Freddy napisał: bearq napisał: Na większości uczelni w PL taki poziom jest wręcz egzotyczny a sama praca uważana by była za świetną. Uwierz mi że poziom tej pracy jest naprawdę wysoki w porównaniu do innych. Czego to promotorzy nie robią dla pieniędzy. ..
Wierzę, ale to tylko świadczy o polskich uczelniach i to na pewno nie świadczy dobrze.
Powiem w ten sposób. Na kierunku było 70 osób. Ja oraz kolega zrobiliśmy pracę na AVR, inny kolega natomiast zrobił aplikację na Androida. I tyle było prac praktycznych. I problem jest w tym co mówisz, promotor bierze od cholery prac dyplomowych, żeby zbijać kasę. A gdy chciałem się go o cokolwiek spytać to nie było takiej szansy. Prawdopodobnie nawet słowa nie przeczytał w mojej pracy. Teraz, gdy zmieniłem kierunek i wydział, jest zupełnie inna sytuacja. Także robię pracę praktyczną, z tym że polegającą w głównej mierze na przeprowadzeniu pomiarów. W tej chwili do promotora mogę zadzwonić w każdej chwili, jeśli jest na uczelni to pożyczy mi sprzęt do pomiarów (gdy nie jest akurat potrzebny na zajęciach). Nie ma najmniejszego problemu by wysłać mu fragment pracy, widać że to czyta, wprowadza poprawki, daje sugestie. Zupełnie inny świat.
Citek napisał: Jestem ciekaw w jakim mieście studiowałeś?
Nie chcę mówić na forum publicznym, bo wiele miałbym do powiedzenia na temat niektórych prowadzących.
Citek napisał: Ogólnie to przychylam się do większości wypowiedzi - projekt jest mizerny. Szczerze, trochę wstyd to było pokazywać na obronie.
Szczerze? Jedyną osobą, która była zainteresowana projektem był profesor z innej uczelni (medycznej), który był obecny na obronie. Inni mieli takie podejście, że skoro zrobiłem coś praktycznego to już jest świetnie.
Citek napisał: Jeżeli chodzi o wykonanie to rozumiem, że mogłeś nie mieć potrzebnych narzędzi, ale myślę że jakąś wkrętarkę/wiertarkę, "kawałek" wiertła i mały pilnik może gdzieś byś pożyczył. Nie masz jakiegoś wujka, kuzyna czy sąsiada, który trochę majsterkuje?
Wszyscy, o których myślałem mają zwykłą wiertarkę z hipermarketu (tak samo jak ja). Która średnio nadaje się do robienia czegokolwiek delikatnego, bo nawet przy wyłączonym udarze zwyczajnie niszczy się obudowa.
Citek napisał: Aż dziw, że jeszcze nie było tekstu:
- po co taki duży procek, przecież starczyłaby atmega8 lub jakiś attiny

To chyba było trochę na zapas, myślałem że wykorzystam więcej pinów, więcej przerwań, więcej pamięci. I początkowo rzeczywiście tak było, jednak ostatecznie np. udało się zrobić coś przy użyciu mniejszej liczby przerwań itd.
kundzios napisał: erykko dział elektroniki/elektryki na prawie każdym wydziale mechanicznym jest traktowany po macoszemu, bo mało kto tam się zna na tym, albo słaby poziom kwitują brakiem czasu na wciśnięcie większej ilości zajęć. Dla mnie prowadzący zajęcia za BASCOM'a powinien być wyrzucony. Od uczelni oczekuję profesjonalizmu, a nie nauki języka który w większości używany jest przez hobbystów, nie znam żadnej firmy która tego używa do komercyjnych projektów. Gdybym u swojego pracodawcy powiedział że nie znam C, ale za to BASCOM'a to od razu wyleciałbym z kwitkiem. Na szczęście nauczyłeś się samodzielnie C. Jako ciekawostkę dodam że na mojej politechnice na wydziale mechanicznym uczyli programowania interfejsów PC w MATLAB'ie, zamiast C, C++, czy czegoś wyższego poziomu C#/java itd.
U mnie na wydziale mechanicznym była katedra zajmująca się programowaniem na mikrokontolerach. I nawet nie mieli żadnych płytek, nic. Zresztą na tej uczelni to bieda aż piszczy. Zanim zamówili, zanim zakończył się przetarg to semestr się niemalże skończył, a my sobie te mikrokontrolery mogliśmy co najwyżej obejrzeć w internecie. I wiem, że Bascom to archaizm (tzn. można w tym programować, ale w domu, bo nie ma to jakiegoś praktycznego zastosowania), ale wyboru nie miałem. A przedmiot cudownie się nazywał i dobrze zapowiadał, a wyszło jak zwykle...
A Matlab nie jest taki zły (nawet go polubiłem w ostatnim semestrze), z tym że wydaje mi się, że także ma zastosowania głównie akademickie. Nie wiem czy jest jakoś szerzej wykorzystywany.
kundzios napisał: Z twojego opisu, jak praca była oceniana, widzę że nie wiele różni się to na różnych uczelniach, ważny jest tekst, część fizyczna może nie istnieć

.
Nie do końca. Mam kilku znajomych, którzy np. zaczynali studia razem ze mną (z tym, że na innym kierunku) i kończyli gdzie indziej. I nagle okazuje się, że to zupełnie inny świat, gdzie prowadzący znają się także na praktyce, a nie tylko teorii, gdzie laboratoria mogą być świetnie wyposażone. Prosty przykład, u mnie na hamowni jakiś 20-letni silnik, którego szkoda zmarnować, u kolegi co miesiąc przyjeżdża nowy silnik, tak by studenci mogli go wypróbować z każdej strony. Jak zostanie zniszczony to żaden problem, za kilka dni będzie nowy.
kundzios napisał: Freddy Uczelnie robią dużo teoretyków, bo taki jest tok studiów/zajęć. W pracy inżynierskiej oceniane są głównie dwa punkty "Przyjęte rozwiązania projektowe" i "Założenia projektowe", rozwiązanie praktycznie to poboczny element. Dlatego takie oceny, niestety ktoś z góry takie głupoty wymyśla i później takie efekty...
Ujmę to w ten sposób, mimo że miałem temat niby praktyczny, to dla mojego promotora wystarczające by było, gdybym
opisał jak to zrealizować. To chyba nie wymaga komentarza.
Freddy napisał: kundzios Na szczęście są jeszcze uczelnie prawdziwe, a nie te walczące o pieniądze studenta i o nic więcej. Tam za pieniądze praktycznie załatwiasz wszystko.
Na prawdziwej, porządnej uczelni autor wyleciałby z hukiem za drzwi z takim wykonaniem urządzenia.
Nie, nie byłem na studiach zaocznych. I wiem, że są inne uczelnie. Ale wyobraź sobie, że nie każdy ma rodziców, którzy mu zafundują studiowanie w innym mieście. Dlatego też po przejściu przez beznadziejny I stopień zmieniłem kierunek. Oczywiście wiązało się to z odrabianiem przedmiotów itp., ale przynajmniej widzę, że ci ludzie chcą mnie czegoś nauczyć, posiadają także wiedzę, którą w większości potrafią przekazać. Zmiana wydziału spowodowała, więc zmianę atmosfery, jednak nadal pozostał jeden problem-pieniądze i laboratoria, które przypominają głęboki PRL.
tatanka napisał:
Bez przesady.
1 )Wystarczy kawałek białej kartki, cienkopis, linijka, nożyk ( skalpel ), klej.
Narysować, zalaminować, powycinać i przykleić.
2) Oprawki na diody kosztują po 50gr., Przyciski mogły być przykręcane do obudowy lub na dżojstiku ( wygodniejsze w obsłudze ) wtedy zasilanie spokojnie zmieściło by się w środku.
Dowolny warsztat ślusarski wytnie za 10zł pod LCD.
Powiem szczerze, że nawet nie wiedziałem z czym się to wszystko je. Pierwszy raz wykonywałem jakąś obudowę. I przy niej rzeczywiście popełniłem mnóstwo błędów. Jakbym tego nie upchał, raczej zasilanie by nie weszło do obudowy, bo był problem nawet z grubością baterii. Jeśli chodzi o przyciski to też nie miałem pojęcia jakie zastosować itd. Nawet do stabilizacji płytki we wnętrzu obudowy użyłem... kawałka chlapacza z samochodu. Bo nic innego nie przychodziło mi do głowy. A chciałem pokazać, że coś takiego można zmontować i będzie działać. A nie opisać jak mógłbym coś takiego wykonać.
Freddy napisał: No właśnie kolego, czytanie ze zrozumieniem się kłania, pracę robisz raz w życiu, trzeba przysiąść a nie balować. Trochę poświęcenia i staranności.
Dlatego przysiadłem. Takie przenośne urządzenie to był jeden element, kolejny to program na PC. I tak jak mówię, najgorszym elementem ewidentnie jest obudowa, wykonana beznadziejnie. Chociaż zdjęcie nie przedstawia jeszcze ostatecznego efektu, ponieważ np. wokół wyświetlacza wykonałem czarnym klejem na gorąco obramowanie. A przyciski i diody też zupełnie inaczej wyglądają, gdy doklei się do nich etykiety.
Freddy napisał: Normalnie rozpłaczę się chyba, żal było czterech piwa na nożyk, brzeszczot i wiertło ?
Podobno chłopaki nie płaczą, ale co ja tam wiem. Jedną obudowę zniszczyłem robiąc w niej dziury zwykłą wiertarką (zwyczajnie pękła). Tutaj chciałem zachować ją w całości. I nie każdy sra pieniędzmi, tylko niektórzy jak dorośleją to nagle zapominają, że kiedyś nie mieli zbyt dużo. A takie głupie książki do nauki języka C pochłonęły naprawdę dużo pieniędzy, już nie mówiąc o innych komponentach.
Freddy napisał: No to co ? Wersja demo nie to nie ma żadnego znaczenia, to są błędy merytoryczne.
Jeśli chodzi o "R" zamiast greckiej omegi to w wersji finalnej zastąpiłem ją napisem Ohm. Widzę, że mam kilka różnych wersji tego schematu. W każdym razie problem polegał na tym, że wklepać można było jedynie litery w zakresie od A do Z, czyli alfabet łaciński. I widziałem właśnie takie schematy gdzieś w internecie, dlatego nimi się sugerowałem.
Freddy napisał: Dzień czytania i prób i już poprawnie rysujesz.
Z płytką miałem jakiś problem, już nie pamiętam o co chodziło. Pewnie o rozstaw punktów lutowniczych itp. W każdym razie pytałem się kolegi jak on będzie wykonywał swój projekt (analogiczny do mojego-na mikrokontrolerze AVR) i zrobił dokładnie tak samo, czyli na płytce uniwersalnej. Obudowę niestety miał zrobioną tak samo jak ja. O ile do obudowy beznadziejnej się przyznaję, o tyle płytki uniwersalnej nie uważam za błąd. Po to ktoś je wymyślił by na nich lutować. W końcu do budowania prototypów używa się stykówek, a na uniwersalnej można już coś zmontować.
Freddy napisał: Kolego, to nie są żadne tłumaczenia, zrobiłeś to niechlujnie, niestarannie i tyle.
Dlatego do beznadziejnej obudowy się przyznaję. I pewnie dzisiaj zrobiłbym to zupełnie inaczej. Podoba mi się natomiast to, że udało mi się jako tako ogarnąć C. Choć też łatwo nie było, bo nawet w źródłach książkowych różne są szkoły programowania i ciężko było podjąć decyzję, w którą stronę pójść.
I powiem jeszcze tak, nie jest najważniejsza obudowa. Swego czasu złożyłem swoje CV do Siemensa, na stanowisko inżyniera serwisu. I co ciekawe kazali mi przysłać swoją pracę inżynierską. Okazało się, że została pozytywnie oceniona, więc oni ewidentnie nie patrzyli na obudowę. Bo jakby patrzyli to by od razu dali sobie spokój