polskich malarzy, grafików i twórców plakatów. Jego dzieła kupowane są na całym świecie za dziesiątki tysięcy dolarów. W rozmowie z Plejadą zdradził jednak, że bycie Polakiem nie pomagało mu w osiągnięciu sukcesu. - Gdy przedstawiałem się jako malarz z Nowego Jorku, wszyscy darzyli mnie szacunkiem - wyznał.
Rafał Olbiński to twórca ponad 2 tysięcy obrazów.
Obecnie za swoją pracę zgarnia krocie, ale początki jego kariery wcale nie wyglądały kolorowo. Miałem kiedyś dwie wystawy w Japonii. Gdy tam przyjechałem i mówiłem, że jestem artystą z Polski, nikt nie był mną zainteresowany. Gdy przedstawiałem się jako malarz z Nowego Jorku, wszyscy darzyli mnie szacunkiem. Niestety tak to wygląda. W szczególności, że postawił wszystko na jedną szalę i wyjechał pracować do Stanów Zjednoczonych.
W Ameryce Polak to synonim głupka. Jak ktoś mówi ci: "you are Polak" to znaczy, że uważa, że jesteś prymitywnym debilem. Na taką opinię przez lata zapracowała Polonia, zamykając się w parafialnych gettach w Chicago czy Nowym Jorku. Ci ludzie nie wychylają nosa poza swoją dzielnicę, są niewykształceni, nie mają żadnych ambicji. Ich nauka zakończyła się na lekturze katechizmu.
Prawdę mówiąc, dziś jest podobnie, gdy pojedzie się na białostocką czy podkarpacką wieś.
Dla porównania, pierwsze pokolenie imigrantów z Korei prowadziło małe sklepy, ale już ich dzieci studiowały prawo lub medycynę, uczyły się najlepiej na uczelni, a potem zrobiły kariery. Polacy zostają za to w zawodach swoich rodziców. Jeśli ojciec pracował na budowie, to jego syn też. Jeśli matka sprzątała w biurowcach, to córka robi to samo. Nie mówię, że tak żyją wszyscy, ale przeciętnie tak to wygląda. Skąd zatem Amerykanie mają mieć dobre zdanie o Polakach? Gdy przychodziłem na jakieś przyjęcie i ktoś usłyszał, skąd pochodzę, to po chwili słyszałem żarty o głupich Polakach - dodał.
Rafał Olbiński z dumą przyznaje jednak, że nie czuje się gorszy od innych osób.
Mimo że nie ukończyłem Harvardu, moje wykształcenie na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej stawiało mnie grubo powyżej przeciętnego poziomu w społeczeństwie amerykańskim. W sytuacjach tego typu konfrontacji okazywałem rodzaj pogardliwego poczucia wyższości, co skutecznie studziło entuzjazm opowiadaczy "polskich dowcipów" - stwierdził.
Poniżej fragment z jakiegoś artykułu na Onecie:
Rafał Olbiński to jeden z najpopularniejszych polskich malarzy, grafików i twórców plakatów. Jego dzieła kupowane są na całym świecie za dziesiątki tysięcy dolarów. W rozmowie z Plejadą zdradził jednak, że bycie Polakiem nie pomagało mu w osiągnięciu sukcesu. - Gdy przedstawiałem się jako malarz z Nowego Jorku, wszyscy darzyli mnie szacunkiem - wyznał.
Rafał Olbiński to twórca ponad 2 tysięcy obrazów.
Obecnie za swoją pracę zgarnia krocie, ale początki jego kariery wcale nie wyglądały kolorowo. Miałem kiedyś dwie wystawy w Japonii. Gdy tam przyjechałem i mówiłem, że jestem artystą z Polski, nikt nie był mną zainteresowany. Gdy przedstawiałem się jako malarz z Nowego Jorku, wszyscy darzyli mnie szacunkiem. Niestety tak to wygląda. W szczególności, że postawił wszystko na jedną szalę i wyjechał pracować do Stanów Zjednoczonych.
W Ameryce Polak to synonim głupka. Jak ktoś mówi ci: "you are Polak" to znaczy, że uważa, że jesteś prymitywnym debilem. Na taką opinię przez lata zapracowała Polonia, zamykając się w parafialnych gettach w Chicago czy Nowym Jorku. Ci ludzie nie wychylają nosa poza swoją dzielnicę, są niewykształceni, nie mają żadnych ambicji. Ich nauka zakończyła się na lekturze katechizmu.
Prawdę mówiąc, dziś jest podobnie, gdy pojedzie się na białostocką czy podkarpacką wieś.
Dla porównania, pierwsze pokolenie imigrantów z Korei prowadziło małe sklepy, ale już ich dzieci studiowały prawo lub medycynę, uczyły się najlepiej na uczelni, a potem zrobiły kariery. Polacy zostają za to w zawodach swoich rodziców. Jeśli ojciec pracował na budowie, to jego syn też. Jeśli matka sprzątała w biurowcach, to córka robi to samo. Nie mówię, że tak żyją wszyscy, ale przeciętnie tak to wygląda. Skąd zatem Amerykanie mają mieć dobre zdanie o Polakach? Gdy przychodziłem na jakieś przyjęcie i ktoś usłyszał, skąd pochodzę, to po chwili słyszałem żarty o głupich Polakach - dodał.
Rafał Olbiński z dumą przyznaje jednak, że nie czuje się gorszy od innych osób.
Mimo że nie ukończyłem Harvardu, moje wykształcenie na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej stawiało mnie grubo powyżej przeciętnego poziomu w społeczeństwie amerykańskim. W sytuacjach tego typu konfrontacji okazywałem rodzaj pogardliwego poczucia wyższości, co skutecznie studziło entuzjazm opowiadaczy "polskich dowcipów" - stwierdził.