Uwaga kierowcy! Złodzieje nie muszą już używać łamaków do zamków lub drogich skanerów, żeby otworzyć samochód. Do lamusa przechodzi też wybijanie szyb. Na parkingach przed hipermarketami dezaktywują alarmy zwykłą krótkofalówką o wzmocnionej mocy nadawczej
W ciągu kilku ostatnich tygodni śląscy policjanci namierzyli kilka złodziejskich dziupli, przejęli też porzucone wozy, którymi uciekali złodzieje samochodów. Znaleziono w nich kilka krótkofalówek o dużej mocy nadawczej. Policjanci początkowo myśleli, że złodzieje rozmawiają przez nie w czasie akcji. Okazało się jednak, że służą one do dezaktywacji alarmów samochodowych. To najnowszy sposób kradzieży aut.
Jak to działa? Uzbrojeni w krótkofalówki złodzieje czatują głównie na parkingach przed śląskimi hipermarketami i obserwują wjeżdżające auta. Jeżeli jakieś ich interesuje, jadą za nim i parkują w pobliżu. Kiedy kierowca wysiada, włączają krótkofalówkę. Zakłóca ona sygnały wysyłane przez pilota do znajdującej się w aucie centralki alarmu. A to oznacza, że nie tylko nie zadziała centralny zamek, ale także nie uzbroi się alarm.
Z zewnątrz widać, że coś jest nie tak, bo nie zaryglują się drzwi, nie zamigają kierunkowskazy i nie włączy się sygnał dźwiękowy potwierdzający uruchomienie alarmu. - Tyle że kierowcy z reguły nie zwracają na takie rzeczy uwagi lub, co gorsza, sami wyłączają sygnał, bo ich denerwuje - tłumaczy oficer policji.
Dalej jest już dziecinnie prosto. Uzbrojeni w komputer złodzieje wsiadają do niezamkniętego auta i obchodzą immobilizer. Potem pracują nad blokadą skrzyni biegów, pedałów lub kierownicy. Mają komfort pracy, bowiem jeden ze złodziei śledzi w tym czasie właściciela auta. Jeżeli ten wróci szybciej, niż przewidywano, telefonicznie daje cynk kolegom.
Na razie policja nie jest w stanie podać, ile samochodów skradziono w ten sposób. Jednak na początku lipca szef śląskiej policji powołała wydział do walki ze złodziejami samochodów. Ściągnięto do niego najlepszych oficerów z terenu.
orginał newso: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2250162.html
***************
Kolejny przyklad na to jak prymitywna technologia potrawi obejsc skomplikowane zabeZpieczenia.
W ciągu kilku ostatnich tygodni śląscy policjanci namierzyli kilka złodziejskich dziupli, przejęli też porzucone wozy, którymi uciekali złodzieje samochodów. Znaleziono w nich kilka krótkofalówek o dużej mocy nadawczej. Policjanci początkowo myśleli, że złodzieje rozmawiają przez nie w czasie akcji. Okazało się jednak, że służą one do dezaktywacji alarmów samochodowych. To najnowszy sposób kradzieży aut.
Jak to działa? Uzbrojeni w krótkofalówki złodzieje czatują głównie na parkingach przed śląskimi hipermarketami i obserwują wjeżdżające auta. Jeżeli jakieś ich interesuje, jadą za nim i parkują w pobliżu. Kiedy kierowca wysiada, włączają krótkofalówkę. Zakłóca ona sygnały wysyłane przez pilota do znajdującej się w aucie centralki alarmu. A to oznacza, że nie tylko nie zadziała centralny zamek, ale także nie uzbroi się alarm.
Z zewnątrz widać, że coś jest nie tak, bo nie zaryglują się drzwi, nie zamigają kierunkowskazy i nie włączy się sygnał dźwiękowy potwierdzający uruchomienie alarmu. - Tyle że kierowcy z reguły nie zwracają na takie rzeczy uwagi lub, co gorsza, sami wyłączają sygnał, bo ich denerwuje - tłumaczy oficer policji.
Dalej jest już dziecinnie prosto. Uzbrojeni w komputer złodzieje wsiadają do niezamkniętego auta i obchodzą immobilizer. Potem pracują nad blokadą skrzyni biegów, pedałów lub kierownicy. Mają komfort pracy, bowiem jeden ze złodziei śledzi w tym czasie właściciela auta. Jeżeli ten wróci szybciej, niż przewidywano, telefonicznie daje cynk kolegom.
Na razie policja nie jest w stanie podać, ile samochodów skradziono w ten sposób. Jednak na początku lipca szef śląskiej policji powołała wydział do walki ze złodziejami samochodów. Ściągnięto do niego najlepszych oficerów z terenu.
orginał newso: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2250162.html
***************
Kolejny przyklad na to jak prymitywna technologia potrawi obejsc skomplikowane zabeZpieczenia.