@kaleron No to słuchaj tego
Za covida szef przywoził mi sprzęt do domu, naprawiałem go w domu, przy użyciu prywatnych narzędzi, prywatnego miejsca, prywatnego prądu i prywatnego internetu. Nie ingerujmy w to, w jaki sposób się z tej roboty rozliczaliśmy - chodzi mi jedynie o to, że mi osobiście jest WYGODNIEJ pracować u siebie.
Co więc mnie interesują jego koszty? Przecież on nie szuka pracownika, żeby pomóc komuś przeżyć, tylko żeby odwalał brudną robotę za niego.
Nie wiem, masz mnie za idiotę? Myślisz że nie wiem ile kasy zgarnia za zlecenie?
Średnio raz w roku mamy robotę, którą w sumie wykonuję w 100% sam, za którą inkasuje - na czysto - 100k PLN.
Uczciwie by było podzielić się - nawet 20/80 - bo jego sprzęt, jego klient, jego pomysł, jego inwestycja - ale dla mnie "bonus" za odwalenie całej roboty samemu, że mógł sobie z klientem wypić kawkę i kręcić dalsze biznesy. Ba, nie potrzebuję jego sprzętu - mogę jeździć swoim autem, ze swoim sprzętem - ale w tym wypadku, to jemu się opłaca wrzucać auto, paliwo i zakup kolejnych "zabawek" w koszta, zamiast płacić mi za amortyzację sprzętu, czy ew. odpowiednio więcej, ale de facto w ramach dokładnie tego samego.
Wiesz ile takie wielkie przedsięwzięcie mi zajmuje? 3, góra 5 dni roboczych, zależnie od tego co jest do zrobienia.
Także z całym szacunkiem, ale nie piernicz mi tu jak to pracodawcy nie jest ciężko, bo przecież może zrezygnować z pracowników, jeśli minimum nie zarabiają na siebie - a jak tak trudno mu firmę prowadzić, to zawsze może wrócić na etat, prawda?
Ja nie mówię, broń Boże, że każdy jeden hurr prywaciarz durr, to złodziej, sknera, wyzyskiwacz i manipulator - ba, większość prywaciarzy jakich znam opłaca swoich pracowników minimum godnie - ot chociażby zaznajomiony warsztat, chłopaki dostają "%" od każdego odrestaurowanego zabytkowego pojazdu - bo tam trzeba włożyć odrobinę serduszka - podstawę to mają płaconą za "daily" obowiązki warsztatowe - wymiana oleju, opon czy jakieś naprawy.
Więc tak, najmniej w moim przypadku mam 100% pewności, że zarabiam na dwa swoje byty w firmie - jedną taką robotą w ciągu roku - a pomniejszych, z których też jest fajny pieniądz już nawet nie muszę liczyć, bo to po prostu kolejne szekle w bezdennej kieszeni wiecznie urlopującego prezesa
Ja naprawdę aż tak zielony w temacie prowadzenia firmy nie jestem - kolega dopiero co zamknął swój warsztat motocyklowy, bo zajechały go koszta.
PS - zatrudnienie pracownika na ostatnie pół roku tak naprawdę pomogło mu przedłużyć żywotność serwisu - a pracownik nie pracował za przysłowiowe odpadki
A to jest faktem, dostajesz "karę" na pysk, za to że pracujesz, po czym w sklepie dostajesz dodatkową karę na pysk, za to że chcesz coś do tego pyska włożyć.
A żeby te kary jeszcze cokolwiek w kraju zmieniały na lepsze
Za covida szef przywoził mi sprzęt do domu, naprawiałem go w domu, przy użyciu prywatnych narzędzi, prywatnego miejsca, prywatnego prądu i prywatnego internetu. Nie ingerujmy w to, w jaki sposób się z tej roboty rozliczaliśmy - chodzi mi jedynie o to, że mi osobiście jest WYGODNIEJ pracować u siebie.
Co więc mnie interesują jego koszty? Przecież on nie szuka pracownika, żeby pomóc komuś przeżyć, tylko żeby odwalał brudną robotę za niego.
Nie wiem, masz mnie za idiotę? Myślisz że nie wiem ile kasy zgarnia za zlecenie?
Średnio raz w roku mamy robotę, którą w sumie wykonuję w 100% sam, za którą inkasuje - na czysto - 100k PLN.
Uczciwie by było podzielić się - nawet 20/80 - bo jego sprzęt, jego klient, jego pomysł, jego inwestycja - ale dla mnie "bonus" za odwalenie całej roboty samemu, że mógł sobie z klientem wypić kawkę i kręcić dalsze biznesy. Ba, nie potrzebuję jego sprzętu - mogę jeździć swoim autem, ze swoim sprzętem - ale w tym wypadku, to jemu się opłaca wrzucać auto, paliwo i zakup kolejnych "zabawek" w koszta, zamiast płacić mi za amortyzację sprzętu, czy ew. odpowiednio więcej, ale de facto w ramach dokładnie tego samego.
Wiesz ile takie wielkie przedsięwzięcie mi zajmuje? 3, góra 5 dni roboczych, zależnie od tego co jest do zrobienia.
Także z całym szacunkiem, ale nie piernicz mi tu jak to pracodawcy nie jest ciężko, bo przecież może zrezygnować z pracowników, jeśli minimum nie zarabiają na siebie - a jak tak trudno mu firmę prowadzić, to zawsze może wrócić na etat, prawda?
Ja nie mówię, broń Boże, że każdy jeden hurr prywaciarz durr, to złodziej, sknera, wyzyskiwacz i manipulator - ba, większość prywaciarzy jakich znam opłaca swoich pracowników minimum godnie - ot chociażby zaznajomiony warsztat, chłopaki dostają "%" od każdego odrestaurowanego zabytkowego pojazdu - bo tam trzeba włożyć odrobinę serduszka - podstawę to mają płaconą za "daily" obowiązki warsztatowe - wymiana oleju, opon czy jakieś naprawy.
Więc tak, najmniej w moim przypadku mam 100% pewności, że zarabiam na dwa swoje byty w firmie - jedną taką robotą w ciągu roku - a pomniejszych, z których też jest fajny pieniądz już nawet nie muszę liczyć, bo to po prostu kolejne szekle w bezdennej kieszeni wiecznie urlopującego prezesa
Ja naprawdę aż tak zielony w temacie prowadzenia firmy nie jestem - kolega dopiero co zamknął swój warsztat motocyklowy, bo zajechały go koszta.
PS - zatrudnienie pracownika na ostatnie pół roku tak naprawdę pomogło mu przedłużyć żywotność serwisu - a pracownik nie pracował za przysłowiowe odpadki
kaleron napisał:bo zbyt dużo z tej pracy wyciąga Ojczyzna
A to jest faktem, dostajesz "karę" na pysk, za to że pracujesz, po czym w sklepie dostajesz dodatkową karę na pysk, za to że chcesz coś do tego pyska włożyć.
A żeby te kary jeszcze cokolwiek w kraju zmieniały na lepsze