netTv napisał:
Chcesz być dobry a sam sobie możesz strzelić w kolano. Czasami trzeba odpuścić, paradoksalnie jeśli dotkniesz się do anteny "na trytyki", a ona wyrządzi szkodę to masz współudział.
Jako osoba zawodowo wykonująca instalacje nie powinieneś nic robić z instalacja jeśli właściciel nie zaakceptuje poprawnego montażu. Co więcej, właściciel anteny, może w trudnej sytuacji obwiniać Ciebie o powstanie zagrożenia, ponieważ ty byłeś ostatnią osobą, która majstrowała przy antenie.
Rachunek ekonomiczny czasami trzeba sobie odpuścić, aby chronić siebie.
Jeśli chodzi o bezpieczeństwo to zgadzam się w 100%. W zasadzie to nie wiem, dlaczego dałem się wtedy namówić na to ustawienie. Chyba tylko dlatego, że antena wisiała nad trawnikiem między blokami i szansa, że tam ktoś będzie przechodził była zerowa ale zawsze wiatr mógł ją porwać dalej

. Byłem wtedy młodszy, bardziej "pazerny" na kasę. Dzisiaj bym takiej głupoty nie zrobił. Jak to Duńczyk mówił: "z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk a rośnie popyt na święty spokój". Dzisiaj, jak klient robi problemy to w tył zwrot i do(nie)widzenia. Jak pracowałem w serwisie RTV była taka złota zasada, żeby samemu nie podchodzić i nie włączać uszkodzonego tv. Klient musiał sam zademonstrować co się dzieje. Koledzy z mojego pokolenia pamiętają zapewne telewizory, które działały, dopóki były włączone. Po wyłączeniu z sieci i ponownym włączeniu było wielkie bum

. Przy serwisie anten też się często przydaje ta zasada. Najbardzej ekstemalne przeżycie miałem, jak jeszcze pracowałem na etacie. Otwieramy właz na stromym dachu (jakaś stara kamienica) a właz przywiązany kablem elektrycznym, kabel się zrywa i właz ląduje na podwórzu, na którym bawią się dzieci. Ale byliśmy wtedy posrani