kkas12 napisał: Więc w papierach na podstawie których założono licznik jest wzmianka o pomiarach i gdzie się one (protokoły) znajdują.
Więc mamy poświadczenie nieprawdy.
Hmm. Protokół jest (z tym jednym pomiarem i oględzinami z błędami) i traktują go (elektryk i dew.) jako wystarczający.
W druku ZI do Taurona jest taki tekst:
"Działając jako właściciel obiektu/zarządzający obiektem, na podstawie dokumentacji obiektu, w tym protokołu sprawdzenia i badania instalacji elektrycznej oświadczam, że instalacja elektryczna w powyższym obiekcie (od miejsca rozgraniczenia własności) została wykonana i sprawdzona zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa i nadaje się do załączenia pod napięcie."
oraz:
"Działając jako elektryk, nr świadectwa kwalifikacyjnego w zakresie dozoru , na podstawie dokumentacji obiektu oraz przeprowadzonego sprawdzenia i badania instalacji elektrycznej oświadczam, że instalacja elektryczna w powyższym obiekcie (od miejsca rozgraniczenia własności) została wykonana i sprawdzona zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa i nadaje się do załączenia pod napięcie, za co przyjmuję całkowitą odpowiedzialność."
Z jednej strony chętnie bym poprosił dewelopera o kopię ZI, ale z drugiej strony to dalej wszystko bazuje na pomiarach (wg elektr. i dew. tych które były możliwe do wykonania, czyli twierdzą że zrobili co mogli) i oświadczeniu elektryka. Mogą twierdzić że wszystko jest ok, bo z tego co rozumiem prawo nie przewiduje dokładnie jakie pomiary muszą być i wystarczy jak ktoś z uprawnieniami oświadczy że jest ok.
kkas12 napisał:
Poza tym gość piszący o szybkim wyłączeniu zasilania powinien sobie naprawdę darować interpretację jakiejkolwiek normy elektryki dotyczącej.
W tym wątku jesteśmy świadkami jak patodeweloperka mózgi ryje i jak szybko znajdą się wyznawcy stawiający ją na równi z prawem.
Zaś najbardziej przerażające jest to, że gdy ZE wymagał w terminie tygodnia od zamontowania licznika dostarczenia reszty protokołów z badań to wtedy żaden domorosło-deweloperski "prawnik" tego nie negował.
Dziś gdy oparto się na zaufaniu i oświadczeniach okazuje się, że uznane zasady wiedzy technicznej są zależne od fantazji samozwańczego "prawnika" dewelopera.
Pod pismem podpisał się mgr inż. z uprawnieniami do kierowania robotami budowlanymi oraz elektryk z uprawnieniami do eksploatacji i dozoru. Nie widać żeby pomagał im prawnik, papier firmowy jest firmy która robiła elektrykę.
Trochę niepokoi mnie to co piszesz, że kwestie pomiarów oparte są na oświadczeniach. Jeśli tak jest, to prawdopodobnie nic nie wskóram bo "jest oświadczenie że jest ok, to jest ok"
Nie wiem na ile ryzykuje wtedy oświadczający elektryk, pewnie jak nic się nie stanie (i lepiej żeby się nie stało) to będzie ok.
Dzięki wszystkim za odpowiedzi, poszukam rzeczoznawcy, spróbuję pociągnąć temat bardziej formalnie, bo mnie nie traktują poważnie.