Zvirek napisał: Jak na razie nie widzę powodów do zachwytów nad klasa D. Owszem, na papierze parametry biją na głowę klasyczne klasy, ale to nie parametry grają.
Odrzuć to, co było blisko trzy dekady temu. Obecne konstrukcje, w tym te z najwyższej półki, to coś odmiennego od tego, co piszesz.
Tak samo współcześnie zaprojektowany stopień mocy w klasie AB/B czy nawet A przebije jakością dźwięku te konstrukcje z końca lat 60-tych i początku 70-tych. Wcześniejsze konstrukcje tranzystorowe były jeszcze bardziej proste i szybko o nich zapomniano. Tranzystory nawet w latach 70-tych były drogie, choć ich ceny spadały.
A teraz zmartwię Ciebie, to parametry właśnie grają, a nie mityczne teorie tworzone tylko po to, by niestety jedynie "wydoić frajerów". To nie tylko cecha branży audiofilskiej. Po prostu wykorzystuje się to, że większość nie ma nawet podstawowej wiedzy. Większość też nawet nie wie, że w wielu przypadkach można to samo mieć, co będzie lepszej jakości, większej trwałości, nie będąc krezusem. Biznesik zrobi wszystko, by klient wierzył jedynie słusznym reklamom. Biznesik też zadba, byś nie zauważał, że świat idzie do przodu. Powtarzasz niestety jeden z najbardziej zakłamanych mitów audio-voo-doo, dzięki którym można zarobić krocie na odkupionym za cenę złomu maksymalnie wyeksploatowanym parku maszynowym. Często nawet sprzedawca dopłaciłby nabywcy tego szrotu, bo utylizacja odpadów jest kosztowna.
Zvirek napisał:
Sytuacja przypomina mi czasy, gdy świat zachwycił się wzmacniaczami tranzystorowymi, które parametrami miały bić na głowę lampy a tymczasem okazało się, że grają fatalnie. Dopiero po jakimś czasie producenci odkryli w jaki sposób zmniejszyć najgorszą zmorę fatalnego brzmienia, czyli TIM.
A było, kiedy to german odchodził do lamusa (wraca co prawda, ale w innej formie i nie w audio).
Pojawiły się lepsze tranzystory, potaniały, więc można było już nie robić mocno uproszczonych konstrukcji z długą listą limitów i wad i w zasadzie zapomniano na dobre o tych TIM. OK, koniec dekady 80's oraz dekada 90's to już ostre cięcie kosztów, ale to inna bajka.
Zvirek napisał:
Być może za jakiś czas ktoś odkryje jak pozbyć się tego odpychającego, zimnego dźwięku klasę D.
Już ktoś odkrył, ktoś produkuje i jest to sukces nawet bez odwoływania się do dziwnych zabiegów marketingowych.
Pewnym etapem, co to zapoczątkowało, były np. moduły od firmy Hypex, ale to już przy obecnym tempie rozwoju techniki te pierwsze moduły także z serii nCore to już są starocie. Ale dodam tu, że te moduły zaczęły się w sumie od modułu UcD markowanego przez Philipsa, brutalnie prostego układowo. Co lepsze, początki tej koncepcji (samowzbudnego stopnia impulsowego z USZ obejmującym filtr wyjściowy) pojawiały się już na początku lat 80-tych (nawet jako proste konstrukcje dla "majsterkowiczów"), oczywiście osiągi poza efektywnością naprawdę były kiepskie. Co jeszcze - toporny wzmacniacz audio klasy D wypuściła na rynek jako kit DIY firma Sinclair w połowie lat 60-tych, czyli w erze dominacji germanu jeśli chodzi o tranzystory, a nadal trudno im było skutecznie wypierać lampy w sprzęcie powszechnego użytku.
Zvirek napisał:
PS. nawiążę jeszcze do braku basu według Ciebie w SE lampowych - być może to kwestia Twoich upodobań, ale dla mnie nigdy go nie brakło - przy 7W na kanał stopa perkusji brzmi u mnie tak, jak powinna i nic jej zarzucić nie mogę. Oczywiście przy "muzyce" typu umpa-umpa ze sztucznym basem zapewne nie zatrzęsie szklankami, ale chyba nie o to chodzi w muzyce.
Daleki jestem od umpa-umpa, bardzo daleki. Jednak fizyki nie oszukasz. Zresztą zacznijmy tylko od tego, jaka jest skala częstotliwości podstawowych tonów grand piano, czyli fortepianu z 108 klawiszami - najniższy ton to 16,35 Hz, najwyższy to 7902 Hz. Typowy fortepian - 88 klawiszy to ok. 27,5 Hz do 4186 Hz. Teraz powiedz mi, czy uda się przenieść z pełną mocą solidne zagranie fortepianu, nawet tego "zwykłego" tym tonem A0, czyli 27,5 Hz, bez przekroczenia znacznie maksymalnej mocy przenoszonej przez rdzeń transformatora, a niestety szybko ona spada ze spadkiem częstotliwości, to jest spadek w proporcji trzeciej potęgi zmiany częstotliwości.
Co gorsze, widmo przeciętnego nagrania muzycznego "też nie pomaga" w kwestii basów. Masz je poniżej.
Niestety lampiaki, a szczególnie SE, z racji kombinowania z pozbywaniem się podmagnesowywania rdzenia, mają znaczny problem z basem. Nawet na tych Audio Show, nawet przy "audiofilskiej" muzyce "grającej" głównie tylko środkiem pasma, niestety zawsze było słyszalne to pierdzenie na basie. W przypadku PP jest już nieco lepiej, ale dalej słabo. Trafo musiałoby mieć ogromnie przeskalowany rdzeń, a to oznacza, że trudniej jest utrzymać w ryzach rozproszenie pola magnetycznego, pasożytnicze pojemności uzwojeń itd. O ciężarze takiego monstrum nie wspominam.
Praktycznie cały przemysł nagrań muzycznych, nawet wydający te umpa-umpa, w zasadzie nie potrafił (i jeszcze nadal nie potrafi) odpowiednio zadbać o bas. Nawet w tych umpa-umpa i to jeszcze obecnie. Najpierw to za sprawą ograniczeń winyla oraz słabowitości przeciętnego sprzętu audio w domach (era lampowa) wycinano dół pasma. Potem nawet wczesne radio FM, i to już nawet sprzed ery stereo, nie przenosiło tonów poniżej 100 Hz (chodziło m.in. o archaiczną formę sygnalizacji faktu nadawania informacji drogowych) - i nadal tak jest nawet w emisji DAB. Ba, to ignorowanie basu jeszcze trwa pomimo odejścia do lamusa CD. Bo tak było "od zawsze". Fakt, monitory w studiu nie potrafiły tego odtworzyć. Wiele słuchawek stosowanych w studiach nagraniowych również. Jednak to się zmienia. Nie chodzi o perkusję, bo ta tak nisko nie schodzi. Nie musi to być "elektronika" czyli instrumenty elektroniczne, wystarczy zwykły fortepian i nawet nie musi to być ten mający te 20 klawiszy więcej. A jeśli intencją wykonawcy czy kompozytora jest zatrzęsienie trzewiami słuchacza niskim tonem, to co wtedy?
Zresztą to nadal wycinanie dołu pasma w nagraniach muzycznych to widać na tym wklejonym w tym poście wykresie. Tak, to maksimum dla zaledwie 88 Hz. Widać, że docelowo nagranie miało "nie schodzić" poniżej 70-80 Hz.